RSS
środa, 13 czerwca 2018
Konstytucja. Propozycje referendalne.

 

Przeczytałem propozycje referendalnych pytań i …utwierdziłem się tylko w przekonaniu, że prezydent nie powinien był się pakować w tą inicjatywę. Populizm zanadto przebija w treści i doborze pytań.

Prezydent jest w pełni świadom, że na polityczne polecenie swojego macierzystego obozu łamie konstytucję niemal od początku swojej kadencji. Inicjatywa wmawiania, że konstytucja wymaga zmiany, została medialnie wykreowana bez konsultacji z PiS. Prezydent próbuje przed opinią publiczną stworzyć wrażenie, że nie on i PiS są problemem, a treść konstytucji. Podejrzewam jednak, że mało kto, poza elektoratem PiS, da się na to złapać. Tym bardziej, że pytania referendalne są praktycznie bez związku z obszarami łamania konstytucji przez PiS i prezydenta. Prezydent sprytnie tych tematów w pytaniach nie ujął.

Pytania dotyczą rzeczy dość powierzchownych lub często już w obecnej konstytucji ujętych na poziomie określonym w pytaniach. Po co więc pytać, czy wprowadzić do konstytucji zapis, który już jest? Min. Mucha próbował to usprawiedliwiać na konferencji prasowej, ale wyszło to niewiarygodnie i niepoważnie.

Piętnaście pytań można podzielić na kilka grup.

Pierwsza grupa, to pytania o sam fakt zmiany konstytucji i sposób jej przeprowadzenia. Pytanie pierwsze ma wersje a i b. Zostały tak sformułowane, że można udzielić odpowiedzi sprzecznej lub takiej, która będzie pozwalała interpretatorom odpowiedni na dość swobodne ich odczytanie. Czy to było świadome? Pytanie o zatwierdzanie zmian w drodze referendum budzi wątpliwości. Obawiam się, że prezydent bawi się w trybuna ludu lub testuje stworzenie dodatkowej ścieżki modyfikacji konstytucji. Ludziom może się to i spodoba, ale konstytucja obecna określa zasady jej zmiany. Obecne zapisy dotyczące roli referendum uważam za wystarczające. Ponadto – przykładowo – wątpliwe jest przejmowanie się wolą obywateli przez PiS. Protest dot. likwidacji gimnazjów i w sprawie organizacji referendum podpisany był przez setki tysięcy osób. PiS i prezydent kompletnie się nim nie przejęli. Czy przekroczenie granicy miliona, coś by w postępowaniu prezydenta zmieniło? Ponadto pojawia się pytanie o skutki woli obywateli wyrażonej w referendum.

Niezrozumiałe i niepotrzebne są trzy pytania odnoszące się do współpracy z NATO i UE. Konstytucja i orzeczenie TK ostatecznie i wystarczająco uregulowały kwestie przystąpienia do UE i prymatu prawa. Skoro wchodzimy do UE, to podpisujemy się pod respektowaniem jej regulacji. Sugerowanie ludziom, ze można być w UE i nie respektować jej regulacji jest nonsensem. To tak jakby wejść w związek małżeński i jednocześnie zastrzec, ze nie regulacje obejmujące małżeństwo mnie nie obejmują, albo obejmują wedle mojego uznania.

Nie ma potrzeby deklarowania w konstytucji związku z takimi czy innymi organizacjami międzynarodowymi. No chyba, że prezydent obawia się wyczynów własnego środowiska. A jeżeli mielibyśmy takie zapisy zrobić, to jak je sformułować by nie wymagały modyfikacji. Podejrzewam, że – przykładowo – zapis dot. UE byłby niezwykle ogólny, by politycy PiS mieli swobodę ustalania zakresu powiązania wg własnej woli. Dla mnie taki zapis może być, ale problemem będą tu raczej politycy macierzystej partii prezydenta. Ciekawym byłoby popatrzeć na spór w tym środowisku o zapis dot. związku z UE.

Warto zwrócić uwagę, że nie pojawia się pytanie dot. przekazania ewentualnych uprawnień na UE. Chodzi tu m.in. o kwestie wspólnej waluty, banku centralnego czy zakresu współpracy na polu finansowym. W takim razie po co kolejny pusty i symboliczny zapis w konstytucji.

Jak określić przynależność do NATO? Pytam w kontekście zmian politycznych w USA w czasach nieprzewidywalnego D.Trumpa. NATO jest priorytetem, ale zacieśnianie współpracy w ramach UE jeszcze większym. Podobnie jak z zapisem dot. UE , mnie zapis o NATO nie przeszkadza. Ciekaw jestem jak politycy PiS i A.Duda go sformułują.

Zapisy dot. praw ekonomicznych (5,6, 10, 12, 14) to, poza 500+ i wiekiem emerytalnym, praktycznie powieleniem zapisów w obecnej konstytucji. Propozycję zapisu o niepełnosprawnych odbieram wręcz jako cyniczną. Zmiany zapisów  w stylu – przykładowo – ‘dbamy’, na ‘bardzo dbamy’ są puste i nic nie znaczące.

Zapisy o prawach nabytych (500+) i wieku emerytalnych 60/65 to przenoszenie obecnych sporów o rozdawnictwo finansowe na poziom konstytucji. To już polityczne zacietrzewienie i nieodpowiedzialność dotycząca finansów publicznych. Skoro prezydent wspierał obniżenie wieku, mógł równocześnie zaproponować zwiększenie obciązenia obywateli na poczet przyszłych składek emertytalnych. Zabrakło odwagi ? Czy zagrały obawy o reakcję społeczną ?

Prezydent jak na razie nie wykazał, ze obecna konstytucja jest zła. Wręcz przeciwnie. Wiele pytań jest po prostu powieleniem zapisów lub zakreślonych ram danego zagadnienia już w obecnej konstytucji, co tylko potwierdza fakt iż obecna konstytucja wcale niej jest tak zła jak próbuje to sugerować prezydent.

