RSS
wtorek, 16 października 2018
Na szczęście złamał rękę? No hard feelings? Doprawdy?

 

Kolejny odcinek taśm z obecnym premierem wizerunkowo jest wyjątkowo niezręczny dla PiS, M.Morawieckiego i samego Kubicy. Z nagrań M.Morawieckiego wynika, że łatwiej u niego zdobyć pomoc dla dzieci polityków, naciąganych fundacji i budowanie relacji polityczno-biznesowych, niż na wsparcie znanych polskich sportowców.  ‘Wybawieniem’ dla instytucji zarządzanej przez M.Morawieckiego okazał się wypadek Kubicy.  Na taśmach jest mowa o wsparciu finansowym wybranych teamów i kierowców Formuły 1 o wartości  rzędu 50 mln zł. Nie do końca jest jasne dokładnie kogo i na jakich zasadach BZ WBK miał w imieniu Santandera finansować. Wątpię, żeby cała kwota miała być przeznaczona tylko na Kubicę i tylko w ciągu jednego roku. To jednak kwestia drugorzędna. Obecny premier nie ukrywał ulgi z powodu wypadku Kubicy („na szczęście Kubica złamał rękę”), dzięki czemu nie trzeba było fatygować Banku w finansowanie naszego kierowcy. Cóż, dla Kubicy, wypadek oznaczał praktycznie zamknięcie drzwi do Formuły 1 i wątpliwości co do motoryzacyjnej przyszłości sportowca. Dla M.Morawieckiego, jeden problem z głowy. Mniejsza o Morawieckiego i to co wyłania się z taśm o tym człowieku.

Moje wątpliwości i pewne rozczarowanie budzi reakcja R.Kubicy. Robert Kubica chyba powinien był strzelić premierowi solidnego focha i po prostu powiedzieć, że wypowiedź była co najmniej nieelegancka i nie zgadzać się na spotkanie z premierem.  Tymczasem zgodził się na medialną ustawkę, by ratować wizerunek premiera i to na zasadach przez niego ustalonych. Swój wizerunek R.Kubica tylko pogorszył. No hard feelings, brak przeprosin i bzdury o tym jak premier bronił banku przez wyzyskiem właściciela? R.Kubica dał do tego swoją twarz.

Foch mógł R.Kubicę kosztować utratę wsparcia z publicznych pieniędzy (w tym ze spółek skarbu państwa). Wiele wyjaśnia dzisiejsze spotkanie z szefem Orlenu ws wsparcia R.Kubicy, czy jak kto woli , sportów motorowych. Ciekawe czy do wsparcia by doszło, gdyby R.Kubica odmówił spotkania się z premierem i odważnie powiedział co myśli o wypowiedzi premiera.

Czyżby moralność i zasady ustąpiły przed pieniędzmi? Znowu? Zapewne R.Kubica jest świetnym kierowcą, ale moralnie chyba trochę się pogubił.

 

23:24, kanapowy_obserwator
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 30 września 2018
Bić czy nie bić. Czyli co zrobić z klapsem.

 

Będę się silił poniżej na obiektywizm. Oczywiście, jak ktoś się uprze, to może ją łatwo podważyć. Moja metoda naukowa w zakresie analizy tzw. ‘klapsa’ w społeczeństwie to: moje doświadczenia jako kiedyś dziecka i obecnie ojca dwójki dzieci, obserwacja otaczającego mnie świata w obszarze wychowywania i obserwacja osiągnięć i porażek wychowawczych moich znajomych i rodziny.

Pierwsze co mnie niezwykle irytuje w środowiskach walczących z klapsem, to zestawianie słowa klaps ze zdjęciem skatowanego dziecka. Nie inaczej było w jednym z artykułów w Gazecie Wyborczej sprzed kilku dni. Oczywiście przy takiej okazji cała masa statystyk, których celem jest wskazanie, że klaps prowadzi do wypaczenia psychiki dziecka, zniszczenia mu życia i patologii. Incydentalny klaps zrównywany jest z cotygodniowym biciem dziecka kablem od żelazka. Kolejnym powodem mojej irytacji jest środowisko psychologów i wszelkiej maści doradców ds. wychowywania dzieci, którzy świadomie dopuszczają się manipulacji w przekazie. Gdyby podawane przez nich statystyki doświadczonych w życiu klapsów i społecznej tolerancji dla nich, zestawić z podawanymi skutkami, to bylibyśmy społeczeństwem frustratów z nieudanym życiem, którzy leją kablem od żelazka wszystko co się wokół nich rusza, począwszy od członków rodziny.

Moim zdaniem mamy do czynienia z dwoma odrębnymi światami. W jednym, akceptuje się klapsa jako desperacki środek wychowawczy i wskazanie granicy, której dziecku przekroczyć nie wolno. Mniejsza o to na razie, co to znaczy desperacki. Drugi świat, to ten gdzie przemoc fizyczna jest sposobem na wszystko. W tym wychowywanie, czy po prostu podporządkowywanie sobie najbliższej rodziny, w tym dzieci. W pierwszym przypadku, nikt z klapsa nie czyni powodu do dumy. Klaps traktowany jest jako środek ostateczny w kontakcie z dzieckiem w sytuacjach konfliktowych. W drugim – patologicznym przypadku – może dochodzić do poważnych okaleczeń fizycznych i psychicznych dzieci.

Żyjąc wśród ludzi, nie zauważyłem, by ci którzy w kontakcie z dzieckiem sięgają incydentalnie po metodę klapsa, płynnie przechodzili do patologicznego bicia dzieci czymkolwiek i przy byle okazji.  Po drugie  ci od klapsa stosują go po uprzednich wielokrotnych próbach komunikacji z dzieckiem. Gdy komunikacja słowna zawodzi, czasami pojawia się klaps. Ponadto klaps rzadko pojawia się w sytuacjach błahych.

Co rozumiem pod pojęciem: klaps jako desperacki środek wychowawczy? To jest ten przykry moment, gdy rodzic, po wielokrotnych próbach komunikacji z dzieckiem, traci cierpliwość, a dziecko idzie w zaparte, czy wręcz działa na przekór. Wtedy dalsze powtarzanie nakazów, zakazów, próśb i apeli o cokolwiek, nie daje efektów, a dalsze bezowocne naleganie rodzica prowadzi do kompletnego lekceważenia go przez dziecko. Możemy przyjąć, że klaps to oznaka utraty cierpliwości przez rodzica. Pytanie tylko, jak duża ta cierpliwość ma być. Rady przeciwników klapsa sprowadzają się często do odgrywania swego rodzaju spektakli teatralnych przed dzieckiem. Jeżeli dziecko nie chce czegoś zrobić, bo nie lub czegoś żąda i tupie nogami, to przez pół dnia mam okazywać jak wielką sprawiło mi przykrość i że „tatusiowi/mamusi jest przykro”. Gdyby te metody traktować poważnie, to musieliby się  zwolnić z pracy, żeby mieć czas na okazywanie jak jest im „przykro” bądź by przygotowywać wspólne zabawy i scenki dla rozładowania emocji dziecka.

