RSS
niedziela, 10 lutego 2019
Afera z wieżami na Srebrnej. J.Kaczyńskiego podmienić się nie da.

 

W ramach ochrony wizerunku Kaczyńskiego i partii, politycy PiS starają się za wszelką cenę drwić z doniesień Gazety Wyborczej, obracać w żart i deprecjonować ich znaczenie. Sprawa nie jest błaha, bo opublikowane do tej pory wypowiedzi Kaczyńskiego ewidentnie wskazują, że współpraca między nim (w imieniu spółki Srebrna) a austriackim biznesmenem miała miejsce. Nagrania zawierają też słowa J.Kaczyńskiego, że austriackiemu biznesmenowi zapłata się należy.

A sam Kaczyński? Jak to zwykle on, ukrywa się przed mediami, straszy sądem i ustami polityków PiS próbuje przeczyć faktom. Kampania dezinformacji jest nieco niespójna i chwilami nerwowa. Politycy PiS sami sobie przeczą.

Problemem PiS w tym przypadku jest brak możliwości ‘ukarania’ grzesznego polityka, jego usunięcia lub wymiany by nie wpływał destrukcyjnie na postrzeganie partii przez opinie publiczną. J.Kaczyński jest twórcą, kręgosłupem i filarem PiS. Partia to on. To radykalnie ogranicza możliwość reakcji na nagrania publikowane przez Gazetę Wyborczą.

Partia (PiS) jest praktycznie bezradna w takiej sytuacji. Jestem przekonany, że politycy PiS są świadomi obciachu i zagrożenia jakie wywołał swoją niefrasobliwością J.Kaczyński. Kaczyński do błędu się nie przyzna.

W takiej sytuacji medialny kontratak wizerunkowy, którego celem jest obrona wizerunku J.Kaczyńskiego jest jedynym możliwym wyjściem. PiS brnie więc w zaprzeczenie temu, co słyszymy na taśmach i w odwracanie znaczeń. Czy to pomoże? Zobaczymy. Nie ma co jednak ukrywać, że wizerunek J.Kaczyńskiego został poważnie nadwątlony.

 

 

00:27, kanapowy_obserwator
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 lutego 2019
R.Biedroń. Dajmy mu przeżyć swoje pięć minut.

 

Nie podzielam zachwytu nad R.Biedroniem, Wiosną i niedzielną inauguracją ugrupowania. Niemniej doceniam pierwsze sondażowe sukcesy i sądzę, że R.Biedroń ma szansę odegrać w średnim terminie pozytywną rolą na polskiej scenie politycznej, ale o tym za chwilę.

R.Biedroń podnosząc w niedzielę głos, mówił nazbyt nerwowo i nienaturalnie. Wyglądało to trochę sztucznie. W roli lidera podkręcającego wiecową atmosferę, R.Biedroń nie wypada najlepiej. Wydaje mi się, że dość szeroki zachwyt i uznanie nad jego niedzielnym wystąpieniem  biorą się stąd, że w takiej roli widzieliśmy go po raz pierwszy.

Sama konwencja od strony widowiska nie zaskoczyła niczym nowym. Wynajęta hala, światła, nakręcanie spontanicznej atmosfery, chwytliwe hasła, konfetti,  podniosła muzyka. Nie rozumiem zachwytu wielu komentatorów nad widowiskiem ‘światło i  dźwięk’ jakie oglądaliśmy w niedzielę. To standard jaki znamy od lat w wykonaniu innych polityków lub partii.

Od strony programowej R.Biedroń składał obietnice na poziomie innych ugrupowań opozycyjnych. Było kilka ‘smaczków’, jak np. zwrot kosztów za skorzystanie z usług prywatnej służby zdrowia po 30-dniowym oczekiwaniu na usługę w publicznej służbie zdrowia. Tylko, że pomysł jest absurdalny, bo NFZ po kilku miesiącach straciłby płynność.

O ile pod względem obietnic, Wiosna ‘zapozowała’ na ugrupowanie mocno wrażliwe społecznie, to od strony podatków i innych danin (np. składka NFZ), R.Biedroniowi bliżej do Nowoczesnej i PO. R.Biedroń nie wspomina o zwiększeniu progresji podatkowej w PIT.

Apelowanie przez inne partie do R.Biedronia o przystąpienie do koalicji opozycyjnej nie ma sensu i jest też chyba nieco nieszczere w wykonaniu niektórych polityków. R.Biedroń jest teraz na fali i ma swoje pięć minut w polityce. Nie jest moim zdaniem postacią charyzmatyczną i mocno przecenia swoje polityczne znaczenie i możliwości, ale nie odmawiałbym mu prawa do pewnej zarozumiałości. Może już nigdy nie mieć możliwości powrotu do wielkiej polityki z takim przytupem i z sobą w roli czołowego polityka opozycji budzącego strach rywali.

Pierwsze sondaże po niedzielnej inauguracji Wiosny, pokazały skąd pochodzi potencjalny elektorat tego ugrupowania. Otóż Wiosna zabrała kilka pkt.proc. Koalicji Obywatelskiej i wzbudziła zainteresowanie ludzi (m.in. młodych) stroniących do tej pory od polityki lub zniechęconych do ‘starych’ partii. Co ciekawe, mimo akcentowania kwestii społecznych i anty-Kościelnej retoryki, R.Biedroń zdaje się nie wyrządzać większej krzywdy ugrupowaniom lewicowym. Wiosna nie jest też raczej rywalem dla PiS.