Pałac prezydencki nawet się nie przyłożył do stworzenia wrażenia, że obecna konstytucja nie odpowiada obecnym wyzwaniom. Brakuje szeregu pytań. Skoro pytamy o bezpieczeństwo żywnościowo, co jest nonsensem bo tu nie ma zagrożen, to dlaczego nie ma pytania o uszczegółowienie bezpieczeństwa energetycznego? Dlaczego nie ma propozycji zapisu o minimalnych nakładach na służbę zdrowia ?? Dlaczego nie ma niczego dla przedsiębiorców czy podatników? Pytań jest mnóstwo ? Gdzie pytania dotyczące sądownictwa?

Prezydent zapytał i o modyfikację praw prezydenta. Pojawiło się pytanie o polityczkę zagraniczną i zwierzchnictwo nad armią. Od polityki zagranicznej jest rząd i nie ma sensu jej rozdzielanie na dwa ośrodki. Przykład z Lechem Kaczyńskim powinien być wystarczający. Przyznam natomiast, że nie mam pomysłu na kwestię obronności. Albo doprecyzujmy podział zadań, albo zabierzmy je prezydentowi.

Nie padło pytania o model prezydentury, co wcześniej sugerowano. Zresztą wiele z zapowiadanych wcześniej pytań nie padło. Rządzi rząd, a prezydent powinien być tylko arbitrem lub obrońcą prawa i konstytucji. Może być, lub nawet powinien, autorytetem, ale w przypadku A.Dudy możemy o tym zapomnieć.

Sądzę, ze A.Duda wystarczająco się już upokorzył z jako strażnik konstytucji. Łamie ją bez skrupułów, a teraz próbuję wprowadzić w błąd opinie publiczną, sugerując że to wina nieprecyzyjnych zapisów obecnej konstytucji.

Inicjatywa nie ma prawa się powieść, bo nie ma nawet wsparcia PiS. A.Duda bez konsultacji zgłosił inicjatywę w ubiegłym roku i szybko zauważył, że nie ma wsparcia i moralnego prawa do jej przeprowadzenia. Początkowo zapowiadano grubo ciekawsze i poważniejsze pytania. Ostatecznie skończyło się na nieistotnych lub po prostu populistycznych.

 

22:14, kanapowy_obserwator
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 czerwca 2018
Rocznica o której niektórzy chcą zapomnieć. 4 czerwca 89.

 

Od rocznicy wyborów z 4 czerwca 1989 r. minęły trzy dni. Echa skromnych sporów o znaczenie wyborów z 4 czerwca 1989 r. już niemal ucichły.  Tamte wybory nie pasują do polityki historycznej PiS i Jarosława Kaczyńskiego. Próba zapomnienia o wyborach z 4 czerwca i przypisanie ich jakimś wydumanym elitom, które rzekomo nie wypowiadały się w imieniu narodu, to manipulacja i kłamstwo.

Czy rocznica wyborów 4 czerwca powinna być świętem nie budzącym sporów? Tak, bo tamto wydarzenie idealnie nadaje się na punkt granicznych między PRL-em a nową Polską (czy jak kto woli : III Rzeczpospolitą). Tak, bo wbrew dzisiejszym sugestiom, wybory z 4 czerwca niczego nie determinowały  w rozumieniu dzisiejszych sporów o to jaka była lub mogła być Polska po ‘89-tym. Szczerze mówiąc, nawet nie rozumiem po co Kaczyński i prawicowy świat wciągnęli wybory z 4 czerwca na listę historycznych sporów. Tym bardziej, że wielu późniejszych prawicowych polityków maczało w tym palce, łącznie z braćmi Kaczyńskimi.

Wybory były wielkim zwycięstwem opozycji i to mimo gwarantowanych 65% miejsc w sejmie dla PZRP i jej koalicjantów. Zresztą koalicjanci szybko zmieniali front po wyborach. Nowy parlament stał się maszynką do zmiany ustroju, do porzucenia PRL. Po kolei przechodziła jedna po drugiej ustawa, które jak milowe kroki, zmieniały ustrój polityczny i gospodarczy Polski. Przedstawiciele dawnych władz byli zszokowani skalą porażki w wyborach.

Jednym z zarzutów środowisk prawicowych jest niska reprezentacja ich przedstawicieli w tak nowym parlamencie jak i w okresie rozmów w władzami PRL, które do wyborów doprowadziły. Moim zdaniem jest ro zarzut i opinia mocno przerysowana. Raz, że działacze dawnej opozycji, których dzisiaj kojarzymy z prawicą nie mieli silnej pozycji i poparcia, a dwa: ich poglądy i słabo rozwinięta umiejętność osiągania kompromisu powodowała częściową ich alienację w szeregach dawnej opozycji. Niestety kolejne niemal trzydzieści lat tylko potwierdziły opinię o prawicy. Trudno powiedzieć, że prawica miała trwałą przewagę w wyborach i sondażach. Wręcz przeciwnie. Stąd kreowana legenda przez prawicę, że Polska była po ’89-tym w rękach obcych narodowi elit itd.

Mamy jakiś dar niszczenia rocznic. W przypadku 4 czerwca nie chodzi o dzień wolny i manifestacje poparcia i jedności  na ulicach miast. Chodzi tylko o przypomnienie, że 4 czerwca ’89 był dniem przełomowym. Być może porównanie nie jest zbyt fortunne, ale przypomina mi się nasz narodowy problem ze świętowaniem zakończenia II WW. Efekt jest taki, że nie obchodzimy żadnej rocznicy, jakby zakończenie II WW było nam obojętne i bez znaczenia dla nas. Naprawdę?

 

00:50, kanapowy_obserwator
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 maja 2018
Strajk niepełnosprawnych. Co powiedział nam o nas i o politykach.

