RSS
czwartek, 02 sierpnia 2018
Staliśmy się więźniami legendy o Powstaniu Warszawskim, z którą nie wiemy co począć.

 

 

Tak już jest, że klasyfikujemy rzeczy i wydarzenia na dobre-złe, czarne-białe itd. Chętniej wydajemy osądy skrajne, bardziej jednoznacznie zarysowane.   Być może to nam pomaga rozumieć i oceniać rzeczywistość. Być może takie ocenianie jest wynikiem naszej, ludzkiej, ułomności. Do tego jeszcze wszelakiego rodzaju konteksty i tła, intencje osób/środowisk proponujących nam przekaz  i brak zwyczajnej ludzkiej odwagi w ocenie zjawisk, w powiedzeniu publicznie rzeczy być może dla niektórych trudnych.

Mamy kolejną rocznicę Powstania Warszawskiego. Jak co roku, staramy mu się nadać obiektywną ocenę i stosowną rangę. I trzeba przyznać, że Powstanie jest pod wieloma względami trudne w ocenie. Głównie dlatego, ze powstanie wywołało potworne straty, które na dodatek sami zaryzykowaliśmy.

Trudne, bo był to zryw powodujący niepojęte straty oraz trudny dlatego, bo co roku rzesze ludzi (politycy, komentatorzy, powstańcy i duża część z nas, zwykłych ludzi) usilnie utrudnia zbliżenie się do obiektywnej oceny powstania.

Powstanie było ogromną tragedią. Zginęło niecałe 20 tys. powstańców, ponad 3 tys. żołnierzy LWP i 150 tys. mieszkańców, zaledwie w dwa miesiące. Z miasta i okolic Niemcy wypędzili ponad 600 tys. osób. Powstanie formalnie upadło. Nie było to żadne zwycięstwo, tylko niezwykle drogo okupiona porażka. Krótko po wybuchu, Powstanie przerodziło się w rozpaczliwą obronę.

Przedstawiciele polskich władz na emigracji podchodzili sceptycznie do pomysłu powstania. Alianci nie ukrywali, że nie mamy co liczyć na poważniejszą pomoc militarną i polityczną. Kontakty z Rosjanami w ostatnich tygodniach przed Powstaniem, też nie pozostawiały złudzeń co do politycznych efektów Powstania. W lipcu 44 do Warszawy doszły informacje o tym jak Rosjanie potraktowali AK przy wyzwalaniu dawnych ziem polskich. Skończyło się aresztowaniami. Nie chcę już wspominać o słynnej hecy z tym kto widział i ile radzieckich czołgów na Pradze. Prawdopodobnie jeden z decydentów prących do rozpoczęcia Powstania podawał wątpliwej jakości informacje, lekceważąc doniesienia wywiadu AK.

Najwyraźniej nie doceniliśmy determinacji Niemców do obrony warszawskiego odcinka frontu. Gdy my zastanawialiśmy się na wybuchem Powstania, Niemcy przerzucali części sił na wschód od Warszawy. Już same straty walczących stron przy wyzwalaniu Pragi mówią same za siebie.

Powstanie było próbą postawienia Rosjan i Aliantów przed tzw. faktami dokonanymi. Powstańcy mieli nadzieję na… No właśnie na co? Że wyprą Niemców i przyjmą Rosjan jako gospodarze? Dowódcy Powstania uwierzyli w zajście niezwykle dla nich korzystnego splotu okoliczności militarnych i politycznych. Powstanie mogło być co najwyżej symbolem, bo Rosjanie i tzw. polscy komuniści mieli już pomysł na Polskę. Wiadomym było, że Rosjanie rozbroili zgrupowania podziemia liczone w tysiącach ludzi. I nagle mieli się zlęknąć armii złożonej z 25-30 tys. ludzi (tyki się podaje się najczęściej stan walczących)? Gdyby miasto wyzwalano przy współudziale Rosjan, to o przywitaniu Rosjan w roli gospodarzy moglibyśmy zapomnieć.

W III RP zaczęto Powstaniu nadawać patriotyczno-romantyczną legendę. Niestety niemały w tym udział mieli i mają dawni Powstańcy. Ci ostatni chcieli mówić głównie o odwadze, konieczności walki, jednoczeniu się Powstańców i cywili  wokół wspólnego celu. Ten nurt wsparli politycy (głównie prawicowi). Ta legenda była zbyt idealna. Z biegiem czasu zaczęła wychodzić prawda o stratach, o złości wśród części ludności cywilnej na decyzje o Powstaniu, błędnych decyzjach dowódców powstańczych itd.

Jedną z rzeczy, która mnie najbardziej drażni, to porównanie udziału (wsparciu) żołnierzy LWP w Powstaniu z Powstańcami. W większości tekstów na jakie trafiam mówi się o złym uzbrojeniu żołnierzy LWP i rzekomej ich nieumiejętności walki w terenie zabudowanym. Owszem żołnierze LWP z zasadzie nie byli wyposażeniu w broń ciężką. Ale na poziomie broni osobistej i tak prezentowali się lepiej niż Powstańcy na początku Powstania. Opinia o walce w mieście wydaje mi się nieco wątpliwa. Warto w takim razie przypomnieć niepotrzebne straty wśród Powstańców właśnie wskutek nieumiejętności walki w mieście i fatalnych decyzjach dowódców. Tu na szczęście mamy i doniesienia samych Powstańców.

Wiem, że myśli jak wyżej budzą reakcję typu: oceniam po czasie, kiedy wiadomym jest jak historia się potoczyła. Owszem, oceny po czasie są być może łatwe. Wiem, że reakcji Niemców (m.in. zabijanie ludności cywilnej w masowej skali) nie można było przewidzieć. Niemniej było pewną naiwnością przekonanie, że Niemcy tak po prostu oddadzą miasto i że obędzie się bez strat i zniszczeń. Do czego zdolni są Niemcy wiedzieliśmy od czterech lat. Jakie było prawdopodobieństwo, że Rosjanie zaakceptują nowe (powstańcze) władze Warszawy? Takich pytań można stawiać więcej.

Odnoszę wrażenie, że staliśmy się więźniami legendy o Powstaniu, z którą nie wiemy co dalej począć, więc oszukujemy się dalej. Powstanie było moralnym zwycięstwem, które wzmocniło ducha walki z nową, komunistyczną, władzą? A co mamy innego mówić. Tak , odwaga Powstańców może być wzorem dla kolejnych pokoleń. Ale czy ten wzorzec był wart ceny jaką zapłaciliśmy za Powstanie? Powstanie były ‘zwycięstwem’ odniesionym takim kosztem, że lepiej żeby się więcej takie zwycięstwa nam nie przytrafiały.