Zaletą R.Biedronia jest przedstawienie kolejnej oferty politycznej na rzekomo zabetonowanej scenie politycznej na lewo od PiS. Był Kukiz’15, Nowoczesna i teraz mamy Wiosnę Biedronia. Sądzę, że R.Biedroń ma szansę wzbudzić poważniejsze zainteresowanie również wśród części sympatyków, SLD, Razem itd. Poziom zainteresowania R.Biedroniem i Wiosną potwierdza, że wielu Polaków szuka czegoś świeżego na scenie politycznej i R.Biedroń jest dla nich alternatywą.

Wejście Wiosny na scenę polityczną stawia pytanie o możliwość pokonania PiS w jesiennych wyborach. Podbieranie sympatyków ugrupowaniom opozycyjnym i dystansowanie się od ofert koalicyjnych, faktycznie wywołuje obawy. Mimo wszystko , jak wspomniałem, jestem przeciwnikiem zmuszania R.Biedronia do koalicji za pomocą PiS-owskiego straszaka.

Efekt Wow w ciągu kilku miesięcy minie. Dość szybko zauważymy, że Biedroń nie jest typem charyzmatycznego lidera i słabo wypada w mediach pod względem merytorycznym.

Jeżeli R.Biedroń chce odnieść polityczny sukces musi szybko dojrzeć i spoważnieć oraz powinien otoczyć się grupą mądrych ludzi. W niedzielę zaprezentował grono swoich doradców. Niestety już w poniedziałek miałem okazję w TV poznać dwójkę działaczy Wiosny. Była pycha, pewność siebie i kpiny z opozycji. Najwyraźniej niedzielny szampan jeszcze z nich nie wyparował.

 

00:46, kanapowy_obserwator
Link Komentarze (3) »
czwartek, 31 stycznia 2019
K-Towers. J.Kaczyński nie mówi prawdy swoim politycznym wspólnikom.

 

Jesteśmy już po oblikowaniu dwóch nagrań dotyczących prawniczych negocjacji  ws zapłaty za usługi austriackiego biznesmena.  Partia i prawicowe media oraz ‘publiczna’ TV stanęły murem w obronie prezesa. Z przyjętej linii obronnej wynika jednak, że prezes bardzo dawkuje informacje o przedmiocie dyskusji i czeka na rozwój sytuacji.

Politycy PiS przedstawiają prezesa jako wytrawnego prawnika w zakresie prawa spółek itp. Tymczasem nic z tych rzeczy. J.Kaczyński nadmierną wiedzą się nie popisuje. Jak na razie (mowa o dwóch opublikowanych nagraniach), w kółko powtarza myśl, że co do zasady roszczenia Austriaka rozumie i akceptuje. To do prawników kancelarii Baker McKenzie zwraca się o wynalezienie jakiejś formuły, by płatność spółki Srebra wobec Austriaka była możliwa.

W pierwszej rozmowie w ogóle nie podważa kosztów, tylko zdaje się wszystko bez problemów akceptować.

Obraz Kaczyńskiego jaki wyłania się po dwóch nagraniach na pewno nie ma nic wspólnego z prawnikiem broniącym finansów firmy.

Linię obrony sugerującą, że Kaczyński to fachowiec w temacie prawa firm (w tym finansowego) w drugim nagraniu podważył on sam. Po prostu otwarcie przyznał, że nie zna dobrze tej materii. Zresztą w obydwu nagraniach w polemiki się nie wdaje i nic konkretnego nie proponuje.

Wygląda na to, że Kaczyński rozpoczął z austriackim partnerem współprace bez profesjonalnych umów itd. W efekcie przyczynił się sam do wielu problemów. Z prawnego punktu widzenia świadczy to o prawnym dyletanctwie i lekkomyślności. Niestety, najwyraźniej Jarosław Kaczyński lubi prowadzić biznesy częściowo w oparciu o nieformalne umowy.

Sądzę, że wcześniej czy później, politycy PiS zauważą, że linia obrony jaką przyjęli nie ma wiele wspólnego z przebiegiem rozmowy.

Zasady współpracy z Austriakiem znało najprawdopodobniej bardzo skromne grono osób w PiS. Linia obrony, w formie przekazów dnia jakie dostają politycy PiS sugeruje, że Kaczyński nie wszystko mówi PR-owcom, którzy szykują przekaz.

 

23:41, kanapowy_obserwator
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 stycznia 2019
Śmierć Adamowicza. Teraz się wszyscy mądrzą w temacie ochrony imprez masowych.

 

Wiedziałem, że tak będzie. Tak jest za każdym razem. Temat ochrony, ochroniarzy itp. pojawił się po raz kolejny. Nie jest to jedyna grupa zawodowa, która reaguje w ten sposób po takim czy innym nieszczęściu. Obok przedstawicieli tego czy innego zawodu, mądrzą się również komentatorzy. Remedium na problem zawsze ma być takie same. Większe nakłady na ochronę, zwiększenie wynagrodzeń ochroniarzy, certyfikacja i chronić wszystko co się da, bo wszędzie czyhają niebezpieczeństwa. Jednym z modnych haseł jakie zaczęło krążyć po internecie i po głównych mediach było :jaka płaca, taka ochrona.

