Blog > Komentarze do wpisu
Intelektualne ucieczki T.Terlikowskiego. C.d. sprawy prof. Chazana.

Od zwolnienia z funkcji dyr. szpitala prof. Chazana, prawicowa część publicystów uprawia nie lada ekwilibrystykę intelektualną dla wcielenia się w rolę upokorzonych i zdominowanych przez liberalny mainstream. Jestem po lekturze tekstu T.Terlikowskiego (link pod wpisem). W dużym uproszczeniu: katolicy są wypychani za poglądy  z życia publicznego, tracą pracę, nie mogą być dyrektorami szpitali czy ginekologami. Przypomina mi to tworzenie mitologii po katastrofie smoleńskiej, zamiast spojrzenia prawdzie w oczy.

Nie ma co ukrywać, że prof. Chazan i jemu podobni stworzyli sobie problem, którego nie potrafią i nie mają odwagi rozwiązać. Nadanie rozgłosu Deklaracji Wiary  i – praktycznie – zmuszanie pacjentki do noszenia i urodzenia kalekiego dziecka, które skazane była na śmierć, postawiło nas w obliczu skutków „sumienia” lekarzy-katolików. Byliśmy świadkami wzniosłych ideałów, które z drugiej strony pozwalają na niepotrzebne okrucieństwo wobec matki i dziecka. Nikt nie pytał jej o zdanie i nie zamierzał się przejmować prawem. Mało tego. W imię wyższości własnego światopoglądu nad innymi (w tym pacjentki), lekarze ze szpitala prowadzonego przez prof. Chazana, świadomie nie przekazali poprawnie pacjentce wszystkich informacji.

Wbrew słowom Terlikowskiego, nikt nie zakazuje prof. Chazanowi być dyrektorem i ginekologiem o „przekonaniach”. To raczej ginekolodzy z „sumieniem” muszą sobie odpowiedzieć na pytanie, co jest ważniejsze: ich sumienie i światopogląd czy kasa z intratnej posady w szpitalu publicznym i zawodowy prestiż. Jak na razie, to prof. Chazan mnie nie przekonał argumentem moralnym, a raczej ujawnił swój problem i fakt, że nie wie co z tym zrobić.

Jeżeli prof. w inni sposób, niż głosi prawo, interpretuje klauzulę sumienia, to niech w końcu uczciwie powie o co mu chodzi. Prof. Chazan i jemu podobni oczekują akceptacji zasady, która jest nie do zaakceptowania. Otóż oczekują, iż mają prawo ukryć przed pacjentem swojej przekonania, co w efekcie prowadzi (czasami) do dezinformacji pacjenta, z krzywdą dla tego ostatniego. Moim zdaniem lekarz z „sumieniem”, powinien uczciwie poinformować pacjenta, że może zataić przed nim niektóre informacje z przykrym skutkiem dla tego ostatniego. Dlaczego lekarze z „sumieniem” nie chcą być uczciwi, to już pytanie o moralność tej grupy. Ponadto jeżeli lekarz z „sumieniem” i jednocześnie szef placówki, podpisuje kontrakt z NFZ, to również powinien uczciwie poinformować, iż nie zamierza respektować warunków umowy.

Nikt w Polsce nie każe wykonywać aborcji, wbrew temu co twierdzą konserwatyści. Taki czy inny lekarz ze szpitala prof. Chazana mógł nie wykonać zabiegu, ale miał obowiązek wskazania pacjentce gdzie może uzyskać informacje o stanie zdrowia swoim i dziecka i dalszych drogach postępowania.

Jeżeli prof. Chazan tych warunków nie akceptuje, może zmienić profesje lub leczyć w placówkach katolickich. Może ewentualnie leczyć w placówkach publicznych, ale wtedy elementarna uczciwość nakazuje napisać na drzwiach „lekarz z ‘sumieniem’*’”. (*) oznacza, że przed pacjentką mogą zostać zatajone niektóre informacje, mimo iż pacjentka ma do nich prawo.

W Polsce można rozwijać poradnie i większe placówki w formie niepublicznej, czyli tzw. prywatne. W tym katolickie. Ryzyko jest tyko takie, że prof. Chazan może mieć mniej pacjentów oraz problem z otrzymanie kontraktu z NFZ. Tutaj zresztą pojawi się inne wyzwanie dla Kościoła i T.Terlikowskiego. Otóż popularność tego typu placówek może być dość ograniczona, ponieważ nawet część wiernych z katolickiej większości społeczeństwa może nie akceptować zatajania przed nimi informacji w imię klauzuli sumienia, tak jak rozumie ją T.Terlikowski czy prof. Chazan. To zmusi T.Terlikowskiego do przeniesienia sporu o klauzulę sumienia na inne – rzeczywiste – pole. Na razie T.Terlikowski i prof. Chazan próbują prowadzić spór z państwem, władzą itd. Udają, iż nie wie że spora część społeczeństwa ma zupełnie inne poglądy na aborcję niż on sam i prof. Chazan. Byłoby chyba uczciwiej, gdyby obydwaj skierowali swoje pretensje bezpośrednio do obywateli.

A co jeżeli prof. Chazan i jemu podobni nadal będą się upierali przy swoim pojmowaniu klauzuli sumienia i domagali prawa do karier w publicznej służbie zdrowia? Moim zdaniem nie powinniśmy się na to zgodzić. Ponadto postawiłbym prowokacyjnie inne pytanie: co jest ważniejsze dla lekarzy z „sumieniem”, ich sumienia czy kariery, zarobki i prestiż? Niby prof. Chazan kreuje się na osobę o silnym kośćcu moralnym, ale kiedy życie postawiło przed wyborem” sumienie lub kariera, to ma problem z decyzją. Wygląda na to, że pokorne życie w poradni katolickiej mu nie odpowiada. Sądzę, że ten dylemat dostrzegł również T.Terlikowski, ale na razie udaje że go nie ma.