 

Porównanie Powstania z innymi  podobnymi (z rozumieniu operacji politycznej, militarnej, szans na sukces lub strat) wydarzeniami w naszej historii też wskazuje, że mamy poważny problem z jego oceną. Wyraźnie je faworyzujemy. W przypadku powstań: kościuszkowskiego, listopadowego czy styczniowego, przeważają opinie, że były bez szans na powodzenie. Kpimy z żołnierzy LWP spod Lenino, bo niby też byli bez szans na sukces. A Powstańcy byli w lepszej sytuacji? Wątpię.

Powstania nie da się opisać za pomocą prostych czarno-białych ocen. Prawda ma tu szereg odcieni. Wolę jednak te odcienie niż jego przekoloryzowany, ubogi w wiele faktów i ocen obraz. 

00:46, kanapowy_obserwator
Link Komentarze (6) »
niedziela, 29 lipca 2018
Odczepcie się od PO. Stwórzcie w końcu coś własnego.

 

Tytuł nieco emocjonalno-prowokacyjny, ale zaraz wyjaśnię dlaczego. W części nie-prawicowej komentatorów politycznych i różnego typu działaczy, aktywistów itd., standardem jest, obok krytyki PiS, narzekanie na tzw. III RP, zły rząd PO-PSL, przekonanie że opozycja (w tym głównie PO)  jest nieskuteczna, nie ma pomysłu i nic nie robi, że zmiany zaszły tak daleko, że Polska po rządach PiS musi być inna pod względem ekonomicznym i politycznym, że politycy PO nic nie zrozumieli z tego co się stało itd. itd. itd. Pełno w tych komentarzach maniery, focha i modnego ostatnio symetryzmu.

Proponuję na PO spojrzeć inaczej. Bynajmniej nie dlatego, że sam na tą partię głosowałem i być może zagłosuję w kolejnych wyborach. Bo? Bo w życiu politycznym mam następujący wybór: nie brać udziału w wyborach, startować w nich osobiście lub wskazać na karcie wyborczej partię, która w  moim przekonaniu jest najlepszym dla kraju kompromisem. W wyborach uczestniczę, bo chce mieć wpływ na to co się dzieje. Nawet jeśli jest to wpływ mocno ograniczony. Do polityki nie startuje, bo nie mam na to czasu i dlatego, że nie mam ochoty czegoś ludziom na siłę obiecywać żeby być wybranym. Wybieram więc stawianie krzyżyków czy ptaszków na karcie wyborczej i wrzucanie jej do urny.

PO ma sporo wad i zalet. Zależy z której strony spojrzeć. No to spójrzmy z nieco innej.

Przez lata PO, przy współpracy z PSL, rządziła Polską. W 2015 r. społeczeństwu się odwidziało i ….wybrało sobie partię o wiele gorszą. Jak na razie, to mało kto potrafi przyznać, że wielu wyborców chyba jednak żałuje swojego focha. Mamy teraz do czynienia z chamstwem, butą i bezczelnością polityków PiS. Ci co rzekomo krytykowali jakąś tam elitę III RP, muszą bezradnie patrzeć na to co robi PiS. Jak to mawiają: chyba zatęskniliśmy za ośmiorniczkami polityków PO, co?

Mimo krytyki PO, jest to jak na razie jedyna partia opozycyjna mogąca konkurować z PiS. A gdzie inne partie i środowiska? PO im nie przeszkadzała w wejściu do Sejmu lub uzyskaniu dużych wyników sondażowych. Nowoczesna, po krótkim sukcesie, omal nie zniszczyła PO. I co ? Nic, to Nowoczesna aktualnie walczy o byt, a nie PO. Pojawił się Kukiz’15, ale i ta partia nie ma takich wyników w sondażach jak u swoich początków.

Wyborcy nie dali szansy w wyborach partiom lewicowym, jak SLD, Razem itd. Lewicy nie ma w sejmie bynajmniej nie z powodu PO. Dopiero teraz, od niedawna, w sondażach pojawia się SLD. Partia Razem jak była w sondażach marginesem, tak jest dalej. Podobnie z pozostałymi ugrupowaniami i środowiskami lewicowymi. Ich medialna aktywność i poczucie wyjątkowego znaczenia tego co mają do zaproponowania jakoś nie przekłada się na sondażowe wyniki.

PO nie ma żadnego obowiązku integrowania opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej oraz reprezentowania ich głosów w parlamencie.  Oczywiście od PO można oczekiwać pewnej dojrzałości w integrowaniu opozycji, ale też nie wiem ile bym wytrzymał, gdy pozostałe ugrupowania opozycji najdalej w drugim zdaniu deklarują, że PO i jej rządy to takie samo zło jak PiS.

W obecnych warunkach znaczna część opozycji jest bezradna z obiektywnych powodów. To dotyczy również PO. Trudno walczyć z kłamstwem i manipulacją PiS, które sączą się z mediów. Wine częściowo ponoszą media, które pozwalają politykom PiS na wypowiadanie dowolnych głupstw i kłamstw w mediach.

Trudno walczyć z ugrupowaniem (PiS), które w celach politycznych skutecznie sięgnęło do nizin ludzkiej psychiki. Walka z elitami, bogatymi ludźmi ze świecznika itd. wielu ludziom się spodobała. Któż z nutą zazdrości i złości nie patrzy na tych, którym się udało osiągnąć sukces. Tylko, że większość z nas panuje nad tym brzydkim odruchem, ale elektorat PiS już niekoniecznie.

Trudno walczyć z ekonomicznym populizmem PiS. PO rządziła w trudniejszych ekonomicznie czasach. Przypomnę, że po kryzie finansowym, nasz deficyt finansów publicznych skoczył do ok. -8% PKB. Żeby uniknąć społecznych turbulencji, rząd zbijał deficyt bardzo powoli przez kilka lat. To było działanie ekonomiczne z arsenału lewicy. Nikt dzisiaj tego nie docenia. Krytycy PO udają, że szwankuje im pamięć. Inna rzecz, że wielu z nich nie ma zielonego pojęcia o ekonomii. Niestety, rozdawnictwo pieniędzy w tamtych czasach nie wchodziło w rachubę. Inna rzecz, że PO była o wiele bardziej odpowiedzialniejszą partią od PiS w zakresie finansów publicznych.