Z drugiej strony jest dziecko. Mniejszy i słabszy od dorosłego człowiek o kruchej, kształtującej się dopiero wrażliwości i psychice. Niestety lata miną zanim ten mały człowiek podrośnie i zacznie racjonalnie myśleć. Używanie argumentów racjonalnych niekończenie do dziecka trafia. Niestety, dziecko miękkie metody wychodzenia z sytuacji kryzysowej odbiera, czemu trudno się dziwić, jako własne zwycięstwo i zachętę do eskalacji. No bo w końcu dorosłemu zależy i to dorosły ze mną negocjuje.

Klaps w tyłek, wg moich obserwacji, na tle całego mnóstwa sytuacji konfliktowych z dzieckiem, to rzadkość w rodzinach, w których się zdarza po metodę klapsa sięgać. Na szczęście więc, dziecko dostrzega, że rodzice po metodę klapsa sięgają w wyjątkowych przypadkach.

Czy klaps w tyłek to metoda wychowawcza? Nie. Dla mnie to , jak wspomniałem, desperackie pokazanie dziecku granicy, na której przekroczenie rodzic nie pozwoli. Nie jest to być może ani powód do dumy, ale i na pewno nie powód do sugerowania, że klaps to droga to katowania dziecka kablem z żelazka i patologia. Klaps dla dziecka to duży dyskomfort.

Klaps a patologiczne bicie na przykład kablem, to raczej dwa odrębne światy. Przede wszystkim prawo zabrania katowania dziecka. Uczulone są już na to szkoły, służba zdrowia itd. Dzieci są informowane, że nikt nie ma prawa ich katować i upokarzać. Oczywiście możemy namawiać dzieci, by informowały szkołę i policję o każdym klapsie, ale wtedy sytuacja stanie się już po prostu idiotyczna i żenująca.

Na zakończenie pozwolę sobie na, być może, pewne przerysowanie pod adresem sympatyków teorii, że klaps to patologia. No ale skoro mogą oni, to mogę i ja. W takich sytuacjach, jak spory o klapsa, pojawią się kontr-zarzut, to co w zamian? Słynne wychowanie bezstresowe? Mam okazję obserwować, na kogo wyrastają dzieci, które bezstresowo wychowywano. Dzieci, których emocje w czasach gdy były małe, rodzice traktowali jak emocje osoby dorosłej. Niestety są to dzieci w większości skupione na swoich potrzebach emocjonalnych i materialnych. Empatię rozumieją w sposób dość jednostronny, tylko gdy chodzi o nie.

Do dawania klapsów nie zachęcam. Wręcz przeciwnie. Natomiast stawianie znaku równości między klapsem a okładaniem kablem, odbieram jako zwykłą manipulację środowiska poniekąd psychologów. Proponuje robić to co dotychczas. Uwrażliwiać szkoły, szpitale, policję, popularyzować nie-fizyczne formy wychowawcze. Uświadamiać dzieci, że mają prawo przypadki bicia w domu zgłaszać w szkołach, policji czy na infolinii. To wszystko zaczyna powoli działać.

 

21:03, kanapowy_obserwator
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 września 2018
Wizyta prezydenta Dudy w USA. Błędy polityki zagranicznej PiS.

 

No nie udała się ta wizyta prezydentowi i tyle. Głód sukcesu, brak doświadczenia i politycznego refleksu, niezwykła uniżoność wobec USA, dały w efekcie dość smutny i upokarzający spektakl. Mam świadomość, że zaskakujące i niekonwencjonalne wypowiedzi i zachowanie D.Trumpa są nie do przewidzenia, ale  prezydent Duda okazał się zaskakująco nieprzygotowany na spotkania z tego typu osobowością jak D.Trump.

Nie będę się już specjalnie skupiał na osobie prezydenta, bo lektura komentarzy po wizycie mu wystarczy.

Wizyta A.Dudy w USA i nasz stosunek do największego mocarstwa, to kolejny klocek układanki PiS o nazwie: polityka zagraniczna. Ale zacznę od końca.

Zupełnie nie wyszło zapowiadane w expose premier Szydło, zbliżenie do Wielkiej Brytanii (WB). Na sojusznika obraliśmy kraj, który miał opinię ostrego gracza w UE. Niestety cynizm polityków z WB przebrał miarkę i … kraj ten wszedł na ścieżkę tzw. brexitu. Inna rzecz, że biorąc pod uwagę interesy WB w Europie i jej politykę, byłby to sojusznik z którym byłoby nam niekoniecznie po drodze. Np. Brytyjczycy proponowali istotną obniżkę składek do budżetu UE, a co za tym miało iść obniżenia wypłat dla biedniejszych krajów UE, w Polski.

Kompletnym nieporozumieniem jest ‘braterstwo’ z Węgrami. Mimo deklarowanej sympatii dla Polski, V.Orban idzie własną ścieżką, a jego polityka często stawia nasz prawicowy rząd w wysoce niezręcznej sytuacji. Przekaz Węgrów pod adresem Ukrainy i relacje polityczno-ekonomiczne z Rosją powinny powodować redukcję współpracy z Węgrami do niezbędnego minimum. W głosowaniach w różnych gremiach UE, Węgrzy wpierają Polskę dość wybiórczo.

Idea tworzenia krajów Międzymorza/Trójmorza, marzenie części polskiej prawicy, świadczy o zupełnym braku realizmu prawicowych polityków. Przede wszystkim nie ma sensu tworzyć alternatywnych organizacji jeżeli tuż obok mamy UE, w ramach której i tak wszyscy współpracujemy. Możemy narzekać, ale wejście do UE podkręciło nasz wzrost gospodarczy i poprawiło pozycję geopilityczną. Otworzyły się dla Polaków europejskie rynki pracy i zalała nas rzeka unijnych pieniędzy.

Kraje Europy Środkowej i Wschodniej w większości nie są zbyt silne gospodarczo i politycznie (szczególnie dawne tzw. demoludy). Kierują się różnymi interesami i potrzebami. Cześć z nich ma problemy z demokracją i wyborem geopolitycznej lokalizacji (w tym Węgrzy). Dla nas jest to (pozornie) atrakcyjna polityczna inicjatywa, bo żywimy nadzieję na odgrywanie czołowej roli w takim organizmie. Dokładnie z tego powodu część krajów Trójmorza, woli swoje problemy załatwiać w UE bez pośrednictwa Polski lub w kontaktach dwustronnych.

No i USA. Kraj, który traktujemy jako jeden z filarów naszego bezpieczeństwa. Politycy PiS, w tym i prezydent Duda, zdają się przenosić punkt ciężkości z UE na USA. Niestety i tu spotkała nas przykra niespodzianka. Kiedy zajęci byliśmy rozpoczynaniem coraz to nowych konfliktów z UE, w USA wybory wygrał kompletnie nieobliczalny facet. I tak dochodzimy do ‘historycznej’ wizyty prezydenta Dudy. Mimo niezwykłego (i przykrego) wdzięczenia się prezydentowi USA, Trump pokazał nam miejsce w szeregu.