Czy w takim razie lekarze z „sumieniem” nie będą ginekologami w placówkach publicznych? Cóż, jak rozumiem, świadomie dokonają wyboru. Można się realizować w innych specjalnościach lekarskich lub w innym zawodzie. Ja też myślałem kiedyś o wykonywaniu pewnego zawodu w branży finansowej. Niestety nie mam ochoty żyć z wciskania klientom produktów, tylko dlatego że mam „realizować plany sprzedażowe”, a z drugiej strony Polacy zaakceptowali komercyjny model doradztwa inwestycyjnego, pozornie darmowy. Ja również nie mam problemów z przyjęciem, że Kościół w swoich instytucjach zatrudnia osoby „cywilne” (nie-duchowne) które są katolikami i wypełniają wszystkie wymagane przy tym obowiązki wiernego. Ponieważ nie spełniam tych warunków, więc się  nie pcham. A może powinien zaprotestować i zażądać równouprawnienia w dostępie do tych miejsc pracy (z zakazem pytania o światopogląd włącznie)? Stąd trudno mi zrozumieć i poważnie traktować moralne dylematy prof. Chazana i T.terlikowskiego.

http://terlikowski.dorzeczy.pl/id,3674/Przykrecanie-sruby-katolikom.html

 

niedziela, 27 lipca 2014, kanapowy_obserwator

Polecane wpisy

Komentarze
2014/08/02 05:32:31
Wszyscy uczepili się przerywania ciąży. Na kamieniu sumiennym zostało wyryte, że lekarze rezygnują z ludzkiej czyli naukowej medycyny, zobowiązują się natomiast do zastosowania katolickiej teologii ciała, a ma im w tym pomóc Duch Swięty wchodzący? w lekrza podczas jego pracy w przychodni. . Po za tym tylko Bóg może decydować o zdrowiu i śmierci pacjenta. Ból jest prawdopodobnie próbą, karą wyznaczoną przez Boga, więc sumiennie leczący lekarz praktycznie nie może nic zrobić dla chorego, nie może przecież przeciwstawić się swojemu Bogu. Przecież już banalna tabletka albo zastrzyk mogą uśmieżyć ból albo przedłużyć życie. Tablica wyklucza też zdecydowanie chirurgów, którzy nagminnie naruszają cielesność człowieka, chociaż jest ona jako dzieło Boga nietykalna. Po co komu tacy medycy. Zdrowaśki możemy sobie odmówić sami, a bogatsi i hojni z księdzem. Księża wydają koncesję na używanie organów płcoiwych pod nazwą sakramentu. zresztą nasze organy są własnością Boga, czy księdza. Używanie bez sakramentu jest jak jazda bez prawa jazdy. Karą nie są punkty lecz piekło. Piszę z pamięci. Pewnie ta cała tablica jest tylko takim bla, bla, bla, jakie odprawiano kiedyś na zebraniach jedynej słusznej partii PZPR, kiedy co innego się mówiło z mównicy, a co innego prywatnie w gronie znajomych nie obawiając się nawet szpicli, którzy myśleli tak samo. W skrócie, sumienie zabrania lekarzom katolickim wykonywanie zawodu. I tyle. Pewien ksiądz próbował ratować sytuację i powiedział, że tablica jest zrozumiała dla katolików ale niedostępna dla niewierzących. Pewnie tego tego szyfru nie rozumię.
-
2014/08/04 21:16:57
Początkowo trochę nie zrozumiałem dokąd prowadzisz myśl, ale końcowy wniosek jest ciekawy. Może faktycznie ginekolodzy o konserwatywnych przekonaniach nie powinni stawiać żądań: 1. praca w ginekologii bez ograniczeń 2. utrzymywanie swoich przekonań w tajemnicy przed pacjentem 3. prawo do niepełnej informacji dla pacjentki. Można, jak zwracasz uwagę, odwrócić problem i postawić pytanie czy aby nie powinni dojść do wniosku, że zawód ginekologa nie jest dla nich, ze względu na wymagania postawione przez Państwo i ich sprzeczność z ich światopoglądem. To jednak wymagałoby stanowczego postawienia sprawy przez ... nasze Państwo, czyli polityków i szereg innych decydentów. Wcale bym nie wykluczał takiego rozwiązania, tzn. tego że po kilku takich 'wpadkach' jak z dr Chazanem, decydenci zniosą takie rozwiązanie jak 'klauzula sumienia' w ginekologicznej profesji.

Podejrzewam, że na razie będziemy testować szukanie kompromisu, czyli 'klauzula sumienia', ale albo z ostrzeżeniem dla pacjentki iż ma do czynienia z lekarzem, który może nie powiedzieć wszystkiego. Albo, że władze szpitala przejmą opiekę od chwili gdy ginekolog odmówi informacji i dalszej pomocy ze względów światopoglądowych. Takie rozwiązanie ma jednak wadę. Lekarz musi poinformować pacjentkę o jej prawach, o diagnozie i dalszej pomocy przez szpital (skierowanie do innego ginekologa), a władze szpitala nie mogą kierować się klauzulą sumienia tak jak ją rozumie dr Chazan. Jest to więc wariant ryzykowny.