RSS
czwartek, 15 lutego 2018
Frasyniuk. A ja faceta podziwiam.

Gest pozornie śmieszny. Facet nie reaguje na wezwanie do zgłoszenia się na policję i czeka aż po niego przyjdą, by zrobić się z tego medialne show. Wydałoby się, że to takie celebryckie pozowanie na ofiarę systemu. Tak też to przedstawiły prawicowe media. Kpiny pojawiły się również wśród nie-prawicowych komentatorów.

 

A może jednak racja jest po stronie W.Frasyniuka, ale nie chcemy tego przyznać? W.Frasyniuk odważył się podjąć krok, na który wielu z nas nie miałoby odwagi. Pewnie głównie dlatego, że postanowił zlekceważyć prawo, co wciąż u wielu z nas budzi dezaprobatę. Fakty są takie, że obecna władza ewidentnie nadużywa prawa wobec osób, które próbują stanąć jej na drodze (np. Obywatele RP). Przed laty było nie do pomyślenia, żeby ciągać ludzi po sądach i komisariatach z powodu ulicznych protestów i występujących przy tej okazji szarpanin z policją (czego nie pochwalam). Z drugiej strony jesteśmy świadkami sytuacji, gdy jedna z działaczek PiS  w północnej Polsce nie reagowała na zalecenia policji w trakcie ulicznych zajść i demonstracyjnie zaczęła się szarpać. Wtedy to oberwało się policji, a ‘poszkodowana’ bezczelnie domagała się interwencji ministra Błaszczaka, co się jej zresztą udało. Przypadki uprzykrzania życia protestującym przy okazji miesięcznic czy nacjonalistycznego Marszu Niepodległości przez policję, są szeroko opisywane, więc nie będę ich już tu przytaczać.

Akcja Frasyniuka i reakcja policji (w imieniu władzy), to próba sił. I wcale nie byłbym taki pewny czy to władza jest tu wygranym, a W.Frasyniuk ośmieszonym czy upokorzonym. Forma protestu jaką przyjął Frasyniuk zwraca uwagę na arogancję władzy i nadużycia. Scena z zakładaniem kajdanek, to już był strzał w kolano obecnej władzy. TVP wolała tą sceną nie epatować swoich widzów.  Nie dość, że kajdanki były przesadą, to jeszcze to zakładanie z tyłu. W mediach błyskawicznie opublikowano informacje o zasadach korzystania z kajdanek. I znowu policja i nowa władza przesadziły. Obawiam się, że policjanci którzy przyjechali po Frasyniuka, dostali zalecenia ‘z góry’ w sprawie kajdanek. To dobrze pokazuje jakie nastroje panują na wyższych szczeblach w policji. Panika, strach przed władzą, ale i wkupywanie się w łaski wyższym czynnikom.

Akcja W.Frasyniuka dobrze pokazała jak daleko zabrnęła obecna władza i jak bardzo skróciła sobie dystans do PRLu. Politycy PiS też mają tego świadomość. Wizyta policji u Frasyniuka to było takie kolejne testowanie przeciwników. Tym razem PiS trafił na twardego zawodnika.

Podkręcanie napięcia nie opłaca się PiSowi ze względów wizerunkowych tak w Polsce jak i za granicą. Dodatkowo dokręcanie śruby przeciwnikom obecnej władzy automatycznie powoduje sprawdzanie czy naruszanie prawa po drugiej stronie jest tak samo karane. I okazuje się, że nie jest. Już chyba najgorszy jest zarzut pod adresem PiS o stosowaniem metod walki z opozycją rodem z PRLu.

Można działania W.Frasyniuka różnie oceniać. Ja jednak uważam, że ktoś w końcu musi ostrzej sprzeciwić się obecnej władzy i najlepiej by były to formy bez przemocy. W takiej sytuacji cenna jest każda forma sprzeciwu. Być może w przypadku działaczy KODu czy Obywateli RP taki sprzeciw miałby mniejszy sens, ale W.Frasyniuk jest osobą znaną, jedną z czołowych postaci PRLowskiej opozycji.

 

23:37, kanapowy_obserwator
Link Komentarze (6) »
środa, 07 lutego 2018
Chamstwo i brak kultury ukarane. Czarnecki odwołany.

 

I dobrze się stało. Ryszard Czarnecki został odwołany z funkcji wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego za przyrównanie Róży Thun do szmalcowników. Przypomnę, że Róży Thun oberwało się za to, że wystąpiła w niemieckiej telewizji w programie przedstawiającym m.in. sytuację w Polsce i nie ukrywała niezadowolenia z tego co się w Polsce pod rządami PiS dzieje. Wg Czarneckiego, R.Thun wystąpiła w roli donosicielki i przyrównaj ją do szmalcowników.

W tym całym zamieszaniu chciałbym zwrócić uwagę na cyniczną kalkulację jakiej dokonał R.Czarnecki, która świetnie pokazuje poziom kultury (tzn. jej braku)  w PiS. R.Czarnecki już w chwili porównania R.Thun do szmalcowników wiedział, że gra za ostro. Wtedy być może nie spodziewał się jeszcze kary jaką wymierzył mu Parlament Europejski. Przyrównanie do szmalcowników, to była zagrywka na potrzeby krajowego podwórka, gdzie wśród polityków PiS i partii koalicyjnych, panuje ostra rywalizacja na określenia pod adresem opozycji i krytyków rządów PiS. To się podoba elektoratowi i prezesowi. Poziom okazywanego chamstwa i braku kultury, to w PiS forma demonstrowania prezesowi PiS gotowości do walki, oddania i poświęcenia.

No, ale sprawa nabrała rozgłosu i trafiła pod ocenę Parlamentu Europejskiego. R.Czarnecki w trakcie uruchamia całej procedury mógł jeszcze przeprosić, ale najwyraźniej miał poważny dylemat. Co się bardziej opłaca? Wycofać się z oskarżenia i ratować resztki tzw. twarzy, czy kreować się na ciemiężonego przez UE i europosłów ‘donosicieli’ z opozycji za rzekomą wolność słowa. Kultura czy podziw w elektoracie? Reakcja mediów prawicowych też nie ułatwiała mu wyboru. Wystarczy spojrzeć na dzisiejsze wydania internetowe. Dominuje sucha informacja o głosowaniu, okraszona mieszanką manipulacji i próbami dyskredytowania samej procedury. Człowiek z jakimś poziomem kultury, skoro już chlapnął głupstwo, to wie jak się potem zachować. Trzeba powiedzieć przepraszam. Ale my mamy do czynienia z Ryszardem Czarneckim. On kalkuluje inaczej. O wizerunek Polski w tej kalkulacji już nawet nie pytam, bo nie sądzę by osoba pokroju Czarneckiego nadmiernie się tym przejmowała.