Tragiczna śmierć prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza skupiła, co zrozumiałe, uwagę na ochronie. Z faktami oczywiście nie ma co polemizować. Zamachowiec bez większych problemów wdarł się na scenę i dokonał zabójstwa. Koniec. Mam wielki szacunek dla Owsiaka i WOŚP, co nie zmienia faktu, że temat zabójstwa prezydenta Gdańska i temat ochrony imprez masowych musimy koniecznie przemęczyć. Jeżeli naruszono przepisy odnoszące się do zasad zabezpieczenia imprezy (kwalifikacja imprezy), to też niedobrze. Jeżeli tak, to w takim razie jak to umknęło ludziom prawicy, którzy potrafili skutecznie utrudnić przeprowadzenie Przystanku Woodstock w 2018 r. ? Przypominam, że chodziło właśnie o odpowiednie zabezpieczenie tzw. imprezy masowej.

Sądzę, że nigdy do końca nie obronimy się przed zamachowcami i szaleńcami. Bycie tzw. osobą publiczną zawsze będzie się wiązało z pewnym niebezpieczeństwem. Temat wynagrodzeń ochroniarzy, w kontekście zabójstwa P.Adamowicza nie ma nic do rzeczy. Dla mnie jest ważne czego dotyczyła umowa o ochronę imprezy. Jeżeli ktoś ją podpisał, a potem się rozmyślił, to mało mnie to interesuje. To trochę tak jakby żołnierz zawodowy miał mieć prawo odmówienia wykonania rozkazu na wojnie, bo nagle stwierdził, że wojna to zjawisko wielce niebezpieczne, a on dostaje za małe wynagrodzenie. Jeżeli umowa obejmowała ochronę życia i zdrowia, to firma ochroniarska miała taką usługę dostarczyć.

To, że nie pieniądze są tu problemem, pokazuje przykład Jarosława Kaczyńskiego. Wydaje makabryczne pieniądze za profesjonalną ochronę. Czyli jak ktoś chce zamówić taką ochronę, to nie ma problemu ze zdobyciem takiej usługi na rynku. Pytanie, czy warto takie koszty ponosić i jaka jest skala zagrożeń.

Być może ochrona była na zasadzie takiej jak w marketach. Czyli zapobieganie drobnym naruszeniom porządku, łapanie łobuzów przy kasie marketu, ściąganie policji itd. itd. Oczywiście możemy podjąć decyzję, że ochrona ma być taka jak na warszawskich miesięcznicach PiSu. Tylko, że wtedy wiele imprez, ze względu na koszty, po prostu się nie odbędzie lub będą deficytowe, co będzie miało ten sam skutek.

Zalecałbym ostrożność z regulacją zawodu ochroniarza i firm ochroniarskich. Zapotrzebowanie na usługi tego sektora w dominującej części dotyczy prostych usług. Dzięki temu, mnóstwo ludzi z problemami z zatrudnieniem ma zajęcie. Dla wielu jest to po prostu okazja do dorobienia sobie. Zaznaczam przy tym, że nie akceptuję przewałów płacowych jakie mają miejsce m.in. przy zatrudnianiu w tej profesji. To jest problem innej natury.

Wspomniany przykład Kaczyńskiego oraz niektórych celebrytów pokazuje, że nie ma problemu z profesjonalną ochroną. To tylko kwestia ceny i określenia na jaką usługę jest zapotrzebowanie. Możemy wymusić taką ochronę na imprezach masowych, ale wtedy nie odbędzie się nawet lokalny festyn.

18:06, kanapowy_obserwator
Link Komentarze (4) »
niedziela, 20 stycznia 2019
Chyba powinniśmy wprowadzić pogrzeby cywilne. Refleksje po pogrzebie prezydenta Adamowicza.

 

Oglądałem fragmenty ceremonii pogrzebowej Pawła Adamowicza w Bazylice Mariackiej w Gdańsku. Z jednej strony przejmująca i  wzruszająca ceremonia, z drugiej – nie potrafiłem oprzeć się wrażeniu, że jestem świadkiem ceremonii z elementami obłudy. Ceremonia odbywała się w, przepraszam za techniczny język -  w placówce kościelnej. W placówce należącej do instytucji, która ponosi ogromną odpowiedzialność za tolerowanie mowy nienawiści  w wykonaniu polityków PiS i środowisk sprzyjających tej partii.

Nie, nie o to chodzi bym próbował krytykować rodzinę P.Adamowicza i organizatorów ceremonii. Jak rozumiem P.Adamowicz był katolikiem i z woli rodziny, pogrzeb odbył się według ceremoniału katolickiego. Wola rodziny jest  dla mniej święta i decydująca.

Ceremoniał katolicki odcisnął negatywne piętno na ceremonii i jej wydźwięku. Miałem wrażenie, że wielu z uczestników ceremonii pogrzebowej chciało coś wykrzyczeć i zaprotestować. Nazwać zło po imieniu i wskazać je palcem. Nie potrafiłem też oprzeć się wrażeniu, że nawet w tej ostatniej chwili Kościół powiedział: to my ustalamy warunki i to co wolno powiedzieć oraz to czego usłyszeć w Kościele sobie nie życzymy. Abp. L.S. Głódź nie miał ochoty wskazać zła. Mówił o nim niezwykle ogólnie. To zapewne ucieszyło polityków PiS, którzy mogą od soboty swobodnie i cynicznie twierdzić, że to nie do nich były kierowane słowa. Najwyraźniej politycy PiS działają na innych prawach. Raptem kilka miesięcy temu, prezydent Duda pozwolił się sobie w Kościele Św.Brygidy na kłamstwa i manipulacje. 

Duże wrażenie wywarła przemowa ojca Ludwika Wiśniewskiego w trakcie ceremonii pożegnalnej. Ale i on nie odważył się nazwać źródła mowy nienawiści (w tym pod adresem tragicznie zmarłego prezydenta) po imieniu. Wszyscy dali się skrępować katolickiemu ceremoniałowi pogrzebowemu.