Prezydent najwyraźniej stracił panowanie nad sobą. Podnosił się i siadał. Nie zapanował nad swoją spontanicznością i reakcjami. Gdzieś zniknęła jego zimna aktorska gra jaką znamy z jego krajowych wystąpień. Nie załatwiliśmy niczego konkretnego w USA (i nie mam nawet o to do prezydenta specjalnie pretensji). Za to kilkukrotnie nasz prezydent dał się ośmieszyć. Dla mnie jednym z bardziej przykrych momentów było pytanie o wizy dla Polaków. Trump albo kompletnie nie wiedział o co pytał jeden z dziennikarzy, albo kiepsko udawał. W pewnym momencie zwrócił się do A.Dudy o pomoc w wyjaśnieniu (zwracając się do niego jak do ….., wolę nawet nie pisać) i nasz prezydent wyraźnie rozbawiony, coś D.Trumpowi na ucho powiedział.

Prezydent Trump fantastycznie medialnie wykorzystał naszą deklarację o finansowanie pobytu żołnierzy USA w Polsce. Przekaz dla mieszkańców USA był następujący: proszę, tupnę i zaraz deklarują mld-y dolarów. Wyszło na to, że finansową transakcję to ubija Trump a nie my. A.Duda został też wykorzystany do rozgrywki D.Trumpa z UE. UE to miejsce gdzie jesteśmy i być chcemy.  Tymczasem A.Duda przyjął, że wtórowaniem w krytyce UE lub wymownym milczeniem, zaskarbi sobie przychylność D.Trumpa. Jestem przekonany, że zostało to źle odebrane w krajach UE.

Zdaję sobie sprawę, że musimy zabiegać o dobre kontakty z USA i że być może czasami będzie to graniczyło z upokorzeniem. Ale nie musiało być aż tak źle. W kraju i w UE buta, kłamstwa i arogancja, a przed prezydentem USA pokora, nadskakiwanie, uśmieszek i puszczanie mimo uszu krępujących dla nas wypowiedzi D.Trumpa.

Prezydentura D.Trumpa powinna działać na polityków prawicowych jak wiadro zimnej wody. Otrzeźwiająco.

 

22:13, kanapowy_obserwator
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 września 2018
A ja szanuję i podziwiam decyzję B.Nowackiej.

 

W mediach wciąż jeszcze można znaleźć nowe komentarze dotyczące decyzji Barbary Nowackiej o przystąpieniu do Koalicji Obywatelskiej. Niestety dominują komentarze krytyczne. Wśród nich wiele jest komentarzy ze środowisk lewicowych, gdzie słowa ‘zdrada’ czy ‘koniunkturalizm’ itp., jeśli nie padają bezpośrednio, to już na pewno między wierszami.

Nie należę do sympatyków B.Nowackiej, co nie zmienia faktu, że na lewicy jest to jedna z ciekawszych osobowości i działaczka z doświadczeniem, dorobkiem i osiągnięciami.

Zacznę jednak od złośliwej oceny pod adresem nie-prawicowych komentatorów politycznych. Od miesięcy nakręcają atmosferę zagrożenia Polski przez PiS, na co lekarstwem miała była jak najszersza koalicja ugrupowań opozycyjnych parlamentarnych i pozaparlamentarnych. Niemal każdy polityk opozycji na ‘dzień dobry’, musiał się w audycji tłumaczyć jakie podjął działania na rzecz wielkiej opozycyjnej koalicji. No i B.Nowacka zrobiła krok w dobrym kierunki i ….. spotkała się z nieprawdopodobną krytyką.

Prawda jest dosyć okrutna: pierwszoplanowym problemem jest odsunięcie PiS od władzy. Podkreślam to, bo m.in. to ruchy i środowiska lewicowe bardzo silnie obrywają od obecnej władzy i z ideałami lewicowymi (światopoglądowymi) PiS zdaje się najbardziej walczyć. Krótko mówiąc: zróbmy coś w PiS-em, żeby potem, przy zachowaniu wolności słowa i demokracji, kłócić się i walczyć o lewicowe wartości między sobą. Mam wrażenie, że tylko B.Nowacka na lewicy jest w pełni świadoma zagrożeń i gotowa była podjąć trudną, ale dojrzałą decyzję.

Niewątpliwie B.Nowacka i jej środowisko podejmuje potężne ryzyko polityczne. Jej decyzja już doprowadziła do podziału w jej najbliższym środowisku politycznym. Na tle PO i Nowoczesnej, ugrupowanie B.Nowackiej jest niemal tylko pyłkiem. Owszem, jej ugrupowanie może być swego rodzaju kwiatkiem do kożucha utworzonego przez partie (PO i Nowoczesna) mocno zdystansowane dotychczas do niektórych wartości lewicowych. W Koalicji Obywatelskiej, to B.Nowacka i Inicjatywa Polska ryzykują najbardziej. Politykom PO i Nowoczesnej odradzałbym jednak ewentualne polityczno-wizerunkowe wykorzystywanie B.Nowackiej. Jest ona na tyle silną osobowością i jednoznacznie określoną działaczką lewicową, że próba jej wykorzystywania, może się odbić polityczną czkawką Koalicji Obywatelskiej. Mogę mieć tylko nadzieję, że politycy PO i Nowoczesnej są na tyle dojrzali, by tego typu działań nie podejmować. Dowartościowanie B.Nowakiej i Inicjatywy Polskiej jest testem na polityczną dojrzałość PO i Nowoczesnej.

Jest też moim zdaniem szansa, choć przyznam że niewielka, iż udział w Koalicji Obywatelskiej może być polityczną trampoliną dla B.Nowackiej. Zobaczymy.

Zgadzam się z tymi, którzy (m.in. w parciu o sondaże) twierdzą, że najskuteczniejszym sposobem mobilizacji elektoratu anty-pisowskiego jest tworzenie nie jednego, a dwóch wielkich bloków wyborczych. Jednego skoncentrowane wokół PO i Nowoczesnej i drugiego: skupiającego ugrupowania lewicowe.  B.Nowacka najbardziej, oczywiście, pasuje do tego  drugiego. Z tej perspektywy, jej angażowanie się w działania Koalicji Obywatelskiej mogą być faktycznie ocenione jako trwonienie politycznego potencjału lewicy. Tylko, że na lewicy mamy do czynienia z dezintegracją.

Na miejscu B.Nowackiej zapewne podjąłbym taką samą decyzję. No bo spójrzmy na lewicę. Rozsypka. Partia Razem jest anty chyba wobec wszystkich i ma niemal zerową zdolność koalicyjną. W przypadku SLD, jak tylko znowu zaistniało kilkoma procentami w sondażach, to politycy tej partii uznali, że mają prawo dyktować warunki na lewicy. R.Biedroń uwierzył w swoją wielkość i wyjątkowość, itd. itd.  Jakby tego było mało, wśród ruchów lewicowych zapanowała jakaś moda na odsądzanie od czci i wiary działaczy i polityków lewicowych z innych niż własne podwórek. Tymczasem ten etap, politycy PO i Nowoczesnej mają już za sobą.

Nie ma obaw. B.Nowacka swoich poglądów nie zmieni. Szuka drogi na skuteczniejsze wcielanie w życie swoich ideałów i wykazała się największą dojrzałością na lewicy.

 

01:05, kanapowy_obserwator
Link Komentarze (1) »
czwartek, 23 sierpnia 2018
Pozycjonowanie lewicy.

 

Trzeba przyznać, że bycie lewicą obecnie w Polsce nie jest łatwe. Ale też i lewica w dużym stopniu jest winna swoim wizerunkowym problemom.