W tym całym emocjonalnym rozdarciu, tzn. kalkulacji zysków i strat,  R.Czarnecki nieźle przyłożył się do ośmieszenia Polski. Mamy więc pierwszy przypadek usunięcia z tak prestiżowej funkcji. Trafiło na Polaka, za brak kultury. R.Czarnecki spopularyzował słowo szmalcownik, które oznacza Polaka-donosiciela. Europosłowie właśnie się dowiedzieli, że w czasie wojny nie wszyscy Polacy byli idealni.

Pozostaje już tylko mieć nadzieję, że komercyjne stacje telewizyjna przestaną zapraszać R.Czarneckiego. To dla niego najgorsza kara.

 

23:51, kanapowy_obserwator
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 30 stycznia 2018
Znowu jesteśmy ekspertami od alpinizmu i moralności.

Zaczęło się. Zarówno media jak i my, nie jesteśmy przygotowani do dyskusji o alpinizmie. Chęć wystąpienia w roli wyroczni, konfrontujemy z totalnym brakiem wiedzy o alpinizmie i ludzkiej psychice. Jest jeszcze ok., gdy okazujemy podziw i szacunek Tomaszowi Mackiewiczowi oraz chłopakom, którzy ruszyli z pomocą. Ale dla wielu z nas to mało. Mieć zdanie  utożsamiamy ze słowem: krytykować kogoś. Zamiast zachować dystans w sprawie niemal pewnej śmierci T.Mackiewicza i próby zrozumienia tego czego się podjął, na siłę chcemy wytłumaczyć to co się stało i zaszufladkować. Najprościej cudzą śmierć w takich okolicznościach wytłumaczyć sobie oceną: po co się tam pchał, niepotrzebna brawura, prowokował los to ma. Jakoś tak wychodzi z nas ta niepohamowana skłonność do krytyki i kreowania się na autorytety. To nazbyt proste, sprowadzanie śmierci T.Mackiewicza do: prowokował, to ma na co zasłużył.

Mam wrażenie, że do ludzi, którzy stawiają sobie wyzwania (w tym w sporcie), mamy dwoisty stosunek. Jak jest sukces, to ten człowiek jest dla nas bohaterem. Ba, herosem. Ale gdy ginie,
pojawia się prostacka krytyka. Media nam też nie pomagają. Wspinaczka to sport ekstremalny. Zresztą jak wiele innych. Gdy ktoś zdobędzie górę, to media przez jeden dzień informują o sukcesie. Gdy wyprawa się nie uda, to niemal brak informacji w mediach. Ale już informacyjna gratka jest wtedy, gdy jest porażka i śmierć jednego lub więcej uczestników. Tak właśnie jest teraz. Medialne show, z hejtem i podziwem zarazem. Mieszanina opinii, wszelakich ekspertów itd. Oberwało się i samemu Mackiewiczowi za nadmierne ryzyko, za pozostawienie rodziny itd.

Wspinaczkę wysokogórską na pewno możemy zaliczyć do sportów ekstremalnych, ale czy w najgorszym tego słowa znaczeniu ? (wysoka liczba ofiar). Ciekawy jestem ilu krytyków Mackiewicza i alpinistów zna statystyki wypadków w tym sporcie (jeżeli można to sportem
określić). A może więcej jest ofiar powodowanych przez sporty motorowe? A może przez latanie, skakanie ze spadochronem? Itd.

Przypuszczam, że Mackiewicz miał swoje marzenia i wyzwania, którym chciał sprostać. Idąc w góry wierzył, że z nich wróci. Gdyby nie wierzył, nie ryzykowałby. Życie i zdrowie ryzykuje bardzo wielu sportowców. I nie dlatego, że sport uprawiają, ale niejednokrotnie z powodu ocierania się o możliwości organizmu ludzkiego i/lub z podejmowania ryzyka (m.in. z powodu rywalizacji). Wcale nie tak dawno, w czasie zawodów zginął nastoletni żużlowiec. Tragicznemu
wypadkowi uległ Tomasz Gollob. I co, też krytycy Mackiewicza będą kpić z tych ludzi, mówić: ryzykowali to mają??

Być może, jak sugerują niektóre opinie, T.Mackiewicz nadmiernie ryzykował. Być może. Ale w każdym sporcie ekstremalnym ryzyko jest nieodłącznym elementem. A jak w takim razie ocenić kierowców rajdowych, którzy pędzą na drogach kilka razy szybciej niż my? Zakażemy tego sportu? Zakażemy – na przykład - zjazdów narciarskich tylko dlatego, że od czasu do czasu ludzie mknący z nadludzką prędkości po zboczach giną lub ulegają wypadkom?

Ambicja sportowa. W sporcie i rywalizacji przodują głównie ci,którzy mają nadmiernie (chorobliwie?) rozwiniętą ambicję ponad normalne granice. Tylko silnie rozwinięta ambicja pozwala zwyciężać i wyznaczać granice ludzkich możliwości. Jeżeli chcemy krytykować ambicję T.Mackiewicza, to proponuje przyjrzeć się i posłuchać wypowiedzi Justyny Kowalczyk. A może to właśnie niepohamowana ambicja doprowadziła ją do depresji, do której niedawno się przyznała? Ona również nie raz opowiadała jak trenuje czując ból i ograniczenia organizmu. Tylko, że jej się udawało, więc jest bohaterką.

Ja tez mam sporo wątpliwości gdy przyglądam się sportowcom, czy w ogóle ludziom którzy osiągają nadludzkie wyniki w sporcie i nie tylko. Może sportowi championi to tak naprawdę ludzie z chorą psychiką?

Spójrzmy też na siebie, jak na przykład oceniamy piłkarzy. Nie akceptujemy tego, że ktoś wolniej biega czy ma gorsze umiejętności. Jak jest za wolny, to znaczy że mu się wysilać organizmu
nie chce, więc won z drużyny narodowej. A że jakieś łękotki itd.? Nas to mało interesuje. Chcemy sukcesów, a tylko nadludzki wysiłek na treningach podnosi szacunek u kibiców.

12:43, kanapowy_obserwator
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 stycznia 2018
Uchodźco..…fobia.