 

 

Wcześniej czy później, protestujący wraz z podopiecznymi i tak opuściliby budynek sejmu. I to niezależnie od efektów negocjacji z rządem. Po prostu w takich warunkach i pod taką presją mediów nie da się długo funkcjonować. Czego się dowiedzieliśmy dzięki strajkowi? Wielu rzeczy, z czego w części niezbyt miłych w tym o naszym społeczeństwie.

Teraz spór był już tylko o dodatkowe 500 zł. Biorąc pod uwagę całokształt wsparcia dla rodzin z osobami niepełnosprawnymi, nasze państwo nie jest nazbyt hojne. Rząd argumentował, że przy liczbie niepełnosprawnych jaką mamy w Polsce, 500 zł na osoby wymagające wsparcia mogłoby na skosztować rocznie nawet i 8-10 mld zł. Moim zdaniem, rząd nieco zawyżył kwotę. Jest jednak faktem, że w zależności od przyjętej definicji niepełnosprawnego i aktu prawnego, który to określa, możemy mówić o kwocie mniejszych lub większych kilku mld zł rocznie. Kiedy się to zestawi z programem 500+, który wg mnie w ponad połowie trafia do rodzin, które nie powinny tych pieniędzy dostać, okazuje się że pieniądze na niepełnosprawnych by się znalazły. Co więc wstrzymuje PiS przed przekierowaniem części pieniędzy z 500+ na niepełnosprawnych?

Niepełnosprawni i ich opiekunowie to – przepraszam – niemal studnia bez dna. Można pompować w nich pieniądze, ale efekt polityczny będzie z tego niewielki lub nawet żaden. Tymczasem program 500+ przyniósł polityczny sukces. W efekcie zamiast na niepełnosprawnych, dopompowano ‘zdrowych’ kwotą 300+ na szkolne wydatki. Dokładnie z tego samego powodu nikt w PiS się nie spieszy z przejściem na finansowanie służby zdrowia z budżetu (likwidacja NFZ) i dodanie kasy na leczenie osób starszych lub skrócenie kolejek. Ludzie lubią dostać pieniądze do ręki, a obietnice poprawy jakości leczenia nie robią większego wrażenia.

Strajk niepełnosprawnych i ich opiekunów wiele powiedział nam o polskim społeczeństwie i elektoracie PiS. Politycy PiS niezwykle cynicznie rozegrali kwestię niepełnosprawnych. Z sondaży wyszło im, że poza współczuciem, większość Polaków nie ma wiele więcej niepełnosprawnym do zaoferowania. Być może i wyszło to, że widok niepełnosprawnego i jego opiekunów proszących o wsparcie wzbudza w nas niechęć. Żądanie niepełnosprawnych odbieramy jako rywalizację o pieniądze jakie PiS rozdaje nam w ramach 500+, 300+ itd. Dodatkowo, elektorat PiS sejmowy strajk okupacyjny odebrał jako zamach na ‘dobrą zmianę’.

Wiele dowiedzieliśmy się o politykach prawicowych i polskim kościele. Politycy obecnej koalicji rządzącej nie okazali niepełnosprawnym zbyt wiele empatii. W szeregach PiS szybko musiała się rozejść informacja, że stanowczość obecna władza będzie testować akurat na niepełnosprawnych. Politycy PiS niemal natychmiast zaczęli okazywać strajkującym pogardę. Wiem, że nie ma pieniędzy dla wszystkich, ale można to było przedstawić inaczej, z odpowiednim szacunkiem dla strajkujących. A Kościół? Znowu schował głowę w piasek, bo rządzi wymarzona prawicowa koalicja.

Protest miał i swoje dobre strony. Sądzę, że protestujący przeorali naszą psychikę i został w niej jakiś ślad. Mam nadzieję, że już tak łatwo nie odwrócimy głowy na ulicy od niepełnosprawnych. Że może się zadumamy o trudach ich życia, potrzebach itd. Wydaje mi się, że protestujący na długi czas wyprowadzili nas ze strefy komfortu w jakiej wygodnie było nam tkwić.

Protest obnażył po raz kolejny cynizm polityków prawicowych i sprzyjających im mediów. Wiem, że wielu Polaków nie lubi poprzedniej koalicji, ale politycy PO i PSL podczas poprzedniego strajku nie pozwalali sobie na takie – nie waham się powiedzieć – chamstwo i brak kultury jak politycy prawicowi.

A elektorat PiS? Coraz częściej dochodzę do wniosku, że to jakiś specyficzny typ ludzi.

23:59, kanapowy_obserwator
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 maja 2018
Z niepełnosprawnych nie ma pożytku,….politycznego.

Sorry, ale niepełnosprawni nie są atrakcyjni politycznie.  Mogą dostać łaskawie prawo do darmowych pampersów czy wózka inwalidzkiego, ale kasy do ręki już nie.  Politycy PiS nawet nie próbują wyjaśnić opinii publicznej i własnemu elektoratowi, że niepełnosprawni i ich rodziny wymagają wsparcia. Widać, że temat i problemy niepełnosprawnych są nie na rękę PiSowi. 

Mimo, że podobno niepełnosprawni nie powinni dostać pieniędzy do ręki (bo oni i ich rodziny są wg PiS nieodpowiedzialni), to szerokim gestem politycy PiS chcą jest rozdać w ramach szkolnej wyprawki (tzw. 300+).

Kwotę politycznego prezentu oszacowano na 1,44 mld zł. No to liczymy. 1,44 mld zł dzielę przez 12 (miesięcy) i potem przez 500. 500 to kwota oczekiwana przez strajkujących w sejmie. W ten sposób dochodzę do liczby niepełnosprawnych, którzy owe 500 zł mogliby otrzymywać co miesiąc przez cały rok. Wychodzi 240 tys. osób. To straszne i moralnie okrutne do czego potrafi prowadzić polityczna kalkulacja.