W ujęciu ekonomicznym lewicowość została skradziona tymczasowo przez PiS. PiS z 500+ tak przeszarżował, że politykom wszelakiej opozycji mowę odjęło. Początkowo PO i Nowoczesna próbowały krytykować 500+, ale dobra koniunktura gospodarcza i kilka innych sprzyjających ekonomicznych okoliczności, przesunęło problem wpływu 500+ na finanse publiczne o trzy do czterech lat.

Dla ugrupowań lewicowych krytyka 500+ w ogóle nie wchodzi w rachubę, bo byłby to strzał w kolano. A przynajmniej takie obawy są na lewicy. Chwilami próbowano obiecywać (m.in. lewica) rozszerzenie 500+ na rodziny z jednym dzieckiem itd.,  ale odnoszę wrażenie, że lewica robi to bez przekonania. I słusznie, bo politycy bodaj wszystkich partii opozycyjnych mają świadomość, że 500+ jest programem rozdętym. Politycy PiS też są tego świadomi, dlatego zrezygnowali z innych socjalnych gestów, jak m.in. podwyższenie kwoty wolnej w PIT dla wszystkich czy wyraźnego podniesienia wsparcia dla niepełnosprawnych itd.

Niestety lewicowość oznacza u nas (i chyba nie tylko w Polsce) lekceważący stosunek do sytuacji finansów publicznych. Polskiej lewicy nie stać na to (tzn. brak jej odwagi i odpowiedzialności) by stanąć w obronie finansów publicznych. A szkoda.

Lewica powinna mieć odwagę krytykować 500+ za  wspieranie m.in. rodzin, które w ogóle wsparcia nie potrzebują. 500+ to ogromne, motywowane politycznie, marnotrawstwo środków. Analiza polskiego ubóstwa wskazuje, że nadal jest go sporo w rodzina z jednym dzieckiem lub bez. W tym ostatnim wypadku chodzi m.in. o gospodarstwa domowe emerytów.

500+ zniechęciło kilkadziesiąt tysięcy kobiet do pracy lub jej poszukiwania. Ekonomiści uprzedzali, że tak będzie i jest.

Lewica powinna walczyć o elektorat zwracając uwagę na to, że ekonomiczna lewicowość wg PiS to mieszanina wsparcia i populizmu nakierowanego na zdobycie poparcia. Proponuje każdemu przejrzeć strukturę wydatków państwa, którą udostępnia Eurostat. Praktycznie poza istotną likwidacją biedy w obszarze rodzin z dziećmi, pozostałe tematy leżą odłogiem. A lewicowość to chyba coś więcej niż pompowanie gotówki bez oglądania się czy ktoś jej potrzebuje czy nie.

Lewica powinna zaproponować lewicowość odpowiedzialną. Czyli nie tyle 500+, co przedszkola, żłobki, wsparcie dla rodzin na wypadek utraty pracy, zwiększenie nakładów na służbę zdrowia itd. Ponadto powinna to być lewicowość za zgodą społeczeństwa, a nie oszukana, jaką zaproponował nam PiS. Przypomnę, że wg PiS leżały góry pieniędzy, które wymagały tylko rozdania. Niestety tak nie jest. Lewicowość wymaga zapewnienia stałego finansowania, mocno uniezależnionego o zmian koniunktury. Czy polską lewicę stać na takie postawienie sprawy? Mocno wątpię.

I na koniec politycznie odniesienie do otoczenia. Jesteśmy w tak wyjątkowym momencie historycznym, że politycy lewicy mogliby w końcu zauważyć (i łaskawie wykazać się mądrością), że głównym wrogiem jest PiS. Tymczasem, od lat pokutuje na lewicy głupkowata maniera równego dystansowania się do PiS jak i PO. Politycy lewicowi uporczywie starają się zacierać różnice między PO a PiS. Często winą za to co obecnie z demokracją i państwem prawa wyczynia PiS, obarczają …PO. Że to niby jakiś ciąg błędów polityków III RP (w tym PO) doprowadził ludzi do zniechęcenia i desperackiego głosowania na PiS. Być może stawianie znaku równości między PiS i PO jest motywowane nadzieją na to, że część elektoratu PO przeniesie swoje wsparcie na lewicę.

Problemem lewicy nie jest podbieranie elektoratu PO i straszenia Polaków tą partią (obok PiS). Wątpię żeby lewica coś poważniejszego w tym wypadku ugrała. Wygrana PiS bardziej wynikała z wyborczej porażki lewicy, niż znudzenia i zniechęcenia Polaków do PO. Lewica ma problem z wykazaniem, że ma lepszy pomysł na lewicowość w obszarze ekonomicznych niż PiS. Brakuje pomysłu i politycznej odwagi.

W obszarze światopoglądowym (mam na myśli lewicowy), lewica ma pełne pole do popisu. Na tym terenie PiS nie działa, a PO niekoniecznie chciała akcentować liberalizację ustawy antyaborcyjnej czy regulację związków partnerskich. Swoją drogą, to akcentowanie tzw. tematów moralno/światopoglądowych sukcesu lewicy nie gwarantuje. Tematy liberalizowania ustawy antyaborcyjnej czy praw dla LGBT nie są priorytetowe dla większości Polaków, jak wskazują sondaży. Żeby być precyzyjniejszym, w wyborach partii przez Polaków, te kryteria nie są najistotniejsze.

Moim zdaniem lewica powinna się skupić na stworzeniu bloku politycznego, który miałby gwarancję dostania się do parlamentu. Jak na razie kiepsko to idzie. A szkoda, bo sondaże wskazują, że Polacy są gotowi dać premię za jedność. 

 

00:35, kanapowy_obserwator
Link Komentarze (3) »
czwartek, 02 sierpnia 2018
Staliśmy się więźniami legendy o Powstaniu Warszawskim, z którą nie wiemy co począć.

 

 

Tak już jest, że klasyfikujemy rzeczy i wydarzenia na dobre-złe, czarne-białe itd. Chętniej wydajemy osądy skrajne, bardziej jednoznacznie zarysowane.   Być może to nam pomaga rozumieć i oceniać rzeczywistość. Być może takie ocenianie jest wynikiem naszej, ludzkiej, ułomności. Do tego jeszcze wszelakiego rodzaju konteksty i tła, intencje osób/środowisk proponujących nam przekaz  i brak zwyczajnej ludzkiej odwagi w ocenie zjawisk, w powiedzeniu publicznie rzeczy być może dla niektórych trudnych.

Mamy kolejną rocznicę Powstania Warszawskiego. Jak co roku, staramy mu się nadać obiektywną ocenę i stosowną rangę. I trzeba przyznać, że Powstanie jest pod wieloma względami trudne w ocenie. Głównie dlatego, ze powstanie wywołało potworne straty, które na dodatek sami zaryzykowaliśmy.

Trudne, bo był to zryw powodujący niepojęte straty oraz trudny dlatego, bo co roku rzesze ludzi (politycy, komentatorzy, powstańcy i duża część z nas, zwykłych ludzi) usilnie utrudnia zbliżenie się do obiektywnej oceny powstania.

Powstanie było ogromną tragedią. Zginęło niecałe 20 tys. powstańców, ponad 3 tys. żołnierzy LWP i 150 tys. mieszkańców, zaledwie w dwa miesiące. Z miasta i okolic Niemcy wypędzili ponad 600 tys. osób. Powstanie formalnie upadło. Nie było to żadne zwycięstwo, tylko niezwykle drogo okupiona porażka. Krótko po wybuchu, Powstanie przerodziło się w rozpaczliwą obronę.