Zaliczyłem wczoraj kolejne rozmowy ze znajomymi  o uchodźcach. Ludzie młodzi (ok. 30-tki), rozgarnięci i po studiach. Staram się tego tematu sam nie inicjować, ale reaguje gdy ktoś zacznie opowiadać głupoty w rozmowie ze mną. Efekt taki, że mam już przypiętą łatkę zwolennika  wpuszczania uchodźców z Bliskiego Wschodu, Afryki itd. Moje faktyczne zdanie nie ma znaczenia. Schemat zawsze jest ten sam. Skoro nie jestem po ich stronie, tzn. że jestem zwolennikiem bezwarunkowego otwarcia granic i wręczania darmowego kałasznikowa i wiązki granatów za darmo. Że będę akceptował patologie i społeczne problemy jakie te społeczności przyniosą i że jestem multi-kulti. To nieprawdopodobne co PiS zrobił z ludźmi, czy raczej… pokazał jak łatwo ludzi zastraszyć obcymi i uruchomić skrywane fobie.

 

Jeżeli coś mnie ewentualnie bawi w sporach o uchodźców, to bezradność w argumentacji u moich rozmówców. Tym łatwiejsza to wykazania, że na ogół posługują się oni przerysowaniami i bezmyślnie powtarzanymi manipulacjami podawanymi w mediach.

W jednej z takich rozmów usłyszałem pytanie: i co, jak się będziesz czuł gdy w co drugim mieszkaniu bloku w którym mieszkasz, będę mieszkać uchodźcy ‘stamtąd’. Na moje pytanie, po co te przerysowania w dyskusji, rozmówca od razu spuścił z tonu i zrezygnował ze stosowania manipulacji. PiS brutalnie zagrał na ludzkich lękach i bezmyślności. Skutecznie.

Przyjrzyjmy się faktom.

Przede wszystkim Polska powinna się wywiązać z obietnic. Biorąc pod uwagę skalę napływu uchodźców do Europy Zachodniej i nasz potencjał gospodarczy, te 7 tysięcy uchodźców (zaokrąglę do 10 tysięcy), to liczba nawet nie symboliczna. Śmiesznie mała. W relacji z UE przyjęliśmy postawę polskiego cwaniaka: jak my potrzebujemy wsparcia (fundusze UE) i pomocy, to jest ok., ale jak mamy wykazać solidarność w rozwiązaniu innym problemów, to już nie jest ok. Dzielenie się liczbą uchodźców być może nie jest najlepszym pomysłem, ale nie zaproponowaliśmy innego. Skoro Polska nie jest ich miejscem docelowym, to powinniśmy zaproponować fundusze na ich adaptację i osiedlenie w innych krajach Europy. To zresztą nie jedyne rozwiązanie.

Czy te 10 tysięcy zdestabilizuje Polskę? Zacznijmy od tego, że najprawdopodobniej ich liczba nie byłaby tak wysoka, bo przyjęcie miało być rozciągnięte w czasie. Większość z nich, o ile nie wszyscy, i tak próbowałaby wyjechać do bogatszych krajów UE.  Kilkaset tysięcy Ukraińców jakoś nie wywróciło naszego kraju do góry nogami. Najbardziej mnie bawi gdy wejdzie się na temat Czeczenów. Oni (moi rozmówcy) wtedy udają, że nie wiedzą nic o nich, faktycznie nie wiedzą lub po prostu nie chcą wiedzieć. No więc przez Polskę w ostatnich kilkunastu latach przeszło 80-90 tys. Czeczenów. Ludzi tak samo nam bliskich kulturowo jak na przykład Syryjczycy. Media przypominają, że nie kto inny jak politycy PiS zachęcali dekadę temu do ich przyjęcia. W Polsce zostało kilka tysięcy z nich, reszta wyjechała na zachód w poszukiwaniu lepszych warunków życia. Skoro Czeczeni nie spalili na nam kraju, to jakim cudem miałoby to zrobić te 10 tysięcy? Czeczeni mieli jedną przewagę: byli ofiarami rosyjskiej agresji. Niestety uchodźcy z Bliskiego Wschodu nie mają tego atutu. Mało kto pamięta, że to m.in. politycy PiS zachęcali przed laty do przyjmowania Czeczenów.

Nie mamy przed kim bronić kraju, bo Polska nie jest miejscem docelowym dla uchodźców. Gdyby bardzo chcieli tu być (tak jak w Niemczech, Wielkiej Brytanii itd.) to dotarliby tu nawet nielegalnie. Nasz poziom życia, socjal dla uchodźców i obywateli jest kompletnie nieatrakcyjny dla ludzi ‘stamtąd’. I jeszcze długo się to nie zmieni. PiS więc nie ma nas przed kim za bardzo bronić.

Demografia. Polska się wyludnia w wielu powodów. M.in. z powodu zmian kulturowych. Bardzo trudno jest komuś wytłumaczyć konsekwencje ekonomiczne zmian demograficznych. Jeżeli chcemy być wymarzoną potęgą, to albo zaczniemy masowo płodzić dzieci, albo przyjmiemy uchodźców. Jeden z moich rozmówców ma tylko jedno dziecko i na tym zakończył prokreację. On nie rozumie kwestii demograficznych, a ja nie mam odwagi dyskutować z nim o jego prywatnym życie i dlaczego wybrał wygodę zamiast powołanie na świat kolejnego Polaka lub Polki. Jakimś ratunkiem są dla nas Ukraińcy. Pytanie tylko czy będą się chcieli masowo w Polsce osiedlać. Można mieć tylko nadzieję, że cerkiew w dzielnicy w której mieszkamy, nie będzie większym problemem nić meczet.

Te 10 tysięcy było okazją do nauki i zbierania doświadczeń w adaptacji odrębnych kulturowo społeczności. Niewątpliwie, oprócz szeregu dobrych rzeczy, przyniosą swoje problemy i społeczne wyzwania. I będziemy musieli je podjąć tak samo jak nasze. Że oni mają skłonność do bicia i gwałcenia kobiet? Raz, że są to głupie przerysowania, dwa: proszę zajrzeć do policyjnych statystyk. Dzisiaj, statystycznie, zostaną zgwałcone 3 lub 4 Polki. I tak codziennie, w porządnym katolickim kraju. Statystyka dotyczy tylko przypadków zgłoszonych. Sama policja przyznaje, iż ma świadomość, że wiele z nich nie jest zgłaszanych policji z różnych powodów.

Tzw. islamiści, czarni, brązowi itd. i tak do nas dotrą. Wraz ze zmniejszaniem się różnicy w poziomie zamożności, będą się w Polsce pojawiać. I to nie będą ludzie z pontonów czy łódek nielegalnie przybywający do Europy, tylko obywatele Francji, Niemiec itd. Nie wpuścimy ich wtedy? Być może, ale jak opuścimy UE. Może więc warto edukować zastraszonych Polaków. Przed stworzeniem mechanizmów kontroli, adaptacji itd. imigrantów nie uciekniemy i nie powinniśmy.