Jakoś uwierała mnie obecność w Bazylice obecnego prezydenta i premiera. Chyba w obawie o gwizdy woleli usiąść z tyłu. Obydwaj są czołowymi politykami odpowiadającymi za polityczną agresję i hejt oraz kłamstwa. Obydwaj milczeli i milczą o fatalnej roli TV publicznej, która miała nie mały wpływ na negatywną atmosferę wokół P.Adamowicza. Atmosfera rzekomego chrześcijańskiego pojednania i refleksji, pozwoliła pojawić się w kościele nawet takiemu kłamcy jak premier Morawiecki. Wszystko to w imię chrześcijańskiego rzekomo obyczaju. Od poniedziałku premier Morawiecki znowu po ‘chrześcijańsku’ będzie kłamał i manipulował.

Wszystko to było dla mnie jakieś takie niesmaczne. Atmosferę ostatniej drogi tragicznie zmarłego prezydenta ratowały tłumy ludzi na ulicach i przemowy rodziny oraz przyjaciół P.Adamowicza.

A może więc warto zastanowić się nad zmianą ceremoniału pogrzebowego. Może powinna to być przede wszystkim ceremonia cywilna. Nie zdominowana przez Kościół. Nie byłoby abp. Głódzia, polityków PiS oraz prezydenta. Obyłoby się bez cynizmu i ceremoniału na warunkach Kościoła. Może ojciec L.Wiśniewski śmielej wyrzuciłby z siebie to, czego nie chciał powiedzieć z Bazylice. Wtedy pożegnanie kościelne stanowiłoby odrębną część ceremonii, a o jego znaczeniu decydowałaby rodzina (całość lub część ceremonii w kościele). Niestety Kościół, jego ceremoniał i przedstawiciele odcisnęli negatywne, w moim przekonaniu, piętno na pożegnaniu prezydenta Adamowicza. Wysłuchaliśmy szeregu przemów i nadal nie wiemy, kto (które środowisko polityczne) odpowiada za mowę nienawiści.

 

23:13, kanapowy_obserwator
Link Komentarze (2) »
niedziela, 30 grudnia 2018
Film „Nasze matki, nasi ojcowie”. Nie taka wizja historii jak byśmy chcieli?

Spory o wizje historyczne doprowadzamy do absurdu. Sąd Okręgowy w Krakowie wydał wyrok w sprawie wytoczonej przez byłego żołnierza AK. Główny zarzut dotyczył pokazania w niemieckim filmie „Nasze matki, nasi ojcowie” polskiego oddziału partyzanckiego w czasie II WW. Oglądałem film kilka lat temu. Faktycznie, polscy partyzanci są tam pokazani jak jakaś zdemoralizowana grupa ludzi, nie wiadomo po co kryjących się w lesie i żyjąca w konspiracji. Do tego, w scenach pokazujących odbijanie transportu Żydów nie brakuje wątków  antysemickich w postawach części polskich partyzantów.

(Za Tygodnikiem Wprost) „Sąd nakazał wypłatę 20 tysięcy złotych zadośćuczynienia na rzecz kapitana Armii Krajowej Zbigniewa Radłowskiego. Ponadto, przed każdą emisją serialu ma się pojawiać informacja, że przedstawione postaci są fikcyjne, Polacy podczas II wojny światowej pomagali Żydom, a Niemcy okupowali Polskę. Oprócz tego zarówno na antenie ZDF, jak Telewizji Polskiej mają się ukazać przeprosiny. …………………… Sąd nie zajmował się oceną zachowania wszystkich Polaków. W tej sprawie sąd zajmował się oceną sposobu przedstawienia żołnierzy AK - tłumaczył w uzasadnieniu sędzia Kamil Grzesik podkreślając, że w żadnej części wyroku sąd nie zamierza hamować dyskusji historycznej i w wyroku nie ma stwierdzenia, że nie dochodziło do zachowań antysemickich, ale ich skala jest nieproporcjonalna do skali, w jakiej działała AK.”

Moim zdaniem film jest nieźle zrobiony i warto go zobaczyć. Jest jedną z wielu prób spojrzenia na nazizm i wojnę z perspektywy Niemców. Jest to ciekawie pokazane w oparciu o losy grupy przyjaciół oraz innych osób przewijających się w drugim i trzecim planie. Zwracam uwagę na postacie z drugiego czy trzeciego planu, bo losy jednej z nich w końcowych scenach filmu są m.in. ostrą aluzją do konformizmu wielu Niemców i braku rozliczenia z tym bardzo ponurym okresem ich historii.

Z polskiej perspektywy film może być źle odebrany. To głównie problem naszej oceny historii i podejścia do tego czym jest film w ogóle jako forma sztuki i forma przekazu. Skala krzywd jakie doznaliśmy z rąk Niemców była tak ogromna, że według nas im wolno mówić o wojnie tylko w kategorii win i próśb o wybaczenie lub nie mówić wcale. Tymczasem większość z grupy przyjaciół z filmu, czy nawet wszyscy, przedstawiona została jako ofiary nazizmu wplątane w wir historii. My w Polsce nie akceptujemy podziału na Niemców dobrych i złych w czasie wojny i w czasach sięgania po władzę przez Hitlera. Nie akceptujemy tłumaczenia, że „my tylko wykonywaliśmy rozkazy”.