Przedstawiciele polskich władz na emigracji podchodzili sceptycznie do pomysłu powstania. Alianci nie ukrywali, że nie mamy co liczyć na poważniejszą pomoc militarną i polityczną. Kontakty z Rosjanami w ostatnich tygodniach przed Powstaniem, też nie pozostawiały złudzeń co do politycznych efektów Powstania. W lipcu 44 do Warszawy doszły informacje o tym jak Rosjanie potraktowali AK przy wyzwalaniu dawnych ziem polskich. Skończyło się aresztowaniami. Nie chcę już wspominać o słynnej hecy z tym kto widział i ile radzieckich czołgów na Pradze. Prawdopodobnie jeden z decydentów prących do rozpoczęcia Powstania podawał wątpliwej jakości informacje, lekceważąc doniesienia wywiadu AK.

Najwyraźniej nie doceniliśmy determinacji Niemców do obrony warszawskiego odcinka frontu. Gdy my zastanawialiśmy się na wybuchem Powstania, Niemcy przerzucali części sił na wschód od Warszawy. Już same straty walczących stron przy wyzwalaniu Pragi mówią same za siebie.

Powstanie było próbą postawienia Rosjan i Aliantów przed tzw. faktami dokonanymi. Powstańcy mieli nadzieję na… No właśnie na co? Że wyprą Niemców i przyjmą Rosjan jako gospodarze? Dowódcy Powstania uwierzyli w zajście niezwykle dla nich korzystnego splotu okoliczności militarnych i politycznych. Powstanie mogło być co najwyżej symbolem, bo Rosjanie i tzw. polscy komuniści mieli już pomysł na Polskę. Wiadomym było, że Rosjanie rozbroili zgrupowania podziemia liczone w tysiącach ludzi. I nagle mieli się zlęknąć armii złożonej z 25-30 tys. ludzi (tyki się podaje się najczęściej stan walczących)? Gdyby miasto wyzwalano przy współudziale Rosjan, to o przywitaniu Rosjan w roli gospodarzy moglibyśmy zapomnieć.

W III RP zaczęto Powstaniu nadawać patriotyczno-romantyczną legendę. Niestety niemały w tym udział mieli i mają dawni Powstańcy. Ci ostatni chcieli mówić głównie o odwadze, konieczności walki, jednoczeniu się Powstańców i cywili  wokół wspólnego celu. Ten nurt wsparli politycy (głównie prawicowi). Ta legenda była zbyt idealna. Z biegiem czasu zaczęła wychodzić prawda o stratach, o złości wśród części ludności cywilnej na decyzje o Powstaniu, błędnych decyzjach dowódców powstańczych itd.

Jedną z rzeczy, która mnie najbardziej drażni, to porównanie udziału (wsparciu) żołnierzy LWP w Powstaniu z Powstańcami. W większości tekstów na jakie trafiam mówi się o złym uzbrojeniu żołnierzy LWP i rzekomej ich nieumiejętności walki w terenie zabudowanym. Owszem żołnierze LWP z zasadzie nie byli wyposażeniu w broń ciężką. Ale na poziomie broni osobistej i tak prezentowali się lepiej niż Powstańcy na początku Powstania. Opinia o walce w mieście wydaje mi się nieco wątpliwa. Warto w takim razie przypomnieć niepotrzebne straty wśród Powstańców właśnie wskutek nieumiejętności walki w mieście i fatalnych decyzjach dowódców. Tu na szczęście mamy i doniesienia samych Powstańców.

Wiem, że myśli jak wyżej budzą reakcję typu: oceniam po czasie, kiedy wiadomym jest jak historia się potoczyła. Owszem, oceny po czasie są być może łatwe. Wiem, że reakcji Niemców (m.in. zabijanie ludności cywilnej w masowej skali) nie można było przewidzieć. Niemniej było pewną naiwnością przekonanie, że Niemcy tak po prostu oddadzą miasto i że obędzie się bez strat i zniszczeń. Do czego zdolni są Niemcy wiedzieliśmy od czterech lat. Jakie było prawdopodobieństwo, że Rosjanie zaakceptują nowe (powstańcze) władze Warszawy? Takich pytań można stawiać więcej.

Odnoszę wrażenie, że staliśmy się więźniami legendy o Powstaniu, z którą nie wiemy co dalej począć, więc oszukujemy się dalej. Powstanie było moralnym zwycięstwem, które wzmocniło ducha walki z nową, komunistyczną, władzą? A co mamy innego mówić. Tak , odwaga Powstańców może być wzorem dla kolejnych pokoleń. Ale czy ten wzorzec był wart ceny jaką zapłaciliśmy za Powstanie? Powstanie były ‘zwycięstwem’ odniesionym takim kosztem, że lepiej żeby się więcej takie zwycięstwa nam nie przytrafiały.

 

Porównanie Powstania z innymi  podobnymi (z rozumieniu operacji politycznej, militarnej, szans na sukces lub strat) wydarzeniami w naszej historii też wskazuje, że mamy poważny problem z jego oceną. Wyraźnie je faworyzujemy. W przypadku powstań: kościuszkowskiego, listopadowego czy styczniowego, przeważają opinie, że były bez szans na powodzenie. Kpimy z żołnierzy LWP spod Lenino, bo niby też byli bez szans na sukces. A Powstańcy byli w lepszej sytuacji? Wątpię.

Powstania nie da się opisać za pomocą prostych czarno-białych ocen. Prawda ma tu szereg odcieni. Wolę jednak te odcienie niż jego przekoloryzowany, ubogi w wiele faktów i ocen obraz. 

00:46, kanapowy_obserwator
Link Komentarze (6) »
niedziela, 29 lipca 2018
Odczepcie się od PO. Stwórzcie w końcu coś własnego.

 

Tytuł nieco emocjonalno-prowokacyjny, ale zaraz wyjaśnię dlaczego. W części nie-prawicowej komentatorów politycznych i różnego typu działaczy, aktywistów itd., standardem jest, obok krytyki PiS, narzekanie na tzw. III RP, zły rząd PO-PSL, przekonanie że opozycja (w tym głównie PO)  jest nieskuteczna, nie ma pomysłu i nic nie robi, że zmiany zaszły tak daleko, że Polska po rządach PiS musi być inna pod względem ekonomicznym i politycznym, że politycy PO nic nie zrozumieli z tego co się stało itd. itd. itd. Pełno w tych komentarzach maniery, focha i modnego ostatnio symetryzmu.

Proponuję na PO spojrzeć inaczej. Bynajmniej nie dlatego, że sam na tą partię głosowałem i być może zagłosuję w kolejnych wyborach. Bo? Bo w życiu politycznym mam następujący wybór: nie brać udziału w wyborach, startować w nich osobiście lub wskazać na karcie wyborczej partię, która w  moim przekonaniu jest najlepszym dla kraju kompromisem. W wyborach uczestniczę, bo chce mieć wpływ na to co się dzieje. Nawet jeśli jest to wpływ mocno ograniczony. Do polityki nie startuje, bo nie mam na to czasu i dlatego, że nie mam ochoty czegoś ludziom na siłę obiecywać żeby być wybranym. Wybieram więc stawianie krzyżyków czy ptaszków na karcie wyborczej i wrzucanie jej do urny.