PO nie ma szans w rywalizacji na rozdawnictwo. Politycy PiS i tak każdego przelicytują, by potem nie wywiązać  się z większości obietnic. Słusznie więc, partie opozycyjne (w tym PO) unikają rywalizacji na tym polu.

PO nigdy nie była też partią nadmiernie liberalną obyczajowo. O ile przeważająca część polityków owszem, to jako całość niekoniecznie. PO bardziej była skłonna takie zmiany wspierać niż je inicjować. Stąd nie rozumiem pretensji do tej partii o brak radykalnych zmian regulacyjnych ze sfery obyczajowości. To już sfera ugrupowań lewicowych, które z własnej winy do sejmu się nie dostały.

Nie zgadzam się też z negatywną oceną tzw. III RP i 8-lat rządów PO-PSL. Ale to już temat na kilka odrębnych wpisów.

 

 

 

17:52, kanapowy_obserwator
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 lipca 2018
Ratujemy szewca.

 

No dobra, powiedzmy że teraz wylewam z siebie przekorę i kilka kropel hejtu. Skoro ktoś apeluje o ratowanie miejsca pracy szewca, to ja poszukam dziury w całym. A chodzi o szewca zWarszawy, co ma warsztat przy ul. Śniadeckich.

Na wstępie tradycyjnie kilka deklaracji z mojej strony, żeby czytelnik wiedziała jaką zajmuje pozycję. W mieście w którym mieszkam, korzystam z sług szewca. Początkowo miałem ambicję, jak to facet, samodzielnie kleić i naprawiać buty mojej żony i dzieciaków. Dawno dałem sobie z tym spokój. M.in. dlatego, że kiepsko mi to na ogół wychodziło. Teraz pada hasło: zanieś do szewca, będzie wiedział co z tym robić i zrobi to lepiej. Bo ma wiedzę, doświadczenie i narzędzia, a poza tym dajmy zarobić innym ludziom. Dwa, może trzy lata temu, jeden z dzieciaków stwierdził, że przydałaby się pochwa do jego ulubionego noża. Zaproponowałem wizytę u lokalnego szewca z wiarą, że ten coś wymyśli. I wymyślił. Skurzana pochwa, być może pierwsza jaką tenże szewc zrobił, była bardzo udana i solidna. Teraz zepsuł się zamek błyskawiczny w  drogich trampach. Żal wyrzucić, bo fajne są, no i kosztowały trochę. I znowu z moich ust padło hasło: zanieś do szewca, on temu zaradzi. Wszyje nowy zamek. Robi takie rzeczy.

Szewc to też kawałek mojego dzieciństwa. Mama wysyłała mnie ze swoimi butami do klejenia lub naprawiania zelówek. Najdramatyczniejszy był odbiór. Szewc miał stos niemal identycznych  damskich czarnych butów. Czasami kartki z nazwiskiem się odklejały, więc pytał: a które to twojej mamy, poznajesz może? Ta chwila zawsze mnie stresowała. Na ogół był sukces, ale bywało, że musiałem wrócić, bo to nie te były. No i ten zapach kleju, który będzie towarzyszył mi chyba do końca życia.

Nie ma co jednak ukrywać, że wraz z dostępnością butów, relatywnym spadkiem ich cen, popyt na szewskie usługi zaczął spadać. I wątpię, czy ma sens z tym walczyć. Niestety, tu prawo popytu i podaży musi zrobić swoje. Walka z tym nie ma większego sensu, bo ostatecznie można nawet skrzywdzić osobę, której chcemy pomóc, jeśli ta nie potrafi lub nie chce się dostosować do zmieniającej się rzeczywistości.

Tenże szewc, pan już niemłody, ma warsztat w gęsto zaludnionym miejscu w stolicy. Może zamiast na siłę organizować klientów, warto sprawdzić jaką szewc ma ofertę, pokazać o jakie usługi warto się wzbogacić i uświadomić, że reklama i marketing to nie szatański wymysł.

Ale co, jeżeli pan jest tych, co to już nie chcą się zmieniać, dostosowywać do zmieniającej się rzeczywistości? Pytam, bo mam nadzieję, że autorka apelu oparła swoją akcję na wierze w umiejętności szewca, a nie litości czy – modnemu ostatnio – propagowaniu korzystaniu z usług rzemieślników i rękodzieła. Na różnego typu targach, jarmarkach widać już i negatywne strony tego zjawiska, ale to temat na inną pogadankę.

Wierze w dobre intencje blogerki. Chwała jej za to, że dostrzegła tego człowieka i że uważa iż warto o niego walczyć i mu pomóc.

Jeżeli mogę sobie pozwolić na pewną uwagę, to już małym problemem jest uwaga, że w razie nieobecności szewca, warto sprawdzić czy jest w warsztacie obok, u znajomego. Obawiam się, że to zniechęci część klientów. To może już lepiej zainstalować dzwonek czy coś innego, żeby pan szewc szybko się pojawił.

Życzę powodzenia. Czasami jednak, kiedy napotykam w mediach na takie akcje, obawiam się, że niepotrzebnie utrudniamy komuś odejście z fachu, czy nawet z rynku pracy. Że kogoś oszukujemy.

W biurowcu w którym pracuje, mały sklepik-bar uległ konkurencji. Jak jeden z niewielu ratowałem go swoimi zakupami. Tzn. tak sobie wymyśliłem, że go ratuję. Niestety, właścicielka robiła wrażenie jakby jej nie zależało. Nie, to nie, szerokiej drogi. Mogłem iść od razu do konkurencji, ale zachciało mi się emocjonalnych odruchów. Kiedyś udało nam się uratować gościa, który sprzedawał kanapki w biurowcu. Bar-sieciówka, chciał go wyeliminować mało eleganckimi metodami. My, jego klienci, zrobiliśmy taką akcję, że sieciówka i zarządca budynków odpuścili. Ale warto było, bo facet bardzo o klientów się starał.  

Link.

https://warszawawpigulce.pl/blogerka-apeluje-o-pomoc-dla-najstarszego-szewca-jest-wspanialym-fachowcem/

 

00:10, kanapowy_obserwator
Link Komentarze (4) »
środa, 18 lipca 2018
Tusk kontra Kaczyński. Tusk powinien zmodyfikować swoją strategię powrotu.

 

Wyzwanie rzucone przez Tuska Kaczyńskiego wywołało szereg komentarzy i spekulacji. Z wielu powodów.