Nie wiem co było celem twórców filmu. Ot po prostu pokazanie ludzkich losów na tle tragicznych wydarzeń, czy próbą wybielania niemieckiego wizerunku i sugerowanie, że za wojnę i zbrodnie wojenne są odpowiedzialni jacyś inni Niemcy? Pytanie tylko, czy to ma jakiekolwiek znaczenie. A może twórcy filmu po prostu chcieli nakręcić film o ludzkich losach, bez odniesień do oceny historii, winy, rozliczeń i mniej czy bardziej ukrytych sugestii.

Zaliczamy twórczość filmową do sztuki. Doświadczenia ludzkości prowadzą do wniosku, że próba sądowej recenzji, zakazów i nakazów wobec sztuki nie ma sensu i na ogół kończy się źle. To samo dotyczy wolności wypowiedzi. Można filmu nie oglądać (choć ja polecam). Można film krytykować, bo mamy wolność słowa i wyrażania emocji.

Nawet jeśli uznamy film za wybielanie niemieckiej historii, i przyznałby to nawet jego reżyser, to nadal nie widzę powodów, by filmu nie pokazywać w publicznej tv. Przecież można o tym podyskutować potem i wydać ocenę. Tak naprawdę film wobec niemieckiej historii jest bardzo krytyczny. I jeżeli jest to jakieś wybielanie, to raczej ostrożne. Jak każdy innych naród, Niemcy mają prawo pokazywać, że nie wszyscy byli wtedy tymi ‘złymi’. Potwierdzają to zresztą relacje Polaków z czasów wojny.

Wróćmy jednak do scen z oddziałem partyzanckim. Jak wspomniałem, Polacy faktycznie zostali pokazani jako bezideowa zbrojna grupa leśnych rzezimieszków. Nie da się jednak ukryć, że oddziały partyzanckie były różne i że im również zdarzały się akty agresji albo okrutnej obojętności wobec losu Żydów. Nie ukrywajmy, że antysemityzm wśród polskiego społeczeństwa był wcale nie marginalny. Czy reżyser świadomie tak pokazał polskich partyzantów, czy też poszedł na łatwiznę i tylko po to by wpleść kolejny wątek antysemicki? Nie wiem. To bez znaczenia.

Argument sądu, że akty antysemickie wśród partyzantów są pokazane w skali nieproporcjonalnej są trochę niepoważne. Bo ni mniej ni więcej takie orzeczenie oznacza, że każdy twórca będzie teraz musiał szukać proporcji w prezentacji postaci i jej czynów. Czyli, że jak będziemy kręcić film o polskich zbrodniach komunistycznych po wojnie, to wpierw  solidna dawka informacji o odbudowie kraju, likwidacji analfabetyzmu, szerszym dostępie do szkół wyższych dla młodzieży z biednych rodzin itd. ?? To absurd. W takim razie ja proponuje by obok informacji o tym, że ktoś jest pedofilem podać, że to skromna część jego życia i że człowiek był dobrym obywatelem, płacił podatki, pomagał innym i wspomagał biednych. Jak widać szukanie proporcji w filmie raczej nie ma sensu. Jak przykład ‘proporcji” proponuje przypomnieć sobie film „Ogniem i mieczem”. Powstanie kozackie i zbuntowaną ludność pokazaliśmy jak bandę prostaków i pijaków. Widz nie dowiaduje się, co było powodem buntów. Z prawdą historyczną i proporcjami kompletnie się to rozmija, podobnie jak historyczny komentarz dodany na końcu filmu.

Oczywiście sąd zrobił co zrobił. Proszę jednak pamiętać, że takie orzeczenie to broń obosieczna uderzająca w artystyczny przekaz, ale i nasze postrzeganie historii, które pełne jest manipulacji i przemilczeń oraz opiera się na czysto subiektywnym spojrzeniu.

  https://www.wprost.pl/kraj/10179123/sad-w-krakowie-wydal-wyrok-w-sprawie-kontrowersyjnego-serialu-nasze-matki-nasi-ojcowie.html

17:18, kanapowy_obserwator
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 grudnia 2018
Miejsce dla wędrowca przy wigilijnym stole. To narzekanie jest już nudne.

 

Jak co roku, przy okazji Świąt Bożego Narodzenia, sporo emocji i żartów wzbudza temat pustego miejsca do potrzebujących przy wigilijnym stole. Kościół co roku przypomina o znaczeniu i symbolice tego miejsca. W mediach pełno jest utyskiwania nad brakiem przełożenia w czyn idei jaka się kryje za dodatkowym nakryciem przy stole. W mediach społecznościowych zaś jest moda na żarty z ludzi (chodzi głównie o katolików) w kontekście pustego miejsca przy stole. Jeden z takich zgrywusów zyskał nawet sporą oglądalność w internecie. Zabawa polegała na tym, że pukał do drzwi  i sprawdzał gotowość do zaproszenia do stołu osoby obcej, czyli tzw. wędrowca. Tego typu żartów i pseudo sond społecznych jest pełno w mediach co roku.

Ale żarty z pustego miejsca dla spragnionego i głodnego wędrowca to nie wszystko. Chyba jeszcze więcej jest utyskiwania i społecznego rozgoryczenia nad brakiem przełożenia w czyn tej tradycji. Lamentują media, autorytety i zwykli ludzie.

Ja proponuję, by każdy z tych żartownisiów i autorytetów (nie ważne, rodzinnych, medialnych czy społecznych) powiedział, kiedy ostatnio przyjął głodnego i spragnionego wędrowca w domu przy wigilijnym stole. Poproszę o zdjęcia z ostatnich kilku lat. Jak zabrakło wędrowców, to potwierdzenie zaproszenia i przyjęcia osób ze schronisk, tzw. domów starców itd.