PO ma sporo wad i zalet. Zależy z której strony spojrzeć. No to spójrzmy z nieco innej.

Przez lata PO, przy współpracy z PSL, rządziła Polską. W 2015 r. społeczeństwu się odwidziało i ….wybrało sobie partię o wiele gorszą. Jak na razie, to mało kto potrafi przyznać, że wielu wyborców chyba jednak żałuje swojego focha. Mamy teraz do czynienia z chamstwem, butą i bezczelnością polityków PiS. Ci co rzekomo krytykowali jakąś tam elitę III RP, muszą bezradnie patrzeć na to co robi PiS. Jak to mawiają: chyba zatęskniliśmy za ośmiorniczkami polityków PO, co?

Mimo krytyki PO, jest to jak na razie jedyna partia opozycyjna mogąca konkurować z PiS. A gdzie inne partie i środowiska? PO im nie przeszkadzała w wejściu do Sejmu lub uzyskaniu dużych wyników sondażowych. Nowoczesna, po krótkim sukcesie, omal nie zniszczyła PO. I co ? Nic, to Nowoczesna aktualnie walczy o byt, a nie PO. Pojawił się Kukiz’15, ale i ta partia nie ma takich wyników w sondażach jak u swoich początków.

Wyborcy nie dali szansy w wyborach partiom lewicowym, jak SLD, Razem itd. Lewicy nie ma w sejmie bynajmniej nie z powodu PO. Dopiero teraz, od niedawna, w sondażach pojawia się SLD. Partia Razem jak była w sondażach marginesem, tak jest dalej. Podobnie z pozostałymi ugrupowaniami i środowiskami lewicowymi. Ich medialna aktywność i poczucie wyjątkowego znaczenia tego co mają do zaproponowania jakoś nie przekłada się na sondażowe wyniki.

PO nie ma żadnego obowiązku integrowania opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej oraz reprezentowania ich głosów w parlamencie.  Oczywiście od PO można oczekiwać pewnej dojrzałości w integrowaniu opozycji, ale też nie wiem ile bym wytrzymał, gdy pozostałe ugrupowania opozycji najdalej w drugim zdaniu deklarują, że PO i jej rządy to takie samo zło jak PiS.

W obecnych warunkach znaczna część opozycji jest bezradna z obiektywnych powodów. To dotyczy również PO. Trudno walczyć z kłamstwem i manipulacją PiS, które sączą się z mediów. Wine częściowo ponoszą media, które pozwalają politykom PiS na wypowiadanie dowolnych głupstw i kłamstw w mediach.

Trudno walczyć z ugrupowaniem (PiS), które w celach politycznych skutecznie sięgnęło do nizin ludzkiej psychiki. Walka z elitami, bogatymi ludźmi ze świecznika itd. wielu ludziom się spodobała. Któż z nutą zazdrości i złości nie patrzy na tych, którym się udało osiągnąć sukces. Tylko, że większość z nas panuje nad tym brzydkim odruchem, ale elektorat PiS już niekoniecznie.

Trudno walczyć z ekonomicznym populizmem PiS. PO rządziła w trudniejszych ekonomicznie czasach. Przypomnę, że po kryzie finansowym, nasz deficyt finansów publicznych skoczył do ok. -8% PKB. Żeby uniknąć społecznych turbulencji, rząd zbijał deficyt bardzo powoli przez kilka lat. To było działanie ekonomiczne z arsenału lewicy. Nikt dzisiaj tego nie docenia. Krytycy PO udają, że szwankuje im pamięć. Inna rzecz, że wielu z nich nie ma zielonego pojęcia o ekonomii. Niestety, rozdawnictwo pieniędzy w tamtych czasach nie wchodziło w rachubę. Inna rzecz, że PO była o wiele bardziej odpowiedzialniejszą partią od PiS w zakresie finansów publicznych.

PO nie ma szans w rywalizacji na rozdawnictwo. Politycy PiS i tak każdego przelicytują, by potem nie wywiązać  się z większości obietnic. Słusznie więc, partie opozycyjne (w tym PO) unikają rywalizacji na tym polu.

PO nigdy nie była też partią nadmiernie liberalną obyczajowo. O ile przeważająca część polityków owszem, to jako całość niekoniecznie. PO bardziej była skłonna takie zmiany wspierać niż je inicjować. Stąd nie rozumiem pretensji do tej partii o brak radykalnych zmian regulacyjnych ze sfery obyczajowości. To już sfera ugrupowań lewicowych, które z własnej winy do sejmu się nie dostały.

Nie zgadzam się też z negatywną oceną tzw. III RP i 8-lat rządów PO-PSL. Ale to już temat na kilka odrębnych wpisów.

 

 

 

17:52, kanapowy_obserwator
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 lipca 2018
Ratujemy szewca.

 

No dobra, powiedzmy że teraz wylewam z siebie przekorę i kilka kropel hejtu. Skoro ktoś apeluje o ratowanie miejsca pracy szewca, to ja poszukam dziury w całym. A chodzi o szewca zWarszawy, co ma warsztat przy ul. Śniadeckich.

Na wstępie tradycyjnie kilka deklaracji z mojej strony, żeby czytelnik wiedziała jaką zajmuje pozycję. W mieście w którym mieszkam, korzystam z sług szewca. Początkowo miałem ambicję, jak to facet, samodzielnie kleić i naprawiać buty mojej żony i dzieciaków. Dawno dałem sobie z tym spokój. M.in. dlatego, że kiepsko mi to na ogół wychodziło. Teraz pada hasło: zanieś do szewca, będzie wiedział co z tym robić i zrobi to lepiej. Bo ma wiedzę, doświadczenie i narzędzia, a poza tym dajmy zarobić innym ludziom. Dwa, może trzy lata temu, jeden z dzieciaków stwierdził, że przydałaby się pochwa do jego ulubionego noża. Zaproponowałem wizytę u lokalnego szewca z wiarą, że ten coś wymyśli. I wymyślił. Skurzana pochwa, być może pierwsza jaką tenże szewc zrobił, była bardzo udana i solidna. Teraz zepsuł się zamek błyskawiczny w  drogich trampach. Żal wyrzucić, bo fajne są, no i kosztowały trochę. I znowu z moich ust padło hasło: zanieś do szewca, on temu zaradzi. Wszyje nowy zamek. Robi takie rzeczy.

Szewc to też kawałek mojego dzieciństwa. Mama wysyłała mnie ze swoimi butami do klejenia lub naprawiania zelówek. Najdramatyczniejszy był odbiór. Szewc miał stos niemal identycznych  damskich czarnych butów. Czasami kartki z nazwiskiem się odklejały, więc pytał: a które to twojej mamy, poznajesz może? Ta chwila zawsze mnie stresowała. Na ogół był sukces, ale bywało, że musiałem wrócić, bo to nie te były. No i ten zapach kleju, który będzie towarzyszył mi chyba do końca życia.