Cóż, politycy PiS są jacy są. To wyjątkowy gatunek ludzi. Pojawia się niestety pytanie o osoby deklarujące w sondażach sympatię dla PiS i ich poziom intelektualno-moralny. Jak na razie, z kalkulacji i zlecanych sondaży, politykom PiS najwyraźniej wychodzi, że zwolennicy PiS losem niepełnosprawnych nadmiernie się raczej nie przejmują i łatwo można wzniecić wśród nich wrogość wobec niepełnosprawnych. Gorzej, bo wygląda na to, że sympatycy PiS mogą traktować niepełnosprawnych jak konkurencję do świadczeń przyznawanych przez państwo.

 

00:39, kanapowy_obserwator
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 maja 2018
Kusznierewicz nie popłynie.

 

I nie ubolewam z tego powodu, bo cały ten pomysł z rejsem jest po prostu niepoważny. Obawiam się też, że i M.Kusznierewicz sporo wizerunkowo stracił na tej inicjatywie. W pełni zresztą zasłużenie.

Celem inicjatywy finansowanej przez Polską Fundację Narodową (PFN) było uczczenie 100 rocznicy odzyskania niepodległości i promocja Polski. W tym celu podjęto się nabycia i dostosowania do naszych potrzeb jachtu za ok. 5 mln zł. Pozostała część środków miała pokryć koszty 2-letniego rejsu, udział w regatach i zawijanie do stu portów na całym świecie. Łącznie koszt takiej promocji oszacowano na kilkanaście do nawet dwudziestu mln zł (w tym koszt nabycia jachtu).

Skuteczność promocji Polski za pomocą jachtu wymalowanego w narodowe kolory, spotkań w portach na całym świecie, prelekcji czy udziału w regatach jest mikroskopijna w porównaniu z deklarowanymi pieniędzmi. Wizerunek Polski budują polscy artyści, sportowcy, przedsiębiorcy, polskie firmy, politycy i nasi rodacy za granicą.

Obok bezmyślnego wydawania publicznych pieniędzy przez PFN na rejs, razi mnie również postawa pomysłodawców. Nie żebym się czepiał, ale….też chętnie bym gdzieś wyskoczył na koszt państwa. Na przykład za pieniądze Fundacji kupię samochód za 100 tys. zł, przemaluję w barwy narodowe i będę jeździł po stolicach Europy, brał udział w wyścigach itd. Wyżywienie i hotele na koszt Fundacji. Oczywiście nie żebym myślał o sobie. Oficjalnie promocja kraju, jego sukcesów i szkolenie motoryzacyjnych kadr czyli kolegów z pracy. Państwo będzie miało ‘promocję’, a ja frajdę, doświadczenie, ciekawsze CV i sporo miłych wspomnień.

M.Kusznierewicz chyba zauważył, że wizerunkowo wiele stracił. Więcej w tym promocji własnej osoby i swojej działalności niż kraju. Musiał mieć świadomość, że zgłasza się do Fundacji, która jest krytykowana za sposób działania, upolitycznienie i wyciąganie pieniędzy z publicznych spółek. Musiał mieć też świadomość, że trafi pod ostrzał mediów i że będzie mu przypomniane wspieranie PO przed laty. Teraz dawne mieszanie się do polityki ocenia jako błąd, ale mimowolne (lub świadome) wpieranie ‘dobrej zmiany’ już mu nie przeszkadza? Przepraszam, ale ciśnie się pytanie o kręgosłup moralny.

M.Kusznierewicza pamiętamy jako sportowca z sukcesami, ale chyba jeszcze bardziej jako niezwykle medialnego, elokwentnego i inteligentnego faceta. Tak go chcieliśmy postrzegać. Z opisu jego działalności wynika, że w prowadzeniu biznesu i projektów wiele jeszcze się musi nauczyć. Potwierdza to też wymiana medialnych ciosów między PFN i Kusznierewiczem o to z czyjego powodu zerwano współprace i kto pokryje poniesione koszty. Najwyraźniej niezbyt dobrze określono zasady współpracy i sposób jej zakończenia.

Reakcji PFN się nie dziwię. Tumult medialny robił się zbyt duży i również PFN stawiał w fatalnym świetle. Już nawet Krystyna Pawłowicz kpiła z żeglarskiej formy promocji Polski i dość szybko zaczęła wypominać Kusznierewiczowi jego dawne polityczne sympatie. W tym przypadku K.Pawłowicz muszę przyznać rację. PFN i Kusznierewicz sami się prosili.

 

23:33, kanapowy_obserwator
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 kwietnia 2018
Prawica pracuje na sukces D.Tuska.

 

Podejrzewam, że wczorajsze przesłuchanie D.Tuska ws smoleńskiego wypadku z kwietnia 2010 r. zmusi polityków PiS do zmiany strategii wobec byłego szefa PO. Być może w końcu wczoraj pojęli jaką robią mu reklamę.

D.Tusk wobec wymiaru sprawiedliwości jest oczywiście takim samym człowiekiem jak my wszyscy. Nie zamierzam więc kwestionować wzywania D.Tuska do sądu ws złożenia wyjaśnień czy przesłuchania w takiej czy innej sprawie. Pytanie tylko, jaki sens miało wezwanie ws tragicznego lotu z 10 kwietnia 2010 r. Tym bardziej, że środowisko prawicowe najwyraźniej wiele sobie obiecywało po transmisji przesłuchania. Donald Tusk z samolotu tylko korzystał i nie mogło być zaskoczeniem, że nie odpowiada za przygotowanie lotu, załogi, stan technicznych samolotu czy lotnisko w Smoleńsku. Na ogół więc odpowiadał, że nie ma wiedzy w danym temacie i że premier za sprawy logistyczne przy organizacji lotu nie odpowiada. Co chyba nie było żadnym zaskoczeniem dla obserwatorów spektaklu i znawców tematu.