Statystyki. Są, ale przeciwnicy przyjmowanie uchodźców ich nie lubią. Szybko się okazało, że przed tzw. islamistami sami się w Europie wysadzaliśmy w powietrze i to w takiej skali, że to uchodźcy mogliby się od nas uczyć, a nie my od nich. W biciu i gwałceniu kobiet też mamy osiągnięcia. Kościół udaje, że w rodzinach nie ma przemocy i bicia kobiet, a jeszcze niedawno policja na tyle niechętnie przyjmowała zgłoszenia o gwałtach, że trzeba ją było do tego zmusić ustawowo.

Media zaczęły podawać wyniki badań na społecznościami imigrantów w krajach zachodnich. Niestety przeczyły one stereotypom, więc pozostawały przez przeciwników napływu ludzi ‘stamtąd’ przemilczane.

Bawi mnie argument, że wydarzył się dramat , bo w jednym ze skandynawskich miasteczek nie wystawiono choinki. Bo większość mieszkańców była innego wyznania. W naszych domach choinki może jeszcze nie znikają, ale stają się coraz mniejsze. Cą ciekawe, są już w Polsce przypadki skarg na głośne kościele dzwony. Skargi składają Polacy.

Stereotypy. Człowiek ‘stamtąd’ to brudas, leń i złodziej. Taki obraz jest dla nas wygodny. Nie ma wątpliwości, że każda społeczność ma swoje patologie, z którymi przyjdzie się nam kiedyś zmierzyć. Tylko że to żadna nowość, gdy się patrzy na nasze. Bawił mnie przykład śmietniska jakie pozostawiali po sobie uchodźcy np. na Węgrzech. Bynajmniej nie usprawiedliwiam pozostawiania śmieci po sobie. Ale gdy przypominam moim rozmówcom syf jaki na przełomie lat 80/90-tych pozostawiali po sobie Polacy na targowisku w Berlinie, to była obraza lub sugerowanie, że to co innego. Tymczasem w mediach krążyły wtedy reportaże o ‘kulturze’ handlujących Polaków.

Słucham często mediów zagranicznych i można tam posłuchać imigrantów lub ich potomków z wielkimi osiągnięciami i dokonaniami na polu nauki, sztuki itd. Lub po prostu normalnych rozgarniętych obywateli. Można się przekonać jak wielkim mitem jest to, jakoby ludzie ‘stamtąd’ wszyscy byli zwolennikami zamordystycznych reżimów. My mamy jakiś poważny problem z akceptacją odmienności. Zamiast reagować zaciekawieniem i podejmowaniem wyzwań, reagujemy agresją i lękiem.

Kościół, religia. No więc wczoraj nie wytrzymałem i chlapnąłem jednemu z rozmówców, że problem to raczej mają katolicy. Ja nie rozumiem, jak można w kółko powtarzać na zajęciach z religii lub na niedzielnej mszy  o dawaniu i pomocy potrzebującym. Jak można w kółko wysłuchiwać przypowieści o narodzinach Jezusa i jego matce, która musiała rodzić w szopie bo była ‘obca’. Najwyraźniej nie widzimy w tym żadnej sprzeczności. Uznaliśmy (tzn. ci co ‘chodzą’ do Kościoła), że ta kościelna nauka to taki rytuał bez odniesienia do codziennego życia. Ułatwiają im to kościelni hierarchowie. Przemawiają w sprawie uchodźców na ogół w tak ogólny sposób, że nawet politycy PiS nie traktują ich poważnie. A co dopiero wierni.

Bawi mnie ta obrona Polski przed falą imigrantów, którzy….omijają Polskę szerokim łukiem lub traktują tylko jako kraj tranzytowy. Równie dobrze PiS może mnie bronić przed Marsjanami.

 

14:13, kanapowy_obserwator
Link Komentarze (2) »
wtorek, 16 stycznia 2018
Odczepcie się od PO i N.

Trwa jakiś dziwny festiwal pretensji do PO i Nowoczesnej za odrzucenie liberalnego projektu dot. tzw. aborcji. Do tego nudne już lamenty o końcu opozycji z tego samego m.in. powodu. Lamentują lub krytykują i kpią komentatorzy , środowiska lewicowe i protestujące kobiety.

 

No ok. , zachowanie niektórych posłów Po i N. mogło nieco rozczarować. Być może faktycznie powinniśmy przyjąć zasadę, że każdy publiczny projekt powinien przejść pod obrady komisji. Tylko czy na pewno ta zasada ma sens? Czy to naprawdę taka wielka różnica czy projekt społeczny będzie odrzucony na dzień dobry czy po ponownym odczytaniu w komisji? Wątpię. Mnie raczej czasami intryguje pytanie: po co organizować akcje, które są skazane na porażkę w sejmie. Większość w sejmie ma PiS i nie ma mowy o przepuszczeniu liberalnej ustawy aborcyjnej.

Rozkład głosów w wyborach determinuje  wyniki wyborów i liczbę szabel w sejmie. Ostatnie wybory pokazały słabą aktywność wyborców o liberalnym światopoglądzie. To, że PO nie jest w pełni partią liberalną światopoglądowo, wiemy od lat. Jak się strzeliło focha ma PO i partie lewicowe, to sorry.

O ile pamiętam, to PO nigdy nie robiła wielkiej nadziei na zmianę ustawy aborcyjnej. Była raczej za utrzymaniem tzw. kompromisu aborcyjnego. Rozczarować mogła N. Ale i tu pojawia się pytanie czy aby wcześniej organizatorzy społecznego projektu, nie powinni byli porozmawiać z PO i N. by oszacować skalę poparcia i szans projektu.

Trochę to dziwnie wyglądało gdy twarz lewicy (B.Nowacka) ma pretensje, że obce jej ideowo partie nie zagłosowały zgodnie z jej życzeniem. Ja tam proponuję się tłumaczyć, za zmarnowane głosy na lewicę. To tak jakbym miał pretensje, że lewica nie chce poprzeć podatku liniowego lub zniesienia progów podatkowych uderzających w tzw. bogatych.

W Polsce bardziej liberalny projekt nie ma silnego poparcia społecznego, szczególnie po przeliczeniu na wyniki wyborcze. Nie rozumiem pretensji do PO. Jeżeli dla kogoś to ważne, to po prostu niech głosuje na partie lewicowe. Niestety lewica poniosła sromotną i kompromitującą porażkę w ostatnich wyborach.  Nawet partia Razem robiła wrażenie jakby jej było obojętne czy dostanie się do sejmu czy nie. Ok. , mogę cenić brak parcia do bycia na salonach, ale wtedy proszę bez pretensji do innych.