Nie ma co jednak ukrywać, że wraz z dostępnością butów, relatywnym spadkiem ich cen, popyt na szewskie usługi zaczął spadać. I wątpię, czy ma sens z tym walczyć. Niestety, tu prawo popytu i podaży musi zrobić swoje. Walka z tym nie ma większego sensu, bo ostatecznie można nawet skrzywdzić osobę, której chcemy pomóc, jeśli ta nie potrafi lub nie chce się dostosować do zmieniającej się rzeczywistości.

Tenże szewc, pan już niemłody, ma warsztat w gęsto zaludnionym miejscu w stolicy. Może zamiast na siłę organizować klientów, warto sprawdzić jaką szewc ma ofertę, pokazać o jakie usługi warto się wzbogacić i uświadomić, że reklama i marketing to nie szatański wymysł.

Ale co, jeżeli pan jest tych, co to już nie chcą się zmieniać, dostosowywać do zmieniającej się rzeczywistości? Pytam, bo mam nadzieję, że autorka apelu oparła swoją akcję na wierze w umiejętności szewca, a nie litości czy – modnemu ostatnio – propagowaniu korzystaniu z usług rzemieślników i rękodzieła. Na różnego typu targach, jarmarkach widać już i negatywne strony tego zjawiska, ale to temat na inną pogadankę.

Wierze w dobre intencje blogerki. Chwała jej za to, że dostrzegła tego człowieka i że uważa iż warto o niego walczyć i mu pomóc.

Jeżeli mogę sobie pozwolić na pewną uwagę, to już małym problemem jest uwaga, że w razie nieobecności szewca, warto sprawdzić czy jest w warsztacie obok, u znajomego. Obawiam się, że to zniechęci część klientów. To może już lepiej zainstalować dzwonek czy coś innego, żeby pan szewc szybko się pojawił.

Życzę powodzenia. Czasami jednak, kiedy napotykam w mediach na takie akcje, obawiam się, że niepotrzebnie utrudniamy komuś odejście z fachu, czy nawet z rynku pracy. Że kogoś oszukujemy.

W biurowcu w którym pracuje, mały sklepik-bar uległ konkurencji. Jak jeden z niewielu ratowałem go swoimi zakupami. Tzn. tak sobie wymyśliłem, że go ratuję. Niestety, właścicielka robiła wrażenie jakby jej nie zależało. Nie, to nie, szerokiej drogi. Mogłem iść od razu do konkurencji, ale zachciało mi się emocjonalnych odruchów. Kiedyś udało nam się uratować gościa, który sprzedawał kanapki w biurowcu. Bar-sieciówka, chciał go wyeliminować mało eleganckimi metodami. My, jego klienci, zrobiliśmy taką akcję, że sieciówka i zarządca budynków odpuścili. Ale warto było, bo facet bardzo o klientów się starał.  

Link.

https://warszawawpigulce.pl/blogerka-apeluje-o-pomoc-dla-najstarszego-szewca-jest-wspanialym-fachowcem/

 

00:10, kanapowy_obserwator
Link Komentarze (4) »
środa, 18 lipca 2018
Tusk kontra Kaczyński. Tusk powinien zmodyfikować swoją strategię powrotu.

 

Wyzwanie rzucone przez Tuska Kaczyńskiego wywołało szereg komentarzy i spekulacji. Z wielu powodów.

 

Przypomnę więc słowa jakie padły w wywiadzie dla TVN24: „….jedno mogę powiedzieć dzisiaj. Gdyby Jarosław Kaczyński zdecydował się kandydować, to nie wahałbym się ani chwili i stanąłbym do takiego pojedynku”.

„Możecie państwo w Polsce zapytać prezesa Kaczyńskiego, czy przyjmuje takie wyzwanie. Powiedzmy, że to takie badawcze pytanie o nastrój pana prezesa”.

Intrygująca była riposta Beaty Mazurek na tweeterze. A raczej pierwsze jej zdanie.

„Wyzwanie J.Kaczyńskiego przez D.Tuska to rejterada przed Prezydentem A.Dudą. To sygnał, że,Tusk nie będzie startował w wyborach bo wie,że J. Kaczyński nie wybiera się kandydować .D.Tusk nie chce przegrać z A.Dudą ,który wg.J. Kaczyńskiego będzie kandydatem na prezydenta w 2020r.”

Ze strony Tuska to jedna z odważniejszych i ostrzejszych zaczepek politycznych pod adresem PiS i jej lidera. Niemal deklaracja: wracam do krajowej polityki. Jak celnie określiła to jedna z komentatorek, Tusk chodzi w tą i z powrotem wzdłuż klatki z lwem w środku ((Kaczyński) i uderza w pręty klatki by go sprowokować.

Jeżeli do tej pory nie można było wysondować czy D.Tusk chce wrócić do polityki, to tą wypowiedzią przekroczył pewien próg. Czy zrobił to świadomie czy nie, zobaczymy. No ale skoro powiedziało się A, to rozumiem, że  B i C jest przygotowane. Prowokacja nabrała kolorytu po przytoczonej wyżej reakcji Beaty Mazurek, która sprytnie podmieniła Tuskowi rywala na młodszego i z lepszymi wynikami w sondażach. B.Mazurek riposty na ogół nie wychodzą, ale ta jest ciekawa i warta głębszego zastanowienia.

Ale wpierw o Kaczyńskim. Reakcja B.Mazurek, oraz dodatkowe komentarze polityków PiS, wskazywały że J.Kaczyńki jest już na drodze powolnego wycofywania się z polityki. Stąd zaczepki pod adresem politycznego emeryta są, jej zdaniem, nietrafione, nieetyczne, wyeksploatowane politycznie  i sugerują że Tusk  idzie na łatwiznę. I jest w tym trochę prawdy (łatwizna).

Prawda o Kaczyńskim jest trochę inna. Linia obrony Kaczyńskiego przyjęta przez B.Mazurek jest wprawdzie sprytna, ale raczej mało zgodna z prawdą. J.Kaczyński z polityki prędko się nie wycofa, bo nią żyje. Wie natomiast, że jest niemedialny i źle wypada ‘na żywo’. Szczególnie z politykami o poziomie inteligencji Tuska. Do tego liczba głupstw, kłamstw, manipulacji i decyzji godzących w państwo prawa i demokrację autorstwa Kaczyńskiego jest tak duża, że  nie nadążałby z odpowiedziami na zarzuty. Kaczyński jest świadom większości swoich wad i ułomności  i nie ma ochoty już udowadniać sobie, że jest inaczej. Stał się bojaźliwy. Chowa się za kordonami policji, ochroniarzy, barierkami, prawem zmienianym pod jego widzimisię i potrzeby. Bywa tylko w mediach, w których się go chwali, pozwala głosić dowolne niedorzeczności i nie zadaje trudnych pytań.

Kaczyński wybrał wygodę i wygrażanie ręką zza szeregów strzegących  go ochroniarzy. Steruje państwem z tylnego rzędu. Nic nie wskazuje by się wycofał z czynnego wpływania na losy państwa. Obrona B.Mazurek miała ściągnąć tylko z niego uwagę i przenieść na kogoś innego. Politycy PiS są w pełni świadomi, że ich lider staje się powoli, przepraszam za określenie, zgorzkniałym politycznym satrapą, skrywającym się za swoimi dworzanami. B.Mazurek można by tylko odpowiedzieć, że Kaczyński powinien zdecydować czy ma siłę i odwagę wymaganą przy sterowaniu państwem, czy też powinien zastanowić się nad oddaniem władzy komuś, kto nie będzie się lękał stanąć twarzą w twarz z innym politycznym fighterem. I to może i powinien akcentować Tusk ponawiając ewentualnie wyzwanie Kaczyńskiemu.