Nawet jeśli wyznawcy teorii spiskowych wierzą, że D.Tusk zlecił założenie materiału wybuchowego w trakcie przeglądu samolotu poza granica Polski lub zarządzał spiskiem, którego celem było zniszczenie samolotu i zabicie jego pasażerów, to trudno było oczekiwać, że się do tego przyzna. Przedstawiciele tzw. rodzin smoleńskich byli bezradni. Ich pytania i sugestie tragicznie obnażyły brak jakichkolwiek przesłanek i dowodów na oskarżenie D.Tuska o spowodowanie lub przyczynienie się do śmierci pasażerów Tupolewa.

Nie wiem na co liczyły rodziny smoleńskie i prawica, ale przesłuchanie D.Tuska nie mogło wyglądać inaczej. W rzeczywistości wczorajsza transmisja z sądu przyczyniła się raczej do wzrostu jego popularności.

Przy tej okazji po raz kolejny na prawicy pojawił się zarzut o robienie politycznych spektakli przez D.Tuska przy każdym wezwaniu go do Polski przez wymiar sprawiedliwości. Nie siedzę w głowie D.Tuska, więc nie wiem czy świadomie robi show czy nie. Sądzę, że D.Tusk zyskuje nie przez swoją skromność czy polityczny spryt, tylko przez błędy drugiej strony. D.Tusk nie musi nic robić, bo wizerunek poprawia się sam, czy raczej ze sprawą polityków PiS.

Po pierwsze próbuje mu się stawiać zarzuty, z których uzasadnieniem problem ma nawet PiS. Mam na myśli zarzuty, które mogłyby być poważnie potraktowane przez sąd.

Natrętne wskazywanie przez środowiska prawicowe rzekomego rozdzielenia lotu do Smoleńska jako przyczyny wypadku, zaczyna (i słusznie) rodzić pytanie czy do jakiegokolwiek rozdzielenie w ogóle doszło. Ze znanych informacji wynika, że takiej idei w zasadzie nigdy nie było. Nie jest więc przypadkiem, że PiS nie stara się tego nawet udowadniać, bo – jak słusznie zauważył wczoraj w sądzie D.Tusk – idea wspólnej wizyty to publicystyczny wymysł.

Przedmiotem odrębnych analiz jest przybywanie D.Tuska na przesłuchania itp. Na ogół D.Tusk przylatuje samolotem lub przyjeżdża pociągiem jak zwykły obywatel. To źle? A w sumie to co ma robić? Jego ‘zwykłość’, nawet jeśli pozowana (a ja wcale nie byłbym tego taki pewny)  razi PiS dlatego, że mimowolnie pojawia się porównanie z J.Kaczyńskim. Szef PiS jest chyba najbardziej bojaźliwym politykiem po ’89-tym roku. Stale widzimy koło niego obstawę złożoną z ochroniarzy lub polityków. Na miesięcznice J.Kaczyńskiego trzeba było zapewnić barierki, setki policjantów i zmianę przepisów o zgromadzeniach. Tusk takiego cyrku koło siebie nigdy nie robił. J.Kaczyński jak na razie nie miał odwagi stanąć twarzą w twarz przed matkami niepełnosprawnych dzieci. D.Tusk to zrobił.

 

21:54, kanapowy_obserwator
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 kwietnia 2018
Pech PiS-u z niepełnosprawnymi.

 

Chyba powoli zacznie mi być żal PiSu. To żart oczywiście. Niemniej przyznać trzeba, że w tym roku to już wpadka goni wpadkę. Najbardziej mnie dziwi to, że są to wpadki na życzenie. Wpierw materiał o neonazistach w TVN24. Ok., leśne zabawy w Niemców pewnie miały miejsce i w latach poprzednich. Celem materiału było nie tyle pokazanie kretyńskiej zabawy w urodziny Hitlera, ale m.in. zwrócenie uwagi na rosnący w Polsce nacjonalizm. Nacjonalizm tolerowany, a czasami wręcz nakręcany przez obecną władzę i sympatyzujące z nią media. Potem była wpadka ze zmianą przepisów regulujących działalność IPN. Tu już skandal wyszedł poza granice Polski i fatalnie się odbił na wizerunku kraju. Jakby tego było mało okazało się, że politycy PiS wypłacali sobie od dawna sowite nagrody i dodatki do pensji. Skandal z nagrodami obnażył cynizm polityków PiS i po raz pierwszy poważnie zachwiał sondażami. Strach o popularność okazał się tak duży, że PiS błyskawicznie odegrał scenę z oddaniem pieniędzy i powszechną samokrytyką w partii. To, w jak krótkim czasie politycy PiS zmieniali zdanie w sprawie swoich nagród, to materiał na komedię i pracę naukową dla psychiatry, psychologa i cholera wie kogo jeszcze.

Kiedy aferę z nagrodami PiS powoli uważał za zamkniętą, przypomnieli o sobie niepełnosprawni i ich rodziny. Tak jak cztery lata temu, niepełnosprawni o swoje racje postanowili dopominać się bezpośrednio w Sejmie. I PiS znowu zaliczył wizerunkową wpadkę.

Przypomnę tylko, że wg spisu ludności z początku dekady, gospodarstw domowych z co najmniej jedną osobą niepełnosprawną było aż 3,8 mln. (Ponad 1 mln osób korzysta z ulgi rehabilitacyjnej w PIT). Są tu ludzie o różnym poziomie niepełnosprawności. Od takich, które być może nie wymagają żadnego lub poważniejszego wsparcie, po takie gdzie wartość wymaganego  wsparcia liczona jest w tysiącach złotych miesięcznie. Prawda jest taka, że jako społeczeństwo nie jesteśmy w stanie pokryć wszystkich ich potrzeb i nie oczekujmy tego od PiS. Trzeba też uczciwie powiedzieć, że w regulacjach dotyczących niepełnosprawnych i ich rodzin miały miejsce małe zmiany, ale patrząc na to z większej perspektywy i skali potrzeb, zmiany był dość skromne. I pewnie dlatego politycy PiS specjalnie się mini nie chwalili w mediach oraz nie popisywali się swoją skutecznością przed protestującymi w Sejmie.