 

Przypomnę więc słowa jakie padły w wywiadzie dla TVN24: „….jedno mogę powiedzieć dzisiaj. Gdyby Jarosław Kaczyński zdecydował się kandydować, to nie wahałbym się ani chwili i stanąłbym do takiego pojedynku”.

„Możecie państwo w Polsce zapytać prezesa Kaczyńskiego, czy przyjmuje takie wyzwanie. Powiedzmy, że to takie badawcze pytanie o nastrój pana prezesa”.

Intrygująca była riposta Beaty Mazurek na tweeterze. A raczej pierwsze jej zdanie.

„Wyzwanie J.Kaczyńskiego przez D.Tuska to rejterada przed Prezydentem A.Dudą. To sygnał, że,Tusk nie będzie startował w wyborach bo wie,że J. Kaczyński nie wybiera się kandydować .D.Tusk nie chce przegrać z A.Dudą ,który wg.J. Kaczyńskiego będzie kandydatem na prezydenta w 2020r.”

Ze strony Tuska to jedna z odważniejszych i ostrzejszych zaczepek politycznych pod adresem PiS i jej lidera. Niemal deklaracja: wracam do krajowej polityki. Jak celnie określiła to jedna z komentatorek, Tusk chodzi w tą i z powrotem wzdłuż klatki z lwem w środku ((Kaczyński) i uderza w pręty klatki by go sprowokować.

Jeżeli do tej pory nie można było wysondować czy D.Tusk chce wrócić do polityki, to tą wypowiedzią przekroczył pewien próg. Czy zrobił to świadomie czy nie, zobaczymy. No ale skoro powiedziało się A, to rozumiem, że  B i C jest przygotowane. Prowokacja nabrała kolorytu po przytoczonej wyżej reakcji Beaty Mazurek, która sprytnie podmieniła Tuskowi rywala na młodszego i z lepszymi wynikami w sondażach. B.Mazurek riposty na ogół nie wychodzą, ale ta jest ciekawa i warta głębszego zastanowienia.

Ale wpierw o Kaczyńskim. Reakcja B.Mazurek, oraz dodatkowe komentarze polityków PiS, wskazywały że J.Kaczyńki jest już na drodze powolnego wycofywania się z polityki. Stąd zaczepki pod adresem politycznego emeryta są, jej zdaniem, nietrafione, nieetyczne, wyeksploatowane politycznie  i sugerują że Tusk  idzie na łatwiznę. I jest w tym trochę prawdy (łatwizna).

Prawda o Kaczyńskim jest trochę inna. Linia obrony Kaczyńskiego przyjęta przez B.Mazurek jest wprawdzie sprytna, ale raczej mało zgodna z prawdą. J.Kaczyński z polityki prędko się nie wycofa, bo nią żyje. Wie natomiast, że jest niemedialny i źle wypada ‘na żywo’. Szczególnie z politykami o poziomie inteligencji Tuska. Do tego liczba głupstw, kłamstw, manipulacji i decyzji godzących w państwo prawa i demokrację autorstwa Kaczyńskiego jest tak duża, że  nie nadążałby z odpowiedziami na zarzuty. Kaczyński jest świadom większości swoich wad i ułomności  i nie ma ochoty już udowadniać sobie, że jest inaczej. Stał się bojaźliwy. Chowa się za kordonami policji, ochroniarzy, barierkami, prawem zmienianym pod jego widzimisię i potrzeby. Bywa tylko w mediach, w których się go chwali, pozwala głosić dowolne niedorzeczności i nie zadaje trudnych pytań.

Kaczyński wybrał wygodę i wygrażanie ręką zza szeregów strzegących  go ochroniarzy. Steruje państwem z tylnego rzędu. Nic nie wskazuje by się wycofał z czynnego wpływania na losy państwa. Obrona B.Mazurek miała ściągnąć tylko z niego uwagę i przenieść na kogoś innego. Politycy PiS są w pełni świadomi, że ich lider staje się powoli, przepraszam za określenie, zgorzkniałym politycznym satrapą, skrywającym się za swoimi dworzanami. B.Mazurek można by tylko odpowiedzieć, że Kaczyński powinien zdecydować czy ma siłę i odwagę wymaganą przy sterowaniu państwem, czy też powinien zastanowić się nad oddaniem władzy komuś, kto nie będzie się lękał stanąć twarzą w twarz z innym politycznym fighterem. I to może i powinien akcentować Tusk ponawiając ewentualnie wyzwanie Kaczyńskiemu.

Odpowiedź B.Mazurek uświadomiła Tuskowi, a przynajmniej powinna była, że polityczne wypadki mogą go skonfrontować z politykiem młodszego pokolenia PiS. Morawiecki, Duda, ktoś inny…? Można mieć tylko nadzieję, że odpowiedź B.Mazurek nie jest dla niego zaskoczeniem. I nie z powodu ukrywania lidera PiS, ale przekierowania uwagi na kogoś innego. Odpowiedź Mazurek jest prosta: panie Tusk, następnym razem rękawicę proszę rzucić prezydentowi Dudzie. Sytuacja staje się o tyle niezręczna, że Duda jest urzędującym prezydentem.

Ale Duda nie jest nie do pokonania. Zarówno dla Tuska jak i innego polityka opozycji. To, że w sondażach prezydenckich jest liderem o niczym jeszcze nie świadczy. Jeden z przytaczanych sondaży wskazywał Dudę jako lidera, a dalej Tuska, Biedronia itd. O ile Duda ma wszelkie szanse wygrać I turę, to już II niekoniecznie. Na koniec własnej kadencji przyjdzie mu się rozliczyć z własnych niezrealizowanych obietnic i grzechów rządów PiS, które firmował własnym podpisem.

Czy Tusk dał się zaskoczyć podsunięciem innego rywala przez PiS, zobaczymy. Jeśli tak, to by znaczyło, że nie jest już tak sprawnym politykiem jak kiedyś.

Zostawiają próbę ożywienia sporu Tusk-Kaczyński , warto zwrócić uwagę na inne zdanie z tweeta B.Mazurek. „….D.Tusk nie chce przegrać z A.Dudą ,który wg.J. Kaczyńskiego będzie kandydatem na prezydenta w 2020r.”. A.Duda jest (będzie) kandydatem PiS czy jedynie „wg Kaczyńskiego”? To zabrzmiało jak: chyba , może itp. Czy przeniesienie uwagi na A.Dudę było z nim uzgodnione, czy nie? Pytam, bo od roku politycy PiS nie ukrywają swojego sceptycyzmu co do osoby A.Dudy.