Odpowiedź B.Mazurek uświadomiła Tuskowi, a przynajmniej powinna była, że polityczne wypadki mogą go skonfrontować z politykiem młodszego pokolenia PiS. Morawiecki, Duda, ktoś inny…? Można mieć tylko nadzieję, że odpowiedź B.Mazurek nie jest dla niego zaskoczeniem. I nie z powodu ukrywania lidera PiS, ale przekierowania uwagi na kogoś innego. Odpowiedź Mazurek jest prosta: panie Tusk, następnym razem rękawicę proszę rzucić prezydentowi Dudzie. Sytuacja staje się o tyle niezręczna, że Duda jest urzędującym prezydentem.

Ale Duda nie jest nie do pokonania. Zarówno dla Tuska jak i innego polityka opozycji. To, że w sondażach prezydenckich jest liderem o niczym jeszcze nie świadczy. Jeden z przytaczanych sondaży wskazywał Dudę jako lidera, a dalej Tuska, Biedronia itd. O ile Duda ma wszelkie szanse wygrać I turę, to już II niekoniecznie. Na koniec własnej kadencji przyjdzie mu się rozliczyć z własnych niezrealizowanych obietnic i grzechów rządów PiS, które firmował własnym podpisem.

Czy Tusk dał się zaskoczyć podsunięciem innego rywala przez PiS, zobaczymy. Jeśli tak, to by znaczyło, że nie jest już tak sprawnym politykiem jak kiedyś.

Zostawiają próbę ożywienia sporu Tusk-Kaczyński , warto zwrócić uwagę na inne zdanie z tweeta B.Mazurek. „….D.Tusk nie chce przegrać z A.Dudą ,który wg.J. Kaczyńskiego będzie kandydatem na prezydenta w 2020r.”. A.Duda jest (będzie) kandydatem PiS czy jedynie „wg Kaczyńskiego”? To zabrzmiało jak: chyba , może itp. Czy przeniesienie uwagi na A.Dudę było z nim uzgodnione, czy nie? Pytam, bo od roku politycy PiS nie ukrywają swojego sceptycyzmu co do osoby A.Dudy.

Czy Tusk zrobił jeden przedwczesny i nieprzemyślany krok? Zobaczymy. Ostre wyzwanie rzucone Kaczyńskiemu może oznaczać decyzję o powrocie do krajowej polityki i wyrabianiu sobie pozycji startowej.

 

01:03, kanapowy_obserwator
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 lipca 2018
Mój, i nasz, problem z Biedroniem.

 

Robert Biedroń ma problem z otrzymaniem absolutorium za rok 2017. Nie chcę oceniać działalności R.Biedronia w roli prezydenta Słupska. Nie będę więc dochodził ile w tym obiektywnej oceny jego pracy jako prezydenta, a ile polityki. Interesuje mnie postrzeganie jego osoby w kontekście polityki krajowej przez opinię publiczną i przez niego samego. Opinię publiczną okroję tu do części nie-prawicowej, bo środowisko prawicowe R.Biedronia w polityce krajowej pewnie nigdy nie zaakceptuje. Z zasady.  

 

Wpierw przedstawię własne postrzeganie R.Biedronia. Generalnie, lubię faceta. Oczywiście znam gościa tylko z mediów, więc moja perspektywa jest dosyć odległa i narażona na pomyłkę. Ale nawet jeśli, to trudno. Swoją osobą dokonał wiele  dobrego w zmianie postrzegania środowiska homo i generalnie LGBT. Sądzę, że jest jedną z tych osób, które przyczyniły się mocno do naruszenie stereotypów przez pryzmat jakich społeczeństwo postrzega środowisko homoseksualne.

Do tego kulturalny, z lekkim poczucie humoru, unikający ostrych i agresywnych wypowiedzi. Z miłym stosunkiem do otaczającego go świata. Że to banał? Oj, nie. Szczególnie gdy się spojrzy na polityków opozycji, których zmiany w kraju zmuszają do ciągłej krytyki tego co się wokół dzieje, czy ziejących butą i agresją polityków prawicowych.

Wydaje mi się, że media zbyt łatwo skupiły się na wizerunku R.Biedronia, tego jak chcemy go postrzegać. Trochę środowisko nie-prawicowe oraz ona sam, wykreowało obraz R.Biedronia bardziej odpowiadający naszym potrzebom i chęciom niż rzeczywistości. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Z biegiem czasu zaczęły pojawiać się pytania czy R.Biedroń wróci do wielkiej polityki jako ważna persona na lewicy lub nawet, czy wystartuje w wyborach prezydenckich. R.Biedroń niechętnie dawał się wciągać w te dyskusje, ale nie odpowiadał twardo nie.

Wykreowany wizerunek R.Biedronia mocno kontrastował z oceną jego pracy wystawioną przez lokalnych polityków PO (brak absolutorium). Miałem wrażenie, że to bardziej musieli tłumaczyć się w mediach politycy PO niż wyjaśniać R.Biedroń. Pewien kontekst narzuca też obecna sytuacja polityczna. W mediach nie-prawicowych nie rozumiano, jak w czasach gdy na pokładzie potrzebny jest każdy popularny polityk by wspierać walkę z PiS, nagle taka reakcja lokalnych działaczy PO.

Nie chce umniejszać wysiłkowi R.Biedronia jako prezydenta Słupska. Jednak to nie jest tak, że to jedna osoba analizuje i podejmuje decyzje dotyczące lokalnych problemów. To efekt pracy decydentów wszystkich szczebli urzędu i radnych.

Problem z wizerunkiem R.Biedronia polega na tym, że nawet on sam nie nalega na podtrzymywanie w wywiadach tematów merytorycznych z obszaru życia jednostki samorządowej i jej finansów. Podobnie zresztą z tematyką gospodarczą na poziomie krajowym. Tymczasem dla praktyka, a takim chyba jest R.Biedroń, możliwość popisania się zdobytą wiedzą i doświadczeniem, to okazja do pokazania opinii publicznej swojego merytorycznego poziomu.

Być może reakcja lokalnych polityków PO to nie tylko działania o charakterze politycznym, ale i częściowa ocena strony merytorycznej prezydenta Biedronia. Być może musimy liczyć się z tym, że strona nie-prawicowa (opinia społeczna i media) merytoryczną stronę R.Biedronia ocenia wyżej niż on na to zasługuje. Ja mam obawy, że niestety tak trochę jest. Polityczne pozycjonowanie Biedronia, jest moim zdaniem trochę zawyżone.

Byłoby dobrze, gdyby R.Biedroń popracował nad swoim wizerunkiem, który jest obecnie nazbyt lukrowany. Wierzę, że przez kilka lat pracy w roli posła i prezydenta miasta, zdobył dużą wiedzę o funkcjonowaniu kraju i jego problemach. Ale to już jego problem by to pokazać, bo ambicje zdaje się mieć duże, a przynajmniej uwierzył że ma do nich podstawy.

 

00:54, kanapowy_obserwator
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 46