Zaskoczenie protestem niepełnosprawnych wydaje się był całkowite w PiS. Zacznijmy od tego, że politycy PiS powinni byli już dawno temu przygotować coś poważniejszego dla niepełnosprawnych. Przede wszystkim dlatego, że cztery lata temu do strajkujących w Sejmie stała wręcz kolejka polityków PiS by się publicznie pokazać na ich tle przed kamerami. Krytyce ówczesnego rządu i obietnicom (co PiS zrobi i ile kasy rozda jak przejmie władzę) nie było końca. Pokazał się wtedy nawet Jarosław Kaczyński. PiS władzę przejął, minęły dwa lata i ….praktycznie nic. Pieniądze chyba jednak były, bo rząd PiS hojną ręką rozdaje 24 mld zł rocznie na 500+. Taki jest społeczny odbiór. Program wprawdzie obejmuje rodziny z dziećmi niepełnosprawnymi, ale …tylko z dziećmi i też do 18 roku życia. Do tego dochodzi przelicznik na osoby niepełnosprawne. Niemniej na tle wszystkich beneficjentów 500+, korzyści dla rodzin z dziećmi niepełnosprawnymi nie powalają na kolana.

Politycy PiS nie byli w stanie podać co nowego zaproponują niepełnosprawnym. Min. Rafalska i premier Morawiecki wprawdzie pojawili się w Sejmie, ale byli dość nieporadni i źle znosili zarzut o braku decyzyjności. Poza obietnicą rozpoczęcia prac nad propozycjami, politycy PiS nie mieli wiele więcej do powiedzenia. Co gorsza, przed kamerami jedno ze starszych niepełnosprawnych dzieci celnie docięło politykom PiS, że D.Tusk jakoś potrafił zmienić przepisy i zwiększyć wsparcie dla opiekunów. W reakcji na potrzebę czasu deklarowaną przez polityków PiS, rodziny niepełnosprawnych odpowiadały, że PiS jak chce to potrafi ustawę przerobić w jedną dobę, więc w czym problem.

W Sejmie pojawił się też prezydent Duda. Być może przyciągnęły go wyrzuty sumienia, bo i on w kampanii wyborczej nie omieszkał okazywać zainteresowania losem niepełnosprawnych. Potem jakoś tak mu umknęło. Więcej czasu poświęcał idiotycznej ustawie o monstrualnej pomocy frankowiczom. Z bólem i pokorą musiał znieść puszczony mu film z kampanii wyborczej, gdzie również deklarował pomoc niepełnosprawnym.

PiS zapewne błyskawicznie coś zaproponuje niepełnosprawnym. Propozycja obciążenia kosztami pomocy tzw. bogatych (danina solidarnościowa), została bardzo dobrze skomentowana przez jedną z protestujących: pomoc dla niepełnosprawnych nie powinna konfliktować poszczególnych grup społecznych ze sobą. Swoją drogą nie wiem skąd ten niepoważny pomysł pojawił się w głowie premiera. Czyżby rząd na ‘dzień dobry’ próbował sugerować protestującym, że w  kasie państwa brak odpowiednich środków, by zniechęcić ich do podtrzymania żądań? Konfrontowanie niepełnosprawnych z bogatymi jest banalnym chwytem na dodatek nie pasującym do obecnej sytuacji.

Protest rodzin niepełnosprawnych wymusi na rządzie natychmiastową reakcję. PiS nie może sobie pozwolić na kontynuowanie tego protestu przed kamerami mediów, bo codziennie będziemy oglądać filmiki sprzed czterech lat z współczującymi politykami PiS i chłopaka z porażeniem mózgowym, których celnie punktuje polityków tej partii.

 

15:54, kanapowy_obserwator
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 kwietnia 2018
Uprawnienia prezydenta. Wątpliwy argument poparcia społecznego w wyborach.

 

W ubiegłym roku prezydent zainicjował dyskusję o konstytucji i kierunkach jej zmian. W ostatnich dniach, w ramach jednej z wielu odsłon tej dyskusji, nieco emocji i dyskusji wzbudził temat odzwierciedlenia poparcia wyborczego w prezydenckich uprawnieniach. Wg otoczenia prezydenta, z racji silnego wyborczego poparcia, prezydent powinien mieć większe uprawniania. To bardzo bałamutna argumentacja. Co w przypadku tego prezydenta i jego otoczenia politycznego specjalnie mnie nie dziwi.

Prezydencji relatywnie wysoką legitymizację społeczną bynajmniej nie uzyskują z powodu swojej wyjątkowości czy popularności społecznej. Głównym powodem uzyskiwania wysokich not wyborczych jest sposób w jaki prezydenci są wybierani. To przede wszystkim dwustopniowy plebiscyt polityczny, gdzie zamiast partii wskazujemy jedną konkretną osobę przez te partie wystawianą. W pierwszych turach kandydaci otrzymują na ogół poparcie zbliżone do popularności swoich macierzystych partii. (link na Wikipedię u dołu strony). Wynik A.Dudy z I tury nie wychodzi poza tą normę. W II turze A.Duda miał 51,6%, czyli najmniejszą przewagę jaką wygrany uzyskał w II turze. Liczbą głosów w II turze przebił jedynie Lecha Kaczyńskiego. I tyle. Wynik ponad 50-cio procentowy w II turze nie wynika więc z wyjątkowości kandydatów (w tym i A.Dudy), a z głosów ludzi którzy w II turze wybierają na ogół tzw. mniejsze zło. Już jako ciekawostkę warto zauważyć, że jako jedyny w I turze wygrał A.Kwaśniewski w 2000 r. Tak więc nie ma czegoś takiego jak silna legitymizacja. Jeśli już to o takiej po wyborach mogli mówić: L.Wałęsa i A.Kwaśniewski. Ale to nie są bohaterowie PiS.