Wysłuchałem wczoraj w jednej z audycji w TokFm komentatorki reprezentującej lewicę, która upierała się, że za liberalizacją prawa do aborcji jest rzekomo 40%. A ja zapytam dosadnie: no i co z tego? Ma się tym przejąć PiS, PO czy PSL?? Po drugie, biorąc pod uwagę wyniki wyborów i obecnych sondaży,  dla zwolenników liberalizacji dostępu do aborcji najwyraźniej nie jest to najważniejszy problem.

Kiedy słuchałem głosów oburzonych kobiet w trakcie ostatnich protestów (po niefortunnym głosowaniu w sejmie) doszedłem do wniosku, że nie lubią już nikogo i ogłaszają ogólne rozczarowanie wszystkimi i wszystkim. To co? Założą w końcu jakąś partię, wesprą wspólne listy lewicy czy też wszystko się skończy na pretensjach, fochach i teatralnych przemowach?

 

00:40, kanapowy_obserwator
Link Komentarze (4) »
piątek, 12 stycznia 2018
Głosowanie nad aborcją. Wpadka opozycji? Być może, ale nie taka jak nam się wydaje.

Tą klęskę zwolennicy prawa do aborcji szykowali sobie od dawna. Zamiast drzeć szaty z powodu rozmiaru ośmieszenia, proponowałbym nieco ostudzić emocje i spokojnie się zastanowić nad tym, co się stało i, przede wszystkim, dlaczego. Wnioski są proste i warto je wyciągnąć.

 

Jestem skłonny przyjąć, że życie (i człowiek) zaczyna się z chwilą poczęcia. Niemniej jednak , jestem zwolennikiem przyznania kobietom prawa do decydowania o urodzeniu dziecka. Nie wyczerpuje to moim poglądów na aborcję i jej warunki, ale nie to jest teraz tematem.

W Polsce jesteśmy bardzo podzieleni w sprawie aborcji. Mniejsza część społeczeństwa nie ma sprecyzowanego zdania, a pozostała większość jest podzielona na dwa podobnej wielkości obozy o skrajnych zdaniach. Owszem, często miały miejsce pewne odchylenia, ale to zależało od czasu i formułowanego w sondażach pytania. Tak naprawdę więc, zwolennicy liberalnego podejścia do aborcji wcale nie mieli i nie mają trwałej i silnej większości w społeczeństwie. Trudno więc, by w przypadku parlamentarzystów było inaczej. Tzw. polski kompromis aborcyjny nie pojawił się przed laty przypadkiem. Po prostu ugrupowania nie-konserwatywne niemal nigdy nie miały szans na przegłosowanie bardziej liberalnej ustawy. A jeśli już, to skutkiem byłaby polityczna awantura.

Obecnie jesteśmy świadkami swego rodzaju demokratycznego zwichnięcia, bo dość nieoczekiwanie przewagę w Sejmie od ponad dwóch lat ma PiS. To rezultat wyborczy, którego nie mamy podstaw podważać. Dla mnie jednym z głównych  powodów zwycięstwa PiS  w 2015 r. jest przegrana partii lewicowych w 2015 r. Lewica, w tym SLD, nie musiały przegrać. Brak ciekawego programu i przekazu medialnego, oraz szczeniacki wygłup z kandydatką na prezydenta (słynna pani Ogórek), spowodował wyrzucenie lewicy z parlamentu. Stąd drażni mnie teraz popisywanie się i krytyka w wykonaniu polityków lewicy. Prawa do aborcji skuteczniej się broni z ławy sejmowej niż na ulicy. Proponuję się polskiej lewicy wpierw dostać się do Sejmu, a dopiero potem ewentualnie krytykować.

Błędem popełnianym przez oburzonych posłów i komentatorów jest przyjmowanie, że kandydowanie z list partii lewicowych, liberalnych czy partii środka oznacza automatycznie głosowanie za aborcją. Ten schemat nie działa i nigdy w pełni nie działał. Część polityków nie-konserwatywnych ma dość zachowawczy stosunek do liberalizacji prawa do aborcji. Zresztą głosowania nad ustawami dotyczącymi spraw światopoglądowych niejednokrotnie odbywały się bez narzucania dyscypliny partyjnej, ponieważ w takich sytuacjach bywała nieskuteczna. Co zresztą potwierdza wczorajsze głosowanie. Próby narzucania dyscypliny lub wywieranie presji powodowały odejścia a partii lub tworzenie frakcji, to powodowało osłabienie ugrupowania.

Błędem obecnej opozycji nie był brak dyscypliny, a brak rozeznania w poglądach swoich parlamentarzystów i ewentualnej rozmowy z nimi (by projekt dotarł przynajmniej do prac w komisji). Opozycja złożyła deklaracje bez sprawdzenia czy ma wystarczającą liczbę szabel.

Rozkład poglądów na aborcję nie pokrywa się 1:1 z innym podziałami. Nie działają więc schematy: liberał ekonomiczny = zwolennik aborcji. Podobnie zresztą jest i na prawicy. Nie wiem dlaczego komentatorzy medialni tego nie zauważyli.

To co napisałem, nie wyjaśnia motywacji wszystkich posłów opozycji, którzy nie wsparli projektu. Niektórzy po prostu bali się jednoznacznie opowiedzieć po czyjej są stronie w sytuacji ostrego konfliktu. A tłumaczenia bywały chwilami niepoważne.

Z politycznego punktu widzenia, opozycja parlamentarna poniosła porażkę. Zasugerowała opinii publicznej i osobom które wsparły i organizowały zbieranie głosów pod obywatelskim projektem wsparcie i nie była się w stanie z tego wywiązać. W PO i Nowoczesnej przelewa się teraz fala mniejszych lub większych kryzysów. Są zarzuty, rozliczenia, usuwania z szeregów klubu lub partii. Na ogół niepotrzebnie.

Barbara Nowacka nie zostawiła na opozycji suchej nitki. Zamiast sama ponosić winę za nieskuteczność akcji „Ratujmy kobiety” (brak lewicy w Sejmie i rozkręcanie akcji bez szans na powodzenie), winę za porażkę zrzuca na opozycję i  ogłasza „Na demonstracjach prodemokratycznych, sorry, nie macie czego szukać”. To moim zdaniem niesmaczne bicie politycznych punktów na porażce opozycji. A odbieranie sejmowej opozycji prawa do udziały w prodemokratycznych demonstracjach to już po prostu skandal. Jarosław Kaczyński miło będzie wspominał ten tydzień.