Od dawna ta tradycja nie może być, i nie jest, niczym innym niż tylko symbolem. Ja nie kultywuje tradycji pustego miejsca, bynajmniej nie tylko dlatego, że  nie należę do kościoła katolickiego. Najzwyczajniej w świecie staram się nie wpuszczać do domu osób, których nie znam. Nie wstydzę się tego napisać. Na dodatek nie widzę w tym nic dziwnego. Do tego, w obecnych czasach w Polsce trudno być głodnym biorąc pod uwagę działalność różnych organizacji (w tym kościołów), dostępność i cenę żywności.

Może po prostu wyróbmy w sobie nawyk pomagania przynajmniej poprzez przelewanie nawet drobnych kwot na potrzebujących. Organizacji, które napoją spragnionych i nakarmią głodnych nie brakuje. 

 

16:29, kanapowy_obserwator
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 grudnia 2018
PiS-owi wolno więcej? O tym jak komentatorzy dali się wykorzystać.

 

No dobra, politycy PO i Trzaskowski nie zaimponowali mi w sprawie bonifikaty za użytkowanie wieczyste w W-wie. Politycy PO pogubili się w tej sprawie zupełnie. Jednak politycy PO, w przeciwieństwie do polityków prawicowych, unikają banalnego kłamania w razie wpadki. Trzaskowski nie świrował i ostatecznie zgodził się na bonifikatę 98%. Przyznał, że głupio to wszystko wyszło. Moim zdaniem oferowanie takich bonifikat to przesada, ale stało się. Można było zostać przy 60% lub nieco korzystniejszych warunkach, ale to temat na szerszą analizę.

To co mnie uderzyło w tym przypadku, to reakcja komentatorów nie-prawicowych. Politycy PiS rozpętali wokół warszawskiej bonifikaty cyniczne show i komentatorzy dali się na to złapać jak dzieci. Oczywiście rzeczy i czyny nazywamy po imieniu i tyle. Dotyczy to również oceny działań polityków PO w sprawie wspomnianej bonifikaty. Nie-prawicowi komentatorzy odegrali scenę oburzenia dokładnie pod dyktando polityków PiS.

Polało się święte oburzenie na PO i Trzaskowskiego. Mnie zabrakło pytania czy propozycja warszawskich polityków PiS ws bonifikaty 98% jest moralna. W niemałym stopniu z upustu skorzystają osoby dobrze uposażone i robienie im dodatkowego prezentu nie ma sensu. Można było zaoszczędzić mnóstwo pieniędzy na szereg ważnych celów w W-wie. To nie Trzaskowski, a głównie politycy PiS powinni się w mediach tłumaczyć z hojności kosztem społecznego mienia i finansów. Szczodrość polityków PiS jest tym bardziej bałamutna, że bonifikatę dla gruntów skarbu państwa ustalili tylko na 60%. Skąd taka różnica?

Bonifikata warszawska to skromny problem w porównaniu z wyborczą obietnicą PiS (z 2015 r.) ws zniesienia tzw. podatku od kopalin i – przede wszystkim – powrotu do stawki VAT 22%. Innych niezrealizowanych finansowych obietnic PiS nie będę już wymieniał. To już komentatorom umknęło.

Inne zjawisko jakie widać od dłuższego czasu wśród komentatorów nie-pisowskich, w tym tzw. symetrystów, jest stosowanie odmiennych miar do PiS i opozycji. Kłamstwa i manipulacje polityków PiS są od dawna codziennością i traktowane są przez komentatorów jako coś naturalnego. Wręcz pojawiają się pozytywne oceny za prosty przekaz dla Polaków, ‘narrację’ itd. Trzeba przyznać, że politykom PiS udało się ‘wychować’ częściowo komentatorów nie-prawicowych podług własnych potrzeb i oczekiwań.

Nie mam nic przeciw krytyce działań polityków PO i pozostałych partii opozycyjnych. Komentatorzy powinni jednak stosować tą samą miarę dla wszystkich i nie ułatwiać działanie politykom wyjątkowo cynicznym (mowa o politykach PiS).

Teoretycznie politycy PiS powinni bać się nagłaśniania sprawy warszawskiej bonifikaty w obawie o pytania o ich rzetelność, obietnice i poglądy. Jak widać, nie boją się wcale. Najbardziej mnie bawi, że na czołowego ‘oburzonego’ przypozował Patryk Jaki, który sam już chyba nie był w stanie policzyć ile mostów i linii metra obiecywał w kampanii wyborczej.

 

23:46, kanapowy_obserwator
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 grudnia 2018
Co pozostanie po Nowoczesnej?

 

Co pozostanie po Nowoczesnej po kolejnych wyborach parlamentarnych ? Być może nic lub kilkoro polityków rozsianych po różnych partiach, w tym głównie w PO.  Na naszych oczach rozpada się partia, czego przyczyną są głównie ludzkie ambicje i emocje oraz brak jednoznacznego obrazu tego, co partia miała wnieść na naszej scenie politycznej. Są tu i błędy (zależy z czyjej perspektywy to oceniać) polityki PO, ale to jest czynnik drugorzędny.

 

Nowoczesna weszła przebojem na polską scenę polityczną w 2015 r. To miała być nowa jakość w polityce i alternatywa dla PO. Pierwsze notowania powyborcze dawały Nowoczesnej wartości rzędu nawet 20% poparcia. Ale potem było już tylko gorzej. Oczywiście sondaże na poziomie 20% można określić jako dość emocjonalne i z natury rzeczy szybko podlegające korekcie. Obecnie Nowoczesna to już tylko kilka procent w sondażach. Można się spodziewać, że po odejściu grupy posłów Nowoczesnej do koła Koalicji Obywatelskiej i ogłoszeniu przez R.Petru rozkręcania nowego projektu politycznego, Nowoczesna zejdzie z popularnością do poziom partii Razem.