Czy Tusk zrobił jeden przedwczesny i nieprzemyślany krok? Zobaczymy. Ostre wyzwanie rzucone Kaczyńskiemu może oznaczać decyzję o powrocie do krajowej polityki i wyrabianiu sobie pozycji startowej.

 

01:03, kanapowy_obserwator
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 lipca 2018
Mój, i nasz, problem z Biedroniem.

 

Robert Biedroń ma problem z otrzymaniem absolutorium za rok 2017. Nie chcę oceniać działalności R.Biedronia w roli prezydenta Słupska. Nie będę więc dochodził ile w tym obiektywnej oceny jego pracy jako prezydenta, a ile polityki. Interesuje mnie postrzeganie jego osoby w kontekście polityki krajowej przez opinię publiczną i przez niego samego. Opinię publiczną okroję tu do części nie-prawicowej, bo środowisko prawicowe R.Biedronia w polityce krajowej pewnie nigdy nie zaakceptuje. Z zasady.  

 

Wpierw przedstawię własne postrzeganie R.Biedronia. Generalnie, lubię faceta. Oczywiście znam gościa tylko z mediów, więc moja perspektywa jest dosyć odległa i narażona na pomyłkę. Ale nawet jeśli, to trudno. Swoją osobą dokonał wiele  dobrego w zmianie postrzegania środowiska homo i generalnie LGBT. Sądzę, że jest jedną z tych osób, które przyczyniły się mocno do naruszenie stereotypów przez pryzmat jakich społeczeństwo postrzega środowisko homoseksualne.

Do tego kulturalny, z lekkim poczucie humoru, unikający ostrych i agresywnych wypowiedzi. Z miłym stosunkiem do otaczającego go świata. Że to banał? Oj, nie. Szczególnie gdy się spojrzy na polityków opozycji, których zmiany w kraju zmuszają do ciągłej krytyki tego co się wokół dzieje, czy ziejących butą i agresją polityków prawicowych.

Wydaje mi się, że media zbyt łatwo skupiły się na wizerunku R.Biedronia, tego jak chcemy go postrzegać. Trochę środowisko nie-prawicowe oraz ona sam, wykreowało obraz R.Biedronia bardziej odpowiadający naszym potrzebom i chęciom niż rzeczywistości. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Z biegiem czasu zaczęły pojawiać się pytania czy R.Biedroń wróci do wielkiej polityki jako ważna persona na lewicy lub nawet, czy wystartuje w wyborach prezydenckich. R.Biedroń niechętnie dawał się wciągać w te dyskusje, ale nie odpowiadał twardo nie.

Wykreowany wizerunek R.Biedronia mocno kontrastował z oceną jego pracy wystawioną przez lokalnych polityków PO (brak absolutorium). Miałem wrażenie, że to bardziej musieli tłumaczyć się w mediach politycy PO niż wyjaśniać R.Biedroń. Pewien kontekst narzuca też obecna sytuacja polityczna. W mediach nie-prawicowych nie rozumiano, jak w czasach gdy na pokładzie potrzebny jest każdy popularny polityk by wspierać walkę z PiS, nagle taka reakcja lokalnych działaczy PO.

Nie chce umniejszać wysiłkowi R.Biedronia jako prezydenta Słupska. Jednak to nie jest tak, że to jedna osoba analizuje i podejmuje decyzje dotyczące lokalnych problemów. To efekt pracy decydentów wszystkich szczebli urzędu i radnych.

Problem z wizerunkiem R.Biedronia polega na tym, że nawet on sam nie nalega na podtrzymywanie w wywiadach tematów merytorycznych z obszaru życia jednostki samorządowej i jej finansów. Podobnie zresztą z tematyką gospodarczą na poziomie krajowym. Tymczasem dla praktyka, a takim chyba jest R.Biedroń, możliwość popisania się zdobytą wiedzą i doświadczeniem, to okazja do pokazania opinii publicznej swojego merytorycznego poziomu.

Być może reakcja lokalnych polityków PO to nie tylko działania o charakterze politycznym, ale i częściowa ocena strony merytorycznej prezydenta Biedronia. Być może musimy liczyć się z tym, że strona nie-prawicowa (opinia społeczna i media) merytoryczną stronę R.Biedronia ocenia wyżej niż on na to zasługuje. Ja mam obawy, że niestety tak trochę jest. Polityczne pozycjonowanie Biedronia, jest moim zdaniem trochę zawyżone.

Byłoby dobrze, gdyby R.Biedroń popracował nad swoim wizerunkiem, który jest obecnie nazbyt lukrowany. Wierzę, że przez kilka lat pracy w roli posła i prezydenta miasta, zdobył dużą wiedzę o funkcjonowaniu kraju i jego problemach. Ale to już jego problem by to pokazać, bo ambicje zdaje się mieć duże, a przynajmniej uwierzył że ma do nich podstawy.

 

00:54, kanapowy_obserwator
Link Komentarze (7) »
środa, 11 lipca 2018
Wywiad prezesa o potrzebie zmian w sądzie. I nadal nie wiadomo o co chodzi.

 

W Polsce wydarzenie. J.Kaczyński udzielił wywiadu prawicowemu tygodnikowi „Sieci”. Ze względu na skalę głupstw, niedorzeczności i kłamstw jaką lider PiS wygaduje, nie udziela się medialnie poza zaufanymi mediami prawicowymi. Tam nikt nie zadaje mu kłopotliwych pytań. Tam może wygadywać co zechce. I tak czyni.

Ze względu na zamieszanie wokół Sądu Najwyższego, wyłapano z wywiadu Kaczyńskiego jego opinię w sprawie batalii o sądy. Poniżej posiłkuję się fragmentem z z Newsweek.pl.

„Kaczyński odniósł się również do ostatnich wydarzeń wokół Sądu Najwyższego oraz zarzutu, że rząd PiS łamie konstytucję. – Nie łamiemy konstytucji, to jest bezczelne kłamstwo – przekonuje na łamach tygodnika. Na pytanie, czy Komisja Europejska nie złamie polskiej woli dokończenia reformy Sądu Najwyższego, odpowiedział: – Nie złamie, bo to jest albo-albo. Jeśli nie zreformuje się sądownictwa, inne reformy mają mały sens, bo prędzej czy później zostaną przez takie sądy, jakie mamy, zanegowane, cofnięte – stwierdził.