 

00:03, kanapowy_obserwator
Link Komentarze (1) »
środa, 10 stycznia 2018
Ryszard Petru wylogowuje się z systemu.

Wiem, że tematem numer 1 są teraz zmiany kadrowe w rządzie, ale ja bym chciał jeszcze na chwilę wrócić do Ryszarda Petru. Bo numerem 1 jeszcze w  poniedziałek był on. Zapewne dobrze się stało, że od wtorku żyjemy nowym tematem, bo inaczej komentatorzy i politycy byliby bezlitośni dla Ryszarda Petru.

Muszę przyznać, że z zaciekawieniem obserwowałem pojawienie się Nowoczesnej na polskiej scenie politycznej i nawet nieco podziwiałem odwagę R.Petru oraz ludzi, których wprowadził do polityki. Z biegiem czasu okazywało się, że grupa kobiet z jego ugrupowania jest wyraźnie aktywniejsza i chyba lepiej przygotowana merytorycznie do trudnych prawniczych sporów z PiS. Lider Nowoczesnej jakoś się w tym nie odnajdywał. Premia za nowość  i świeżość w polityce minęła, a do tego okazywało się, że R.Petru medialnie nie potrafił wykreować się na silnego i charyzmatycznego (hm, nie lubię tego słowa) polityka. Nie potrafił przyciągnąć tym co ma do powiedzenia.

To co wydało się jego atutami, jak wygląd, kultura, odwaga polityczna i wiedza ekonomiczna, przestawało mieć znaczenie. Wpadka ze zdjęciem z samolotu z partyjną koleżanką tylko komentatorów utwierdziła w przekonaniu, że Petru nie będzie drugim Tuskiem.

R.Petru nie potrafił też wykorzystać atutu jakim jest jego wiedza i doświadczenie na polu makroekonomii. A szkoda, bo wyraźnie brakuje nam merytorycznej wolnorynkowej alternatywy dla narracji PiS. Dobry i merytoryczny makroekonomista nie powinien mieć większych problemów z piętnowaniem poważnych błędów w polityce społeczno-ekonomicznej PiS. Tu też zabrakło odwagi. Partie opozycyjne, w obawie o wynik w sondażach (i wyborczy), zrezygnowały z piętnowania działań PiS na polu ekonomicznym.

Zmiana lidera w Nowoczesnej to dobry ruch. I chyba sam Petru powinien był wystąpić z taką inicjatywą, by przesunąć się do dalszego szeregu i skupić na innej działalności. Niestety urażona ambicja i nazbyt wygórowane ego, wzięły górę i w efekcie mamy nową inicjatywę R.Petru: Stowarzyszenie Plan Petru i pierwszy polityczny produkt , czyli Wspólny Plan Naprawy Państwa.

Nowa inicjatywa nie oznacza odejścia R.Petru z Nowoczesnej. Niestety wygląda to trochę tak jakby stanął w progu i nie wiedział co dalej robić lub przynajmniej chwycił za klamkę drzwi wyjściowych.

Celem nowej politycznej inicjatywy byłego lidera Nowoczesnej jest tworzenie platformy do zjednoczenia opozycji w obliczu wyborczej rywalizacji z PiS. Niestety wygląda na to, że pomysł nie jest do końca uzgodniony z politykami macierzystego ugrupowania. Co gorsza, może to być działalność konkurencyjna do działań swojego ugrupowania.

Najzabawniejsze i budzące zdziwienie jest to, że nikt nie potrzebuje R.Petru do jednoczenia opozycji przed wyborami. To partyjne ośrodki decyzyjne będą nadawać ton i tempo działaniom zjednoczeniowym. Nie ma co ukrywać, że wynik w sondażach ma tu decydujące znaczenie. Za R.Petru nie stoi żadna siła polityczna ani elektorat. Trudno więc by liderzy kilku dużych partii mieli nagle poważnie traktować człowieka, który niedawno stracił pozycję lidera w swojej partii i zdaje się od niej dystansować.

Po drugie również wątpliwy jest sens przewodzenia działaniom zjednoczeniowym przez polityka kojarzonego z silnymi wolnorynkowymi przekonaniami, który na dodatek kojarzony jest (przynajmniej przejściowo) z porażką w polityce. W końcu przegrał demokratyczne wybory w swoim ugrupowaniu.  Na dodatek wygląda na to, że najnowsza inicjatywa R.Petru nie ma pełnej akceptacji w macierzystej partii.

To taka porażka na dzień dobry i brak wyczucia politycznego.  Wątpię w sens i powodzenie inicjatywy R.Petru. Co gorsza, wysoce prawdopodobna porażka najnowszego pomysłu, tylko pogorszy wizerunek polityczny R.Petru.

R.Petru chyba miał problem z zauważeniem, że staje się wizerunkowym problemem partii i że trzeba jak najszybciej ustąpić miejsca komuś innemu, a samemu skupić się na innej działalności w drugim szeregu. To zaskakujący brak refleksu politycznego. Istnieje ryzyko, że samodzielne inicjatywy R.Petru postawią go w sytuacji bez wyjścia, czyli usunięcia się całkowicie w cień w Nowoczesnej. W skrajnym wypadku może to być nawet odejście z partii. Byłby to błąd, bo ma w Nowoczesnej wciąż spore poparcie i mimo wszystko jest jedną z twarzy tej partii. Powinien chyba zacisnąć z pokorą zęby i przetrzymać ten trudny dla siebie okres. Szantażowanie partii swoją ambicją nie przysporzy jej zwolenników.

 

 

00:51, kanapowy_obserwator
Link Komentarze (8) »
czwartek, 04 stycznia 2018
Korona królów. Filmowe rozczarowanie.

Od początku tygodnia możemy śledzić losy bohaterów serialu ”Korona królów”. Co jak co, ale na pewno można powiedzieć, że film jest świetnym odbiciem polityki medialnej i historycznej obozu tzw. dobrej zmiany. Czyli jaki obóz, taki film.

Celem serialu, jak rozumiem, ma być budowa  dumy z naszej historii i dokonań, świadomości historycznej, pokazanie że państwo może aktywnie działać na polu sztuki filmowej i , że stać nas na podjęcie się kręcenia historycznych seriali. Niestety praktycznie żaden z celów nie został osiągnięty.

Być może krytyka filmu jest bezpodstawna, bo …… obawiam się, że poziom filmu nie jest przypadkowy. Celem (tzn. targetem) serialu jest elektorat dobrej zmiany, który nie wydaje się być nazbyt wymagający.