Nowoczesna była potwierdzeniem, że polska scena polityczna nie jest zabetonowana. Znienacka pojawiła się silna alternatywa dla PO. Inna rzecz, że ‘zabetonowanie’ to głównie wymysł komentatorów politycznych. Moim zdaniem, nie ma żadnego zabetonowania. Po prostu takich a nie innych wyborów dokonują Polacy.

Cześć Polaków była skłonna zamienić PO na Nowoczesną i dała tej ostatniej duży kredyt zaufania. Niestety politycy Nowoczesnej popełnili sporo błędów. Przede wszystkim od samego początku był problem z określeniem po co Nowoczesna chce być w polityce. W obawie o konfrontacje z polityką socjalną PiS i lewicowymi komentatorami, Nowoczesna, tak jak i inne partie opozycyjne, po kilku miesiącach zrezygnowała z prowadzenia medialnych sporów z PiS na polu makroekonomii i polityki społecznej. Nowoczesna miała szansę pokazać się jako partia wolnorynkowa, proponująca państwo solidarne na miarę naszych makroekonomicznych możliwości. Wejście na ścieżkę ostrzejszego sporu makroekonomicznego dałoby Nowoczesnej na pewno nie 20%, ale na przykład trwałe 10%. Przy racjonalnym programie państwa opiekuńczego nawet 15%.

Wejścia do polityki jako partia zastępująca PO miało szanse na powodzenie, pod warunkiem śmielszego działania polityków Nowoczesnej i błędów PO. tymczasem PO zaczęła odzyskiwać zainteresowanie i stawała się główną siłą walczącą z PiS.

Doceniam ogromny wysiłek grupy polityków Nowoczesnej w walce z państwem PiS i w obronie praworządności. Wydaje się jednak, że równocześnie część polityków tej partii czując swoją siłę, zaczęła grać solo. Z biegiem czasu w Nowoczesnej entuzjazm nakręcany świeżością opadał i pojawiały się ludzkie ambicje, emocje i napięcia.

Pierwszy odpadł R.Petru., założyciel Nowoczesnej. Jego gwiazda gasła, co szybko zaczęło odbijać się na sondażach. R.Petru zabrakło pokory i odszedł z Nowoczesnej po przegranych wyborach. Na szczęście dla tej partii, dość szybko pojawiły się w niej naprawdę niebanalne osobowości. Trzy kobiety. Cechowała je pracowitość, ambicja i polityczna sprawność. Stały się medialnymi ikonami Nowoczesnej. Chodzi o panie: Libnauer, Sheuring-Wielgus i Gasiuk-Pihowicz. Pojawiło się też kilka kolejnych osób (głównie mężczyźni), którzy zapełniali drugi plan. Wydaje się więc, że medialnych ‘twarzy’ Nowoczesnej nie brakowało.

Wizerunkowo, oprócz obrony praworządności, trudno określić o co Nowoczesna walczy. Postulaty ekonomiczne zeszły na drugi plan, a na pytanie dziennikarzy co politycy Nowoczesnej chcą robić, na ogół padają postulaty z obszaru regulacji aborcji, związków partnerskich, LGBT, poprawy jakości życia kobiet i obrona praworządności, itd.

Wejście do Koalicji Obywatelskiej uważam za bardzo odpowiedzialny ruch Nowoczesnej. Głównym celem jest teraz odsunięcie PiS od władzy. Wadą wejście do KO jest zatarcie różnic między PO i Nowoczesną. Sytuacja jest tym bardziej niezręczna, że Nowoczesna odniosła początkowy sukces bazując na ostrej krytyce PO. Niemniej zacieranie różnić, to raczej problem Nowoczesnej niż PO.

Wydaje się, że gwoździem do trumny Nowoczesnej jest niezrozumiałe przejście Kamili Gasiuk-Pihowicz z grupą posłów do klubu KO. Trudno to racjonalnie wyjaśnić. Nowoczesna prawdopodobnie straci status klubu i przedstawicielkę w prezydium sejmu. To już zepchnięcie do drugiej ligi i zdanie się na łaskę polityków PO. Słuchałem tłumaczeń K.Gasiuk-Pihowicz i, niestety, nie trafiłem na nic racjonalnego.

Przyjęcie grupy polityków z Nowoczesnej do klubu KO jest błędem polityków PO. Nie ma potrzeby istnienia takiego klubu. Nowoczesna nie jest od dawna zagrożeniem dla PO, a jej jak największa polityczna odrębność jest dużym atutem Koalicji Obywatelskiej. Niszczenie tej odrębności będzie w przyszłości zniechęcało polityków innych partii opozycyjnych do współpracy z PO w ramach KO.

Dawna Nowoczesna to teraz trzy grupy. Ludzie związani z inicjatywą Petru, Nowoczesna pod wodzą K.Lubnauer i grupa ludzi, która odeszła wraz K.Gasiuk-Pihowicz do klubu KO.  Czy formacja przetrwa ten kryzys? Obawiam się, że nie i że najprawdopodobniej nie zobaczymy Nowoczesnej po wyborach. Wiele zależy od odpowiedzialności polityków PO i tego jak oni ukształtują KO przez najbliższy rok. Jak na razie, w PO zagościł triumfalizm i chęć zdominowania głównego ugrupowania wchodzącego w skład KO.