Poglądy wyrażone przez Kaczyńskiego w sprawie powodu ‘reformy’ sądów to oczywiście żadna nowość. Media nie-prawicowe i opozycja powinny podchwycić tą wypowiedź, bo to jedno zdanie zawiera całe oszustwo związane z rzekomą reformą sądów i zwykłą obłudę zakompleksionego polityka, lidera PiS.

Przede wszystkim SN czy TK z reformą sądów nie mają nic lub niewiele wspólnego. Te instytucje rozstrzygają problemy natury prawnej z jakimi spotykają się sądy powszechne, inne instytucje itd. Jak dotąd PiS nie przedstawił statystyk ani kryteriów wskazujących na złe orzekania itd. Problemem jest przewlekłość postępowań i słaba świadomość prawna. Za to ostatnie sądy nie odpowiadają. Za przewlekłość też niekoniecznie. Po prostu sądy rokrocznie zasypywane są sprawami, bo na to pozwala prawo. To są miliony spraw. W tej sytuacji sądy powszechne i tak nieźle sobie radzą (link).

https://bezprawnik.pl/ile-czasu-trwaja-sprawy-sadowe/

Problemem nie są więc sądy a przede wszystkim możliwości jakie daje prawo i określona prawem procedura. A to już ustalają politycy. SN nie z tym nic wspólnego. Sam, jako świadek,  uczestniczyłem w banalnej sprawie, które toczy się już chyba dziesięć lat. Niestety prawo pozwala na takie  przeciąganie sprawy. J.Kaczyński i PiS po prostu chcą opanować czołowe instytucje sądownictwa, bo taki mają ideologiczny kaprys. Poziom uzasadnienia wiele mówi jedynie o Kaczyńskim i ludziach do których przemawia.

Już zupełnym kłamstwem jest uzasadnienia, że trzeba opanować sądy, bo zatrzymają reformy. A jakie reformy i co z nimi wspólnego mają sądy? Czyżby reformy niezgodne z prawem?

SN czy TK nic nie mają do programu reform PiS. 500+ przeszedł. Premier Morawiecki produkuje ustawy jedna za drugą. Jakoś sądy mu nie przeszkadzają. PiS nie wywiązuje się ze zmian w służbie zdrowia, pomocy dla frankowiczów, obniżce VAT czy podwyżce kwoty wolnej w PIT itd. Ale to nie przez SN, czy sądy w ogóle, ale z powodu obiecywania rzeczy niedorzecznych. Politycy PiS w 2015 byli w pełni świadomi, że ze wszystkich obietnic się nie wywiążą.

Żeby było śmieszniej, to przypomnę że Trybunał Konstytucyjny zmusił (na wniosek RPO) rząd do chociaż częściowej realizacji obietnicy dotyczącej kwoty wolnej w PIT. PiS w końcu wykonał orzeczenie TK, ale tylko w takim stopniu w jakim musiał.

00:00, kanapowy_obserwator
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 lipca 2018
Nasze miejsce na drabinie społecznej i wynagrodzenie.

 

W drugiej połowie czerwca na stronach OECD pojawił się ciekawy raport (link na dole). W dużym uproszczeniu, raport przedstawiał zależność kariery  i wynagrodzeń od pozycji i wynagrodzenia rodziców, wykształcenia i szeregu innych czynników. Ze względu na rozmiar i ogromu ciekawych danych, nie będę tego raportu tu analizował. Raport może prowadzić czytelnika do różnych wniosków, w zależności od tego co chcemy sobie udowodnić.

Dobrze, że taki badania są przeprowadzane. To ważna wiedza głównie dla polityków, którzy powinni czynić ten świat lepszym i dawać szansę każdemu z nas na rozwój i satysfakcję z życia. Chodzi o to, by każdy z nas miał szanse równe z innymi stać się managerem, politykiem, dyrektorem banku lub prezydentem, jeśli tylko ma ochotę. By nasza droga rozwoju i kariery w jak najmniejszym stopniu byłą uzależnione od pozycji zawodowej i materialnej rodziców, od tzw. znajomości itd.

To czego oczekuję od decydentów, to danie każdemu szansy w postaci dostępu do edukacji (w tym zawodowej) i wzorców innych niż te wyniesione z domu czy najbliższego otoczenia. Bo bywa niestety, że najbliższa rodzina i otoczenie nie wpływają na nas motywująco.

Poruszyłem ten temat, bo lubimy narzekać. Ale czy naprawdę tak mało od nas zależy? Sądzę, że nazbyt łatwo zrzucamy swoje niepowodzenia na otoczenie, rodzinę, polityków i wszelkie braki możliwości, bariery itd.  Przykro to mówić (tzn. pisać), ale szalenie dużo zależy od nas samych. Od naszego chcenia. Nie chodzi o to by zostać dyrektorem, czy prezydentem. Liczba tych miejsc jest ograniczona. Z całą pewnością mamy jednak wpływ na poziom i jakość życia jakie prowadzimy.

Co by nie mówić i jakby nie narzekać, państwo daje nam możliwość edukacji przez minimum kilkanaście lat. Ba, mamy wręcz obowiązek edukacyjny. W wielu szkołach możemy się uczyć przynajmniej jednego języka. Do tego matematyka i szereg innych mniej czy bardziej ciekawych przedmiotów. Być może w podstawówce możemy swój lekkomyślny stosunek do nauki tłumaczyć wiekiem, brakiem troski rodziców itd. Ale gdy ma się już lat naście, człowiek staje się bardziej świadomy. Po przekroczeniu dwudziestki nie możemy zrzucić już winy na nikogo poza sobą. Ale wciąż mamy szanse na rozwój lub nadrobienie szczeniackich błędów z dzieciństwa lub błędów swoich rodziców.

Mamy ogromny wybór szkół, kursów, studiów itd. Jeden semestr na wielu kierunkach kosztuje w przedziale 3-4 tys. To kwota do udźwignięcia dla wielu z nas lub przy wsparciu rodziny i znajomych. Samodzielnie można uczyć się języka obcego. Sam zabrałem się poważniej za angielski dość późno. Tanich książek, kursów i audycji w j.angielskim jest mnóstwo. Uczę się sam. Słówka, zwroty i kontakt z językiem poprzez stacje radiowe, kanały telewizyjne, słowniki dostępne w internecie. Już po kilku latach uporu pojawiły się efekty. W kręgu moich znajomych jest osoba, która przed wielu laty skończyła kierunek studiów, który dawał słabe perspektywy zawodowe. Mijały lata i zapadła decyzja o studiach z obszaru prawa. Kilka lat nauki i spędzania części sobót i niedziel na wykładach i …udało się.