Kolejny argument, to : oczekiwanie od prezydenta znacznego wpływu na sprawy krajowe, działania rządu i parlamentu. To oczekiwanie tzw. dużej sprawczości prezydenta. To niestety też nieprawda i manipulacja polityków, którzy tego argumentu używają. Problem leży po stronie kandydatów na prezydentów i społeczeństwa. Część obywateli nadal ma problem z przyswojeniem sobie, że prezydent pełni głównie rolę strażnika, czyli ma bardzo ograniczone kompetencje. Jednak większym problemem jest zachowanie niektórych kandydatów na prezydenta, którzy w kampanii wyborczej sugerują że mają dużą sprawczość w polityce i znaczny wpływ na rząd i parlament. To zwykłe oszustwo i niestety A.Duda zapisał się bardzo niechlubnie w tej kwestii. A.Duda obiecał działania na rzecz obniżenia wieku emerytalnego, pomoc dla frankowiczów, podniesienie kwoty wolnej od podatku (PIT) w wysokości 8 tys. zł itd. Obniżenie wieku weszło w życie nie dlatego, że tak chciał prezydent, tylko dlatego że wybory wygrało PiS. Pomoc dla frankowiczów wg wersji prezydenta i kwota wolna od podatku były ordynarnym wyborczym blefem. Pod względem wartości obietnic A.Duda mógł tylko rywalizować z L.Wałęsą. Biorąc pod uwagę skalę obietnic i wyborczych manipulacji A.Dudy (np. wypowiadane głupstwa o euro), niecałe 52% w II turze nie powala na kolana. 

Zwiększenie uprawnień prezydenta nie ma sensu. No, może poza drobiazgami. W wyborach parlamentarnych wyłania się partia lub koalicja partii, które wskazują premiera i ministrów. Prezydent pełni rolę strażnika m.in. konstytucji. Niestety ten prezydent zapisał się w tej materii fatalnie. Mieliśmy już próbę działania dwóch ośrodków polityki zagranicznej. L.Kaczyński rywalizował z rządem. L.Kaczyński spór o politykę zagraniczną przegrał.

Jak więc widać, argument rzekomej legitymizacji wyborczej i (rozbudzonych w wyborach) społecznych oczekiwań jest złudny. Prezydent ma bardzo ograniczony wpływ na rząd i parlament. Byłoby dobrze gdyby kandydaci na prezydentów przypominali o tym w czasie kampanii wyborczych i nie sugerowali wyborcom, że jest inaczej.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Wybory_prezydenckie_w_Polsce

 

 

23:26, kanapowy_obserwator
Link Komentarze (2) »
środa, 11 kwietnia 2018
Ósma rocznica smoleńskiego kłamstwa.

 

Osiem lat minęło od wypadku w Smoleńsku. Już wieczorem tamtego dnia było wiadomo, że tragiczna śmierć 96 osób stanie się tematem politycznym i przedmiotem sporów. Przedstawiciele mediów prawicowych nie pozostawiali co do tego złudzeń. Wtedy jeszcze nie wierzyłem, że rozpoczyna się nakręcanie największego kłamstwa w naszej najnowszej historii. Pamiętam Jana Pospieszalskiego, który wieczorem 10 kwietnia na tle tłumów na Krakowskim Przedmieściu wmawiał telewidzom, że oto rodzi się niemal nowa epoka, epoka prawicy itd. Proroctwo nie wypaliło. Trzeba było dopiero sporej dawki populizmu, straszenia najazdem obcych i monstrualnych finansowych obietnic dla elektoratu, żeby wygrać podwójne wybory w 2015 r. Chociaż i tutaj warto zaznaczyć, że tak naprawdę sukces PiS w 2015 r. (zdobycie większości w parlamencie) nie byłby możliwy bez porażki lewicy.

Wydawałoby się, że smoleński wypadek nie nadaje się na polityczny temat. A jednak. Prawica uruchomiła taki aparat kłamstwa i manipulacji, że część Polaków do dzisiaj wierzy w zamach lub zaniedbania niezależne od załogi samolotu. Doszło do takiej sytuacji, że przyznanie publiczne iż wypadek był spowodowany błędami załogi, a przede wszystkim dowódcy Tupolewa, jest nie lada odwagę.  

Ludziom, którzy mają problem z oceną winy za wypadek gorąco polecam lekturę opracowania tzw. komisji Millera. Jak ktoś nie chce, niech w jego rzetelność nie wierzy. Niedowiarkom proponuje ciekawy eksperyment. Po lekturze tzw. raportu Millera doskonale widać, jak wiele dowodów i informacji szerokim łukiem omija Macierewicz i jego eksperci. Ja zawsze w pierwszej kolejności proponuje też zapoznanie się z treścią zapisu rozmów załogi. Poza drobnymi wątpliwościami (m.in. przypisywanie wypowiedzi gen. Błasikowi), nie ma praktycznie problemów z odczytem i przypisaniem pozostałych wypowiedzi. W przekazie Macierewicza i miłośników jego ‘talentu’ zapis rozmów pomijany jest niemal w całości. Jednocześnie, Macierewicz nie podważa zapisu rozmów ponieważ ich wiarygodności podważyć się nie da. Dlatego są pomijane, poza wybranymi fragmentami rozmów z rosyjską obsługą lotniska.