W filmowym wydaniu, Polska z czasów Łokietka jest niezwykle skromna. Skromna tak bardzo, że nawet elektorat PiSu będzie miał problem by uwierzyć, że byliśmy  potęgą wtedy i jesteśmy  teraz. No bo co to za potęga, która aż do przesady oszczędza na filmie. Plan filmu to najwyżej 4 lub 5 pomieszczeń, i korytarz. Kawałek zamku z jedną bramą wjazdową. Ze 40 poddanych, z czego przynajmniej połowa to dworzanie i rodzina królewska. Cała potęga militarna, to dwóch zbrojnych przy bramie zamkowej oraz kilku konnych. Na okrasę kilku Litwinów w tym samych nakryciach głowy w każdym odcinku. Za sceny zbiorowe możemy uważać te, gdzie w kadrze jest od 5 do 10 osób.

Rażą tzw. wąskie plany (aż do przesady wąskie), bardzo sztuczne i ‘drewniane’ dialogi oraz ziejąca z filmu oszczędność. Do tego na ogół słaba gra aktorska. Sorry, ale aktorka grająca żonę Kazimierza ma m.in. problemy z dykcją. A dalej.. Krótkie proste wymiany zdań, z których trudno odgadnąć jaką historię chcą nam przekazać twórcy filmu. Widz ma poważne problemy, żeby poprawnie odczytać co się wtedy działo (I poł XIV w.), ponieważ zdawkowe informacje historyczne przeplatane są banalnie zarysowanymi intrygami.

Z serialu trudno być dumnym i obawiam się, że nawet część sympatyków obozu dobrej zmiany może być rozczarowana. Generalnie od poniedziałku TV-PiS daje nam wdzięczny temat do kpin. Ten serial być może nie miał szans na sukces, ale nie musiał stać się porażką i pośmiewiskiem.

No dobra, ale czy można było lepiej? Moim zdaniem tak.

Mamy trochę zabytków, które po dodaniu odpowiedniej scenografii, świetnie się nadają do szerszych planów. Przygotowanie strojów i oporządzenia dla 100 lub kilku setek osób nie powinno
być chyba większym problemem. Są w Polsce i w krajach sąsiednich grupy rekonstrukcyjne, które mogły by grać zbrojnych. Nie potrafię pojąć dlaczego w ”Koronie królów” gra aktorska, wartość informacyjna dialogów i przekaz tła historycznego są tak słabe. Przecież nasz dorobek filmowy (w tym serialowy), szerokie grono zdolnych i doświadczonych aktorów oraz scenarzystów wskazują, że to nie miało prawa się zdarzyć. A jednak.

Pierwsze odcinki ”Korony królów” to w gruncie rzeczy niezwykle trafna karykatura polityki historycznej i medialnej obozu dobrej zmiany. Historyczny banał i filmowa chałtura dla mało
wymagających widzów.

09:55, kanapowy_obserwator
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 grudnia 2017
Mateusz Morawiecki. Czym on uwiódł Kaczyńskiego?

 

To naprawdę polityczna miłość i nadzieja Kaczyńskiego. Atencja z jaką niejednokrotnie Kaczyński wypowiadał się o M.Morawieckim zawsze budziła moje zdumienie. Tym bardziej, że Kaczyński niezbyt chętnie obdarza zaufaniem ludzi spoza ścisłego politycznego kręgu zaufanych działaczy z wieloletnim stażem.

Jesteśmy świadkami przedziwnej sytuacji: facet z totalnie innej bajki staje się jedną z czołowych twarzy ‘dobrej zmiany’. Kariera Morawieckiego to dokładnie to co PiS krytykował. W latach 90-tych Morawiecki skupił się na wykształceniu i robieniu kariery, w tym w biznesie. Szybko odnalazł się w nowej rzeczywistości. Czuł się w niej jak ryba w wodzie. Miejsc w których się uczył, odbywał praktyki, pracował itd. jest tak dużo, że pewnie on sam nie pamięta czym się tam zajmował. Nie mając jeszcze trzydziestki już zasiadał w radach nadzorczych. Połączenie niezwykle dynamicznej kariery i szczęścia. Szczęścia, tzn. sprzyjających okoliczności, nie wnikając już w to, co się pod tymi ‘sprzyjającymi okolicznościami’ kryje.

Karierę w bankowości zaczął w II poł. lat 90-tych. Od razu od wysokich i prestiżowych stanowisk. Mając 33 lata był już członkiem zarządu dużego komercyjnego banku z zagranicznym kapitałem. Prezesem tegoż został w 2007 i piastował to stanowisko aż do jesieni 2015 r., czyli wygranej PiS.

Jak więc widać, jest to dokładnie ten typ kariery, za którą PiS potrafi wręcz nienawidzić i klasyfikować człowieka jako wroga klasowego, który ‘dorobił się’ kosztem ludzi. W wielu innych przypadkach, taka kariera w oczach mediów i polityków prawicowych oznacza, że człowiek zaprzedał się krytykowanemu systemowi jaki zapanował po 89-tym. Ale dla M.Morawieckiego uczyniono wyjątek. Dlaczego? Przecież przez lata szefował jednemu z komercyjnych banków z zagranicznym kapitałem, a to – wg PiS – te właśnie banki wysysały podobno krew ze spracowanych rąk polskich robotników i przedsiębiorców.

Już moment przejścia do polityki M.Morawieckiego wiele nam o nim mówi. Nic sympatii  i zbieżności w podejściu do polityki została zapewne nawiązana na długo przez wygraną PiS w wyborach w 2015 r. M.Morawiecki od lat jest znany z umiejętności kreowania się na lidera i wizjonera oraz tzw. pro państwowca w polityce gospodarczej. Zetknąłem się z jego intelektualną twórczością w tym zakresie i muszę powiedzieć, że były to słabe merytorycznie przemyślenia, ale na nieprzygotowanych merytorycznie słuchaczach mogły zrobić świetne wrażenie.

Urokowi M.Morawieckiego uległ swego czasu nawet Donald Tusk. W 2010 M.Morawiecki wszedł w skład Rady Gospodarczej przy premierze Tusku. Dzisiaj na gospodarczych działaniach poprzedniej koalicji nie zostawia suchej nitki, a prawicowe media i politycy milczą na temat tej współpracy, podobnie zresztą z bankową przeszłością.

Kaczyński zobaczył w Morawieckim to czego mu w PiS od lat bardzo brakowało. PiS ma kłopot z pozyskaniem do współpracy ekonomistów, takich którzy całym sobą zaangażowaliby się w budowanie wizerunku partii na zasadach Kaczyńskiego. Trzeba przyznać, że Morawiecki dobrze się w tej roli odnalazł. Jest jednym z liderów dobrej zmiany. W warunkach politycznych stworzonych przez PiS w kraju, Morawiecki czuje się jak ryba w wodzie. Sądzę wręcz, że swoim polityczno-gospodarczym zaangażowaniem i wpasowaniem w styl dobrej zmiany, Morawiecki wręcz zaskoczył Kaczyńskiego.