Oczywiście przykład nauki języka czy kolejny kierunek studiów to pewne uproszczenie. Nie każdy musi znać angielski czy skończyć studia, by żyć godnie i bezpiecznie. Dostępne są wszelakie kursy i ‘podyplomówki’, które pozwalają zdobyć zupełnie nowe umiejętności. Od budowlanki, przez podatki po informatykę.

Nie wińmy też naszych rodziców czy środowiska za to, że zdeterminowali nasze życie, ambicje i kierunki rozwoju. Wspomniany raport OECD zwraca uwagę na silny związek między poziomem edukacji i zajmowanego szczebla w hierarchii zawodowej, a osiągnięciami dzieci w tych obszarach. Nie chodzi tu tylko o pieniądze na edukację, ale i przekazywane wzorce.

Cóż, rodziców się nie wybiera, ale jacy by nie byli, na ogół starają się nam wpoić szacunek do wiedzy i umiejętności oraz ambicję. Reszta i tak zawsze zależy od nas. Tak że niekoniecznie tylko dzieci lekarzy zostają lekarzami. Edukacja i książki dostępne są dla wszystkich. Od książek medycznych po poradniki o kładzeniu kafelek.

https://read.oecd-ilibrary.org/social-issues-migration-health/broken-elevator-how-to-promote-social-mobility_9789264301085-en#page253

 

 

00:29, kanapowy_obserwator
Link Komentarze (1) »
środa, 27 czerwca 2018
Po co zapraszać polityków PiS do studia?

 

Wysłuchałem większość rozmowy w TokFm jaką przeprowadziła D.Wielowieyjska z ministrem Michałem Dworczykiem w poniedziałek rano. Całości nie dałem rady. Po prostu przełączyłem, bo tego co ten facet wygadywał, nie dało się słuchać. M.Dworczyk zaczął od dziecinnych manipulacji w odpowiedziach na pytania, a po kilku minutach wpadł w słowotok (nie mylić z chorobą). Wygadywał co i jak chciał, nie dał sobie przerwać. To co mówił miało niewielki związek z pytaniami. Do tego, minister obficie okraszał swoją wypowiedź już nawet nie tyle manipulacjami, co po prostu kłamstwami. To dość częsta praktyka wśród polityków prawicowych, gdy tylko zasiądą przed mikrofonami lub kamerami. Wygłaszają swoje kwestie i starają się utrudnić prowadzenie audycji  i odpowiadania na niewygodne pytania.

Skala kłamstw, manipulacji i aroganckiego zachowania polityków PiS jest już tak duża, że słuchanie czy oglądanie rozmów z udziałem polityków tej partii traci sens. Chętnie więc korzystam z pilota.

Komentatorzy zapraszający polityków PiS na rozmowy mają na ogół poważny problem, żeby zmusić polityków PiS do jakiejś racjonalnej rozmowy. Stawiam więc pytanie, po co polityków PiS zapraszać? Wiem, że każda stacja tv i radiowa chce uchodzić za obiektywną, więc z konieczności zaprasza polityków PiS, żeby zapewnić pełne spektrum opinii. Tylko, że audycje z nimi nie wnoszą niczego nowego i są trudne w odbiorze.

Ja proponuje próbę sił. Proponuję przestać zapraszać polityków PiS przed kamery i mikrofony. Wtedy zostanie im  tylko tzw. TV publiczna, TV Republika i TV Trwam. No i do tego ‘niezależna’ prawicowa prasa. Przypuszczam, że wpierw będą zarzuty, ale później przyjdzie refleksja. Już raz PiS na TVN24 się obrażał i szybko się przeprosił.

Audycje radiowe i telewizyjne nic na tym nie stracą. W mediach łatwo trafić na audycje z przedstawicielami opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej wszelkich odcieni. Uzupełnieniem są publicyści różnych nurtów. Rozmowy bez polityków PiS i komentatorów prawicowych są naprawdę ciekawe i o wiele lepsze w odbiorze. Ogromne w nich bogactwo zdań, refleksji i uzasadnień. Nie brakuje ciekawych sporów. Może więc świat mediów niepublicznych przestanie się bać oskarżeń o ograniczanie debaty publicznej i zrezygnuje z zapraszania polityków PiS? To im zależy by gościć w mediach docierających do elektoratu nie-prawicowego.

 

 

00:29, kanapowy_obserwator
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 czerwca 2018
Przegrana a Senegalem. Znowu męczymy się z naszym napompowanym ego.

W Senegalem nie wyszło tak jak miało wyjść. Zaskoczony byłem nieporadnością naszej reprezentacji w I połowie. To wyglądało tak jakby grupa 11 facetów po raz pierwszy spotkała się na murawie i dopiero pięć minut przed meczem poznała zasady gry w piłkę nożną.

Druga połowa już wyglądała lepiej. Bywały mecze, kiedy prezentowaliśmy lepszy poziom. Niemniej to co zobaczyliśmy w II połowie to była mozolne rzemiosło bez umiejętności narzucenia własnego stylu i z kiepską skutecznością. Fatalny błąd z wycofaniem piłki dobił chyba nas wszystkich.

Oczywiście po meczu zaczęły się żarty z drużyny, kpiny i złości. Takie tradycyjne nasze narodowe emocjonalne wzloty i upadki. W przypadku piłkarzy, z kochania i uwielbienia, błyskawicznie przeskakujemy w złość, hejt i potępienie. Który to już raz przeżywamy taką sytuację. Doprawdy wypadałoby się czegoś w końcu nauczyć. Nie chciałbym być w skórze piłkarzy i selekcjonera, jeżeli kolejny dwa spotkania zagramy tak jak z Senegalem.

Zostawmy w spokoju drużynę narodową. Ci ludzie grają ze sobą tak jak potrafią. Problem jest przede wszystkim w nas i w mediach, które wpisują się w nasze oczekiwania. My najwyraźniej mamy problem z rzetelną oceną poziomu jaki prezentuje nasza drużyna. 