 

00:25, kanapowy_obserwator
Link Komentarze (1) »
piątek, 07 grudnia 2018
J.Żyła będzie prała brudy. Tym razem cudze.

 

Taka i podobne zbitki słowne, informujące o nowym wyzwaniu życiowym Justyny Żyły, pojawiają się w tytułach medialnych. Program „Justyna Żyła. Pierzemy brudy do czysta!” ma być emitowany przez stację w Active Family TV. Justyna Żyła będzie pomagać zwaśnionym ludziom w zrozumieniu przyczyny sporu i osiąganiu porozumienia. Czy ma do tego predyspozycje i kompetencje, to inna sprawa lub …się okaże. Swoje brudy, znaczy się sprawy rodzinne, próbował ‘prać’ publicznie i raczej z miernym skutkiem. No chyba, że skutkiem miało być zdobycie popularności i sposobu na życie.

Jak się potoczy medialna kariera młodej kobiety, nie wiem. Nie wiem też, czy powinienem Justynie Żyle życzyć powodzenia, bo oparła swoją ‘popularność’ w mediach na wątpliwych moralnie działaniach.

Początkowo miałem ochotę podywagować o dążeniu do zrobienia kariery, popularności medialnej, moralności i mediach, które są gotowe przekuć w przychody i zyski każde ludzkie nieszczęście i słabość. O brakach w ludziach hamulców i moralnych ograniczeń. Itd. Z drugiej strony muszę pamiętać, że każdemu wolno wszystko. Również Justynie Żyle. Czasami zadaje sobie pytanie czy za wątpliwością : jak ona tak może i czy jej nie wstyd, nie stoi aby zazdrość, że dziewczynie się uda, a ja nadal będę szarym człowiekiem z bloku, że swoim zbiorem zasad. Ot, takie pytanie kontrolne, które każdy może i powinien sobie zadać zanim zacznie oceniać innych.

Sprawa Justyny i Piotra Żyły zaczęła mnie interesować, bynajmniej nie z powodu jakichś perwersyjnych skłonności do życia życiem celebrytów i ich oceny czy nawet hejtu. Interesują mnie ludzie i media. Do świata typu Plotek.pl itp. zaglądam raczej rzadko, co widać po tematyce moich wpisów.

Mam wrażenie, że ten rok w życiu J.Żyły to smutna historia młodej zagubionej kobiety, której trudno się pogodzić z tym, że wraz z rozejściem się z mężem (skoczek narciarski Piotr Żyła) kończy się świat celebrytów, kamer i ciekawego życia. Justyna Żyła najwyraźniej nie potrafi sprostać temu co ją spotkało mimo, że ma już niemal 30 lat, a więc o życiu trochę wiedzieć już powinna.

Wątpliwej jakości medialną rozpoznawalność i sławę, J.Żyła zyskała wraz z kryzysem małżeńskim, który ostatecznie skończył się rozwodem w listopadzie. J.Żyła podjęła próbę ratowania małżeństwa przez medialny ostry szantaż i pomówienia pod adresem męża. Zrobiła z tego program typu Big Brother. Ona niewinna i skupiona na prowadzeniu domu i opiece nad dziećmi, a on drań i rozpustnik. Bez względu na to kto i dlaczego chciał odejść i zakończyć małżeństwo, zachowanie J.Żyły było niepoważne. Z dramatycznego rozejścia zrobiła żenujące publiczne show z bezwzględnym moralnym szantażem wycelowanym w byłego już męża. Drogi ludzi czasami się rozchodzą i trzeba to znieść z klasą. J.Żyle tej klasy zabrakło. Obawiam się zresztą, że nie o same rozejście tu chodziło.

Media szybko wyczuły okazję i to, że Justyna Żyła chętnie puszcza do nich oko. Było to takie puszczaniem oka z sugestią braku poważniejszych moralnych granic. Justyna Żyła zdawała się deklarować: chcę być znana i sławna nie mniej niż mąż skoczek narciarski. I już. Pierwszą poważną przygodą była….sesja zdjęciowa dla Playboya. Trzeba przyznać, że wystawanie mniej lub bardziej ukrytych wdzięków przyszło J.Żyle nadspodziewanie szybko i łatwo. Odważna sesja fotograficzna wywołała kolejną falę kontrowersji dotyczących zachowania J.Żyły. Ona sama próbowała to tłumaczyć m.in. próbą zatrzymania przy sobie męża, na zasadzie: zobaczcie kogo on zostawia! 

Nowością jest propozycja prowadzenia programu typu reality show. Zazwyczaj nie są to programy najwyższych lotów. Po drugie, poważnie wątpię czy J.Żyła ma do tego przygotowanie i predyspozycje. Na chwilę obecną jej główną zaletą przemawiającą za prowadzeniem tego typu programów jest jej własne publiczne pranie brudów i to ostro przez nią medialnie podkręcone.

Obawiam się, że J.Żyła nie jest osobą nazbyt dojrzałą. Co nie zmienia faktu, iż jest osobą dorosłą i może robić ze swoim życiem i wizerunkiem co zechce. Złość i źle pojęta ambicja, zawiodły ją na strony mediów karmiących się skandalami, fotkami skąpo ubranym pań i życiem prywatnym celebrytów. Niemniej wybór wydaje się być świadomy.

Można tu być może dyskutować o moralności mediów, ale pojawia się pytanie o sens. Podobnie z pytaniem o budowanie wzorców dla młodych ludzi. 

 

 

01:15, kanapowy_obserwator
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 48