Morawiecki bez skrupułów manipuluje danymi gospodarczymi, wprowadza w błąd opinię publiczną i nie gardzi kłamstwem. Łączy to z naprawdę dobrym PR-em i umiejętnością kreowania się na wizjonera. Kogoś takiego w PiS brakowało.

Mimo wszystko zauroczenie Morawieckim zaskakuje. To bardzo ambitny człowiek i silna osobowość. Jeżeli z PiS będzie mu nie po drodze, błyskawicznie wykona manewr, po którym w PiS zostaną tylko zgliszcza, ośmieszenie i walka o poszukiwanie winnego kariery politycznej Morawieckiego. Od samego początku współpracy z PiS, Morawiecki dbał o niezależność i bez większych problemów uzyskał silną pozycję w sferach dobrej zmiany. Formalnie gra w polityczną grę prowadzoną przez PiS, nie dlatego, że musi, ale dlatego, że chce i czerpie z tego osobistą korzyść. Ambicja i inne cechy Morawieckiego powodują, że dla polityków PiS będzie bardzo trudnym rywalem i silnym graczem na prawicy. Jak na razie to on ustala warunki i robi to bardzo skutecznie. Jeszcze w 2015 r. większość Polaków nie wiedziała o jego istnieniu. Upłynęło raptem dwa lata i Morawiecki jest premierem i czołową twarzą dobrej zmiany.

Cokolwiek wątpliwe są teorie, że Morawiecki będzie skuteczniejszy w polityce zagranicznej. Porażki Beaty Szydło nie wynikały z jej osobistych błędów, ale błędów polityki i działań rządu. Osobowość Morawieckiego i przyzwoity angielski nic tu nie pomoże i niczego nie zmieni. Dla elektoratu PiS zmiana premiera musi być jednak pewnym zaskoczeniem. Nie byłbym wcale taki pewny czy prawicowe media zbudują pozytywny wizerunek Morawieckiego wśród sympatyków PiS. Sądzę, że dla PiS lepszy był wariant: premier z grona wieloletnich i zaufanych działaczy, a Morawiecki u boku.

Wskazanie Morawieckiego to dla opozycji gratka. Wprawdzie nie taka jak w przypadku premierostwa Kaczyńskiego, ale zawsze. Dla większości starszych stażem działaczy PiS, Morawiecki to obce ciało. Wątpię by Morawiecki uzyskał zaufanie całego elektoratu PiS. Moim zdaniem Kaczyński ewidentnie przecenia wartość Morawieckiego.

Można jednak na tą zmianę patrzeć z innej strony. Co takiego dzieje się w PiS, że posunięto się do aż tak ryzykownego kroku? W co Kaczyński wierzy, akceptując tą zmianę, lub czego się boi? Zobaczymy.

 

16:22, kanapowy_obserwator
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 listopada 2017
Głupiutka ta pani Mazurek.

 

Najnowsza wypowiedź Donalda Tuska dotycząca krajowej polityki prowadzonej przez PiS jest ostra i kąśliwa, ale słuszna. Ocenę podaną przez Tuska poparła Katarzyna Lubnauer z Nowoczesnej. Wiadomość K.Lubnaur na Twitterze brzmiała tak: „Donald Tusk zareagował, bo zostało coraz mniej czasu na działania. Bez odważnych działań nie bedzie zmian. PIS sam sobie nie pójdzie”.

Cztery godziny później zareagowała na Twitterze Beata Mazurek: „"Nie dokazuj, miła nie dokazuj, Przecież nie jest z ciebie znowu taki cud". Nigdzie się nie wybieramy -nam jest dobrze w PL, ale Pani polecamy Maderę służbowo i prywatnie”.

K.Lubnauer postanowiła się nie zniżać do poziomu wpisu B.Mazurek i wspomniała jedynie o zdolności honorowej („Polecam lekturę i zastanowienie, czy posiada Pani zdolność honorową do obrażania kogokolwiek.”).

Trzeba przyznać, że reakcja B.Mazurek jest wyjątkowo prymitywna i reprezentuje bardzo niski poziom. Ot problemy z kulturą osobistą. Mistrzynią riposty pani Mazurek nie jest i wątpliwe by się to kiedykolwiek zmieniło. Czy rzeczniczka klubu PiS jest tego świadoma? Może i tak, co być może tłumaczą usilne próby udowadniania że jest inaczej, ale wychodzi jak wychodzi.

Kolejna rzecz, która się potwierdza przy okazji pani Mazurek, to twierdzenie: daj człowiekowi władzę, a zobaczysz co z niego wyjdzie. I wyszło. Duma że się jest karnym żołnierzem obozu władzy i kimś, kto może kpić z demokracji, państwa prawa itd. Że można być kimś ważnym. A że płaci za to bardzo wysoką cenę, bo pani Mazurek namiętnie się ośmiesza? Cóż, niektórym to nie przeszkadza. Można leczyć kompleksy, nazywając sędziów z TK grupą kolesi. Itd. Mam nadzieję, że pani Mazurek puszcza sobie film z czasów gdy z równie co dzisiaj wysoką inteligencją i wytężonym umysłem broniła Misiewicza. Smutny to był obrazek.

Być może B.Mazurek musi się odegrać na kimkolwiek za kolejne ośmieszenie. Zabawne to było, gdy B.Mazurek tłumaczyła ujawnione niedawno słowa prezydenta Dudy o Macierewiczu. Cóż za męczarnie i ‘finezyjna’ logika.

Odwaga w popisywaniu się brakiem kultury wynika i z tego, że w PiS prostackie teksty i takież zachowanie zwiększają szansę na zrobienie politycznej kariery lub zaufania Wielkiego Stratega. Pani Pawłowicz zyskuje coraz większe grono naśladowców.

Wiem, że K.Lubnauer poniżej pewnego poziomu nie zejdzie. W sumie to dobrze. Ale kusiłoby mnie zobaczyć minę B.Mazurek gdyby padła odpowiedź w jej stronę:  mam nadzieję, że złość nie wynika z tego że raczej małe ma pani szanse na podróż w towarzystwie R.Petru lub zajęcie miejska posłanki Schmidt. Powody są przynajmniej dwa. Proszę się domyśleć, bo wolę uniknąć podawania ich publicznie by nie czynić pani przykrości.

 

00:20, kanapowy_obserwator
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 43