Drużyna narodowa jest jaka jest. Jest wypadkową zagranicznych sukcesów wąskiej grupy piłkarzy i słabego poziomu naszej krajowej piłki. Eliminacje do MŚ pokazały na co nas stać. Mamy drużynę, która potrafi pokazać nienajgorszy futbol w trzech na pięć spotkań. Niemniej wśród tych trzech lepszych spotkań, są takie gdzie narzucamy styl i gramy z fantazją i polotem, ale i takie w których męczymy się z przeciwnikiem i ze sobą, ale dzięki uporowi wygrywamy.

Moim zdaniem nasza aktualna pozycja w rankingach FIFA jest mocno zawyżona.

Wielu z kibiców ulega nadmiernym uniesieniom,  wierze w ponadprzeciętność naszej drużyny i hurraoptymizmowi. Skłonnością do przeceniania naszej drużyny i piłkarzy sami sobie robią krzywdę. Ale już to co wyprawiają media, to…. szkoda gadać. Kreowanie obecnego selekcjonera na super osobowość i osobą niemal świętą. A to po prostu zwykły człowiek, który jako selekcjoner ma ograniczoną możliwość wyboru. Tuż przed mistrzostwami dołączamy do tego jeszcze patriotyzm i dumę. Atmosfera tak puchnie, że nikt w telewizyjnym czy radiowym studio nie ma odwagi  zwątpić lub przypomnieć jaki poziom reprezentujemy na boisku.

Nasze przywary w ocenie narodowej drużyny dobrze widać przez pryzmat oceny Lewandowskiego. Jego skuteczność, liczona bramkami, jest oczywiście bezdyskusyjna. Jest jednak pewne ‘ale’. Pozycja i skuteczność tego piłkarza na stadionach ligowych, to w dużym stopniu efekt drużyny, która gra na niego w okolicach pola karnego przeciwnika. W drużynie narodowej nie ma tak silnego wsparcia jak w macierzystym klubie. Indywidualne umiejętności, choć wysokie, nie pozwalają mu na samodzielne akcje czy skuteczną walkę o piłkę. W takich sytuacjach wypada dość przeciętnie. Nie zamierzam krytykować Lewandowskiego. On gra tak jak potrafi najlepiej i chwała mu za to. Gorzej natomiast jest z całym otoczeniem, czyli kibicami i mediami, które o skupiają się na zaletach tego piłkarza, o wadach nie chcąc mówić.

Wczorajszy mecz naszej drużyny był nieudany. I to pomimo, iż rywal był w naszym zasięgu. Piłkarze przypomnieli nam swoje gorsze strony jakie przecież znamy z ostatnich lat. My chyba zbyt szybko chcieliśmy o tym zapomnieć.

Mam nadzieję, że w kolejnych meczach pokażemy to na co nas stać. To co udało nam się zaprezentować w większości meczów eliminacyjnych. A kibicom i mediom życzyłbym więcej realizmu.

 

20:05, kanapowy_obserwator
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 czerwca 2018
Zofia Romaszewska. Czyj autorytet?

 

Zofia Romaszewska nie jest postacią z pierwszych stron gazet. Bywa jednak, że na nie trafia w ostatnim czasie. Występuje w dwóch rolach. Środowisko prezydenta używa jej osoby i nazwiska do wspierania własnych inicjatyw, środowisko opozycyjne zaś, a szczególnie media nie-prawicowe, chcą w niej widzieć nadzieję na normalność. Ci ostatni, gdy tylko Z.Romaszewska powie coś nie po linii PiS i/lub prezydenta, natychmiast z nadzieję i nutką złośliwości pod adresem prawicy, informują o jej odmiennym zdaniu w czołówkach informacyjnych.

Z.Romaszewska trafiła ostatnio na czołówki informacyjne wskutek swojej wypowiedzi, w której miała przyznać, że prezydent trochę jednak konstytucję łamie. Z.Romaszewską  zaprosiła w poniedziałek rano stacja TokFM i ….pani Romaszewska szybko pozbawiła Dominikę Wielowiejską oraz słuchaczy nadziei. Swoją wypowiedź skomentowała jako źle zinterpretowaną, a co do prezydenta…., to on konstytucji nie łamie. Ale o tym dalej.

Z.Romaszewska pełni rolę doradcy prezydenta. Trzeba uczciwie przyznać, że potrafi mieć własne zdanie i nie ma problemów z jego prezentacją. Pytana o piętnaście referendalnych pytań, nie ukrywała szeregu krytycznych uwag. Wiara w to, że Z.Romaszewska potwierdzi swoje słowa o naginaniu konstytucji przez prezydenta była, jak wspomniałem, naiwna….ALE… Nie dość, że z tych słów się wycofała, to wręcz zapewniła, że w jej przekonaniu, prezydent konstytucji absolutnie nie łamie.

Pytania o przyszłość prezes SN Małgorzaty Gersdrorf w kontekście niezgodnych z konstytucją zmiany prezesa SN i składu SN, nie widzi w tym naruszenia prawa. Wg niej M.Gersdorf obnosi się z poglądami politycznymi i wobec tego  jest ‘oczywistością’, że prezes SN można funkcji pozbawić. Niestety nie udało się ustalić co to ta ‘oczywistość’. Podobnie jak trudno zinterpretować w oparciu o tekst konstytucji wypowiedź: „…nie każda osoba może być prezesem..” w odniesieniu do M.Gersdorf.

Żeby przeciąć ostatecznie spekulacje medialne o poglądy, Z.Romaszewska zaznaczyła, że nie dostrzega łamania konstytucji przez A.Dudę. Wg niej, „przy tych samych kryteriach oceny okazałoby się, ze za poprzednich czasów łamano konstytucję bardziej” (!!!!). Chodziło zapewne o czasy B.Komorowskiego. Niestety żadnych przykładów nie podała.

Nie ma jednak wątpliwości, że Z.Romaszewska jest świadoma łamania konstytucji. W wywiadzie padło m.in. zdanie: „..konstytucja jest niebywale rozciągliwym prawem..”, co miało usprawiedliwiać wyczyny prezydenta i PiS.

Z.Romaszewska co do zasady wspiera zmiany jakie wprowadza PiS. Styl wprowadzania tzw. dobrej zmiany specjalnie jej nie przeszkadza. Wczorajszy wywiad w TokFM rozwiał wątpliwości  wśród tych którzy je jeszcze mieli.

Mnie wywiad nie zaskoczył. Ciekaw byłem jedynie jakich ‘argumentów’ użyje Z.Romaszewska na obronę prezydenta. Niestety trudno to nawet było uznać za argumenty.

 

01:05, kanapowy_obserwator
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 46