Zapis rozmów budzi zdumienie. Polacy aż trzy razy są informowani o złych warunkach pogodowych na lotnisku w Smoleńsku (w tym przez Rosjan). To zresztą początkowo wzbudza złość załogi, a na pewno jej dowódcy. Rosjanie początkowo starają się zniechęcić Polaków do lądowania. Podają informację o warunkach pogodowych i pytają czy Polacy są świadomi że to tylko lotnisko wojskowe (w domyśle: kiepskie pod względem technicznym itd.). Rosjanie pytają czy mamy wyznaczone lotniska awaryjne. Ale Polacy trwali w uporze i chcieli sami się przekonać ‘naocznie’ o warunkach pogodowych na lotnisku. Był jeszcze komunikat dowódcy polskiego Jaka, który powinien był stanowić ostrzeżenie. Ale my nadal byliśmy uparci. Słynne ‘terrain ahead’ i ‘pull up’ zostały zignorowane. Wprost trudno w to uwierzyć, ale dowódca Tupolewa podchodził do pasa nie widząc ziemi! Notabene przy okazji zostały naruszone dwa zakazy związane z widocznością (uprawnienia dowódcy statku i parametry dotyczące samolotu)! Macierewicz to też pomija! To naprawdę nie przeszkadza niedowiarkom lub sympatykom teorii spiskowych? Takich pomijanych ‘ciekawostek’ z raportu Millera jest znacznie więcej.

W związku z powyższym nieco mnie drażni to nawoływanie do szacunku dla niedowiarków itd. Ja mam problem z szacunkiem dla ludzi, którzy zamiast czytać ze zrozumieniem, z lenistwa ulegają pokusie teorii spiskowych.

Inną ciekawostkę, którą można zauważyć, są wypowiedzi polityków prawicowych. Od dłuższego czasu większość z nich podaje,  że przyczyny wypadku wciąż nie są znane. Ni mniej, ni więcej, oznacza to, że mało kto na prawicy skłonny jest ryzykować swoje nazwisko dla uwiarygodnienia odkryć Macierewicza. 

 

00:22, kanapowy_obserwator
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 kwietnia 2018
Aborcja nie jest OK

 

O ile jestem zwolennikiem pozostawienie kobietom prawa do decyzji o aborcji, to hasło ‘aborcja jest OK’ uważam za mało trafione. Zwolenniczki hasła ‘aborcja jest OK’ mają prawo do własnych poglądów, ale skoro się je demonstracyjnie upubliczniają, to powinny się zastanowić w jakim celu się to robią i  jaki efekt uzyskają. Być może  zwolenniczki sloganu mało to interesuje.  Moim zdaniem jednak powinno z dwóch powodów. Bo może się obrócić przeciwko nim czy raczej sprawie o którą walczą. A drugi powód:  po prostu jest nazbyt trywialne jak na problem którego dotyczy.

OK to może być smak napoju chłodzącego albo odpowiedź na pytanie: jak oceniasz imprezę u znajomych. W przypadku aborcji, jakby nie było, zawsze mówimy o przerwaniu rozwijającego się życia i ludzkich nadziejach jakie się pojawiają, gdy ludzie chcą powołać na świat dziecko.

Kobieta może się decydować na usunięcie płodu z trzech powodów: bo dziecko jest niechciane (nieplanowane), poczęte w wyniku gwałtu lub niepełnosprawne. Pierwszy powód to raczej kwestia zwykłej odpowiedzialności przy podejmowaniu współżycia seksualnego. Moim zdaniem aborcja nie powinna być środkiem zastępującym prezerwatywę. A jeśli już, to na koszt kobiety usuwającej ciążę. Mówienie  w takim przypadku OK jest szczeniackie. Ponadto aborcja jakby nie było obarczona jest ryzykiem, że przeprowadzi ją partacz.

Jak najbardziej rozumiem, że kobieta może nie chcieć urodzić dziecka z gwałtu lub niepełnosprawnego. Niemniej jakby nie było jest to ‘życie’, nawet jeśli wadliwe (w drugim przypadku) i odrobina zwykłych ludzkich emocji jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Nie potrafię i nie chcę uwierzyć, że po informacji iż wytęsknione dziecko okazuje się być niepełnosprawne, kobieta mówi sobie ‘eee tam, aborcja jest OK’ i idzie usunąć płód tak po prostu i bez emocji, a potem na kawę i ciastko do kawiarni.

O ile, jak na początku wspomniałem,  jestem zwolennikiem pozostawienia kobietom prawa do decyzji o aborcji, to pamiętajmy, że  są kobiety które decydują się na urodzenie dziecka niepełnosprawnego i  opiekę nad nim. Jest to czyn heroiczny, ale dla niektórych głęboko uzasadniony moralnie i światopoglądowo. To szacunek dla każdego życia jakie by ono nie było. Podziwiam taką postawę, chociaż niekoniecznie w każdym przypadku ją podzielam. Tymczasem część kobiet gotowa jest powiedzieć ‘eee tam, aborcja jest OK’. Naprawdę?

Jak rozumiem, to ‘OK’ to demonstracja moralnej akceptacji aborcji. Demonstracja, że ta część kobiet ma już dość rozpoczynania każdej dyskusji o aborcji od rytualnego ‘aborcja to dla kobiety trudna decyzja’ itd.  Fakt, że w dyskusjach o aborcji to już zużyty wstępniak. Niemniej i w takim przypadku to OK chyba nie pasuje.

Zwolenniczki hasła ‘aborcja jest OK’ zapominają, że jakby nie było, mówimy o ‘życiu’. Różnie je definiujemy i różnie wskazujemy jego początek. Hasło ‘aborcja jest OK’ zostało dość powszechnie odebrane jako brak emocji i uczuć u jego zwolenniczek, bo tak to faktycznie brzmi. PR-owo to raczej strzał w kolano.

 

23:49, kanapowy_obserwator
Link Komentarze (12